Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

To się nazywa "liznąć temat"

bookfa

Beata Agnieszka Konar

Kiedy mama wyjechała

Gryf Förlag, 2012, stron 31



No to przeczytałam drugą książkę Beaty Konar, „Kiedy mama wyjechała”. Osiem rozdziałów, całe 26 stron! Czy to w ogóle można nazwać książką? Po przeczytaniu pierwszej, "Natashan", napisałam entuzjastyczną recenzję i oczekiwałam czegoś podobnego, a tu taki zawód!

Szaty graficznej nie będę się tym razem czepiać, jest doskonała. Nie wiem czy można lepiej zilustrować to, że strach ma wielkie oczy.

Historia opisana na tych 26 stronach, zaczyna się w momencie, kiedy mama mówi Paulince, że musi musi wyjechać slużbowo na kilka tygodni i w tym czasie Paulinka zamieszka u koleżanki.  Nie chodzi oczywiście o żaden wyjazd służbowy tylko o pobyt w szpitalu i czekającą mamę operację. Rodzice Paulinki niedawno się rozwiedli i dziewczynka bardzo tęskni za tatą. Jest bardzo zawiedziona, że pod nieobecność mamy z nim nie zamieszka. Wyjazd mamy i przeprowadzka do koleżanki, która wcale się z tego nie cieszy i okazuje to na każdym kroku, powoduje, że Paulinka czuje się bardzo samotna, jeszcze bardziej się boi i tęskni. A jest pozostawiona ze swoim strachem właściwie zupełnie sama. Te 26 stron, to maksymalnie skondensowana opowiastka o tym, jak się kłamie dla „dobra dziecka” i nic więcej. Po „Natashan” spodziewałam się bardziej pedagogicznej historii z kluczem, która jednocześnie pokaże dzieciom, że nie taki diabeł straszny i dorosłym, jak postępować w tego typu sytuacjach kryzysowych. Dostałam jednak tylko mało edukacyjną historyjkę o tym, jak nie powinno się załatwiać życiowo ważnych spraw. Fakt, że czytelnik dowie się jak nie należy robić, nie jest niestety jednoznaczny z tym, że będzie wiedział jak powinien postąpić. Raczej na pewno nie będzie wiedział i z tej broszurki na pewno się tego nie dowie.

Seria ma być kontynuowana. Mam nadzieję, że będzie bardziej przypominać tom pierwszy tej serii, niż drugi, który mnie po prostu rozczarował. Zupełnie nie tego się spodziewałam.

4/10

 

Komentarze (15)

Dodaj komentarz
  • avo_lusion

    Mimo wszystko rzeczywiście okładka jest cudna:):)

  • bookfa

    **avo_lusion** szkoda, że tylko okładka...Ja się cudnej treści spodziewałam :/

  • dachauka

    Oj, sporo takich "liźniętych" książek dla dzieci... Ja dostaję oczopląsu, kiedy wchodzę do działu dziecięcego w księgarni. Wprawdzie wiekowo już wyrośliśmy z tego przedziału, ale i tak, czasem okładkowo chciałabym kupić i podsunąć Smokom, a potem się okazuje, że klops. Za cenzurę chyba muszę robić...

  • mallid

    Bookfo
    zatem życzę by trzecia ksiązka była fascynujaca :))

  • bookfa

    **dachauka** a ja liczyłam, że Beata Konar zrobi coś czego nikt jeszcze nawet nie próbował. I pierwszy tom tej serii to obiecywał. A tu nagle takie coś...

    **mallid** razem z Tobą życzę tego autorce. Szkoda by było zmarnować tak świetny pomysł.

  • momarta

    Abstrahując od Twojego (z pewnością w pełni uzasadnionego) literackiego rozczarowania, to patrząc na okładkę wcale nie dziwię się tej koleżance, że nie jest zachwycona. Zdaje się bowiem, że gość wyeksmitował ją ze stylowego łóżka na obskurny materac:)
    A postępy w jakości ilustracji, istotnie imponujące. Czy to zmiana osoby ilustratora, czy tylko wewnętrzna przemiana tego poprzedniego?

  • bookfa

    **momarta** chyba wewnętrzna przemiana ;P
    Z Natashan mam problem przez tę okładkę. Kiedy rekomenduję tę książkę komuś, muszę przysięgać, że nie jest o potworach, ha ha ha...
    Jasne, że wyeksmitowana właścicielka łóżka ma prawo być poirytowana.
    Całe 27 stron tej opowieści to zbiór potknięć dorosłych i ich rezultat. Nie wierzę jednak w zbawczą moc opisywania błędów w postępowaniu z dziećmi. ;/

  • Gość: [janinka] *.ghnet.pl

    BOOKFO- jeśli książka to zbiór potknięć dorosłych to jednak jest to porażka.

  • bookfa

    **janinka** no niestety, zabrakło tego fantastycznie skonstruowanego elementu pedagogicznego, który mnie zachwycił w części pierwszej.

  • Gość: [janinka] *.ghnet.pl

    buchacha obecne czasy i elementy wybuchowcze no ubawiłam się całkiem nieźle. teraz mało kto wychowuje dzieci raczej się je hoduje, zaspokaja zachcianki oraz pcha na zajęcia na które rodzic chciał chodzić w dzieciństwie.

  • bookfa

    **janinka** masz sporo racji, choć odzierasz mnie właśnie z ostatnich złudzeń ;/

  • Gość *.ghnet.pl

    BOOKFO- Przepraszam, ale jestem realistką a nie dobrą wróżką. Na pocieszenie polecam piosenkę zespołu czarny Tulipan: Jedyne co mam to złudzenia"... Z moich obserwacji wynika, że większość dzieci w Polsce jest hodowana a nie wychowywana. chów dziecka nazywa się teraz bezstresowym wychowaniem.

  • prosperiusz

    Bookfo mam ochotę jednak to przeczytać, może przetłumaczysz to na polski?:-)
    Zgadzam się z tym "chowem", rodzice współcześni z dziećmi nie rozmawiają prawie w ogóle, a do szkoły mają pretensje, że nie potrafi wychować dziecka - przerzucają wychowanie na szkołę co jest niemożliwe

  • Gość *.ghnet.pl

    prosperiusz- co do szkoły to ja bym wolała aby nauczyciele nie mieszali się w wychowanie mojego dziecka ponieważ jest tam coraz więcej osób, które jak dla mnie nie wiedzą po co są w szkole. Chów jest bezpieczniejszy niż wychowywanie bo jak dziecko podczas procesu wychowywania się buntuje to czasami robi to głośno a wtedy wszyscy wkoło słyszą, że dziecku dzieje się rzekoma krzywda i odrazu rodzic pod lupę bo się niby znęca. Wystarczy podnieść głos na dziecko w miejscu publicznym ( nie mówię o przekleństwach czy krzyku) t zaraz wszyscy patrzą jakby człowiek znęcał się nad dzieckiem.

  • bookfa

    **janinka** nawet jeżeli większość hoduje zamiast wychowywać, to jednak ciągle nie wszyscy. ;)

    **prosperiusz** podejrzewam, że wcześniej czy później edziesz miał taką możliwość. Biorąc pod uwagę przedsiębiorczość autorki, to tylko kwestia czasu, kiedy ukaże się po polsku. Całkiem bez mojego udziału. :)

Dodaj komentarz

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci