Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

Świat według przedszkolaka

bookfa

Beata Agnieszka Konar

Natashan

Gryf Förlag, 2011, stron 84

 

Czytanie Natashan należałoby zacząć od obłożenia jej w papier. Może być nawet szary, i tak będzie lepszy od oryginalnej okładki. Gdyby była to książka o wampirach czy innych potworach, to byłoby ok. Ale nie jest. Na co więc i po co z okładki straszy gromada niebieskich i fioletowych postaci o wyłupiastych, czerwonych oczach w towarzystwie czterozębnego, zielonego potwora o wielkiej paszczy?

Natashan to fantastyczna książka edukacyjna dla dzieci i rodziców, doskonale osadzona w szwedzkich realiach. Autorka sugeruje, że grupa odbiorcza, to dzieci w wieku od lat pięciu do dziesięciu. Ja bym jednak obniżyła tę granicę, powiedzmy do lat ośmiu. Myślę, że starsze dzieci nazwą Natashan dziecinną. Jednak dla dzieci, które już dorosły i mają własne dzieci, będzie to znowu świetna lektura. Bardzo pouczająca. Bez moralizowania i mentorskiego tonu autorka pisze o sprawach życiowo ważnych dla kilkulatków, dla których mama i tata przestają już być całym światem.

Książeczka składa się z kilkunastu krótkich rozdziałów, a każdy z nich przemyca wiele mądrych treści zarówno dla dzieci jak i dorosłych. W bardzo umiejętny sposób tłumaczy wiele ważnych i często trudnych spraw, jak przyjaźń, zaufanie, choroba, starość czy śmierć. Każdy rozdział to materiał przygotowujący do dyskusji o życiu, w sposób odpowiedni dla poziomu kilkulatka. Dla dorosłego czytelnika, to świetne przypomnienie tego, jak wół sam cielęciem był, bo wielu niestety skutecznie o tym zapomniało.

Bohaterka książeczki Natasha, ma prawie sześć lat. Mieszka w Szwecji, jej mama jest Polką, a tata Serbem. Jak to się tutaj u nas określa, pochodzi z rodziny wielokulturowej.

 „Jestem trochę Szwedką, ponieważ urodziłam się i mieszkam tutaj. Jestem trochę Polką, jak mama,  dziadek i babcia, trochę Serbką jak tata i jego rodzice. Jestem też trochę Chorwatką, bo dziadkowie, rodzice taty, mają domek letniskowy w Chorwacji i tam jest pięknie latem. Jestem także trochę Afrykanką czy też może Amerykanką? (…) Amerykanką, bo w kraju gdzie mówi się I love you, mieszka młodszy brat dziadka, Włodek. Jestem też trochę Francuzką, bo we Francji mieszkają wszyscy kuzyni mamy.”

 Natasha czuje się bardzo samotna. Jej najlepsi przyjaciele z przedszkola zaczęli właśnie chodzić do szkoły, dziadek wydaje się myśleć, że inne dzieci w jej wieku są lepsze i mądrzejsze, a rodzice uważają, że najbardziej ze wszystkiego lubi być niegrzeczną. Natasha jest narratorką tej opowieści i autorce należą się duże brawa, za to, że tak umiejętnie i wiarygodnie umiała spojrzeć na świat oczami przedszkolaka.

Beata Agnieszka Konar, to według mnie kobieta-orkiestra. Pisarka, dziennikarka, producentka i filmowiec. Zaimponowała mi swoimi umiejętnościami pedagogicznymi, intuicją oraz wrażliwością na problemy kilkulatków, które wielu dorosłych uważa za mało, lub zupełnie nieistotne. Autorka należy do tej stosunkowo niewielkiej grupy, która nie zapomniała jak to było być cielęciem i tylko dlatego potrafiła napisać tak wspaniale i bezboleśnie pouczającą książkę, którą chce się czytać.

Natashan to debiut autorki, pierwsza z zaplanowanej serii książek o sprawach ważnych i trudnych, do wspólnego czytania dla dzieci i dorosłych.

Właśnie ukazała się jej następna książka Kiedy mama wyjechała, a kolejna, Teresa, Leo i zaginiony dziadek już się pisze. Wszystkie wydane przez wydawnictwo Gryf, założone przez samą autorkę. Najprawdopodobniej było jej szkoda czasu na pukanie do drzwi wydawnictw i przekonywanie, że  książkę Natashan naprawdę warto wydać, została więc także wydawcą. A nie mówiłam, że to kobieta-orkiestra?

 

Tłustym drukiem fragment książki. 

7/10

 

Komentarze (4)

Dodaj komentarz
  • momarta

    Aż przeryłam się przez szwedzkie strony internetowe (ciężkie przeżycie), żeby sprawdzić czy to pani człowiek-orkiestra zilustrowała swoją książkę. Na szczęście nie, splendor należy się zdaje się (na tyle, na ile rozumiem po szwedzku:)) Ninie Karlson. Czy w środku też są ilustracje? Jeśli tak, to obawiam się że obłożenie w papier nie wystarczy... Skąd ten fiolet?

  • bookfa

    **momarta** nie mam pojęcia skąd ten fiolet, ani skąd ta niebieść ;/ Okładka się źle kojarzy. Niektórzy, którym ją proponuję odmawiają, mówiąć, że nie chcą nic o potworach, bo potem dzieci się boją zasnąć, albo mają koszmary. Tłumaczę wtedy o czym jest książka. Ale przecież nie można opierać się na tym, że bibliotekarz bedzie każdemu tłumaczył, żeby nie sugerować się okładką? W środku reż są ilustracje, część jest czarno-biała, i te prezentują się najlepiej.
    Gratuluję skutecznej wędrówki po szwedzkich stronach! Ilustrowała Nina Karlson.

  • Gość: [janinka] *.ghnet.pl

    Ech chętnie bym przeczytała, ale szwedzkiego nie znam i nie jestem wstanie się go nauczyć jak dla mnie jest trudniejszy niż chiński.

  • bookfa

    **janinka** chyba jednak ciut łatwiejszy od chińskigo ;p
    Autorka jest Polką, myślę, że wkroczy też na polski rynek ;)

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci