Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

Nutka ironii, szczypta humoru

bookfa

Ian Sansom

Sprawa zaginionych książek

Massolit, 2011, stron 328

 

Książka ta ukazała się u nas w sierpniu ubiegłego roku i gdybym nie była tak na bakier z nowościami, to przeczytałabym ją jeszcze w 2011. Miałabym wtedy Śliwkę w czekoladzie 2011 jak nic! Przez ten poślizg, jest mocną kandydatką na Śliwkę tegoroczną. W ubiegłym roku nikt niestety nie dostał tej nagrody, bo nie przeczytałam nic, co by mnie aż tak zachwyciło, żeby bez wahania tę nagrodę przyznać.

Iana Sansoma odkryliśmy z kolegami trochę przypadkiem, w katalogu z książkami. Jednemu z nich wpadł o oko tytuł, a kiedy przeczytał krótkie streszczenie, stwierdził, że to książka napisana jakby specjanie dla nas i, że musimy ją zamówić. Koledzy przeczytali ją pierwsi, a potem jeszcze zdążyła ją przede mną zgarnąć jedna z koleżanek. Później zarezerwował ją też jakiś czytelnik i tym sposobem wpadła w moje ręce dopiero teraz.

„Sprawa zaginionych książek” Iana Sansoma to historia opowiedziana z rzadko spotykaną umiejętonścią łączenia humoru, ironii i szyderczego komizmu. Po prostu angielski humor najwyższej próby. Jednym słowem: cudowna!

Israel Armstrong, pół Żyd, pół Irlandczyk to ekscentryczny wegetarianin, mól książkowy i wyjątkowy fajtłapa w sztruksowym garniturku. Porzuca bez wahania pracę w księgarni z tanimi książkami pocket, by podjąć wymarzoną prace jako bibliotekarz. W tym celu, uzbrojony w entuzjazm i walizkę wypchaną książkami opuszcza Londyn i wyjeżdża do Irlandii. Na miejscu okazuje się, że biblioteka jest zamknięta na cztery spusty a szefowa proponuje mu pracę w mobilnej bibliotece, czyli bibliobusie. Bus okazuje się być kupą złomu bez książek, a nawet bez półek na nie. Jakby tego było mało, to cały zbiór biblioteczny, około piętnastu tysięcy książek zniknął z biblioteki miejskiej bez śladu. Israel jest oburzony zmianą warunków pracy i postanawia czym prędzej wrócić do Londynu.

„O boże! Najprawdopodobniej nie będzie przesadą stwierdzić, że bibliobusy nie są uważane za ludzi z branży za specjanie prestiżowe. Najwyżej stoją w hierarchi, powiedzmy British Library albo New York Library, ewentualnie bibliotka kongresowa lub ta w Alexandrii. Zaraz potem plasują się biblioteki uniwersyteckie oraz prywatne biblioteki badawcze, potem może duże biblioteki publiczne, okręgowe, filie biblioteczne i biblioteki szkolne, następnie biblioteki szpitalne, więzienne oraz te w zamkniętych zakładach psychiatrycznych. Za nimi, najniżej w klasyfikacji znajdują się oprawione w czerwoną dermę, zawilgotniałe zbiorki prowincjonalnych hotelików, w okładkach z czerwonej dermy, oraz te w poczekalni u dentysty. I dopiero potem bibliobusy”*

Powrót od razu, okazuje się nie być zupełnie możliwy. Ten zakwaterowany w kurniku pechowiec, detektyw mimo woli, zaczyna więc prowadzić na własną rękę śledztwo, wpadając raz po raz w kolejne tarapaty. Podbite oko, guz na głowie, połamane okulary, złamany nos, spalone ubranie, to bilans tylko kilku dni tego śledztwa.

„Sprawa zaginionych książek” to początek serii o Israelu Armstrongu. Do tej pory autor napisał jeszcze trzy i mam nadzieję, że ma w planach kolejne. Wydawnictwo Massolit zapowiada tłumaczenie kolejnych z tej serii i na pewno, jeśli się tylko ukażą rzucę wszystko inne i będę je od razu czytać.

11/10

* kursywą fragment powieści w moim tłumaczeniu

Komentarze (10)

Dodaj komentarz
  • dachauka

    Uwielbiam takie klimaty! Zapamietam sobie.

  • bookfa

    **dachauka** jeżeli lubisz te klimaty, to bardzo polecam :)

  • avo_lusion

    11/10?? To się nazywa dobra nota:) Super;))

  • bookfa

    **avo_lusion** i to pomimo kiepskiej opinii Israela o bibliobusach ;P

  • opty2

    Dobre :) bibliobusy na koncu stawki. Nic dziwnego, że tak Wam się ta książka podobała.
    Dobry humor zawsze w cenie :)

  • bookfa

    **opty2** Israel Armstrong ma dosyć specyficzne poglądy na wiele spraw. ;)
    Los spłatał mu figla i zrobił z niego busowego bibliotekarza zatrudnionego jako "przenośna siła robocza" w jednym z hrabstw Irlandii Północnej.
    Świetna książka, ale o ile ktoś woli humor kabaretowy, to może niech lepiej niech sięgnie po coś innego ;P

  • kasia.eire

    mam w języku angielskim i nie zawaham się przeczytać :-)

  • bookfa

    **eire** szczesciaro, Ty mozesz przeczytac wszystkie cztery! Ja musze poczekac na kolejne i pewnie to troche potrwa bo wydawnictwo, ktore wydalo u nas ten tytul, to nowicjusz na rynku wydawniczym, dopiero rozwijaja skrzydla ;)

  • dededan

    I ja już mam pierwszą część po angielsku No, nie mogłam się dłużej opierać po takiej fantastycznej recenzji. Dziękuję :)

  • bookfa

    **dededan** przyjemnej lektury życzę i czekam na Twoje wrażenia. Masz szczęście, że jak Ci się spodoba, to możesz przeczytać wszystkie cztery. Już Ci zazdroszczę ;)

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci