Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

Ruda emancypantka

bookfa

Małgorzata Gutowska-Adamczyk

Podróż do miasta świateł I. Róża z Wolskich

Nasza księgarnia, 2012, stron 480



Z twórczością autorki łączy mnie dość specyficzna relacja. To wyznanie zabrzmiało może dość dwuznacznie, ale tak się składa, że mój pierwszy wpis blogowy był o powieści też właśnie tej autorki. Sporo się wydarzyło od tamtej pory i na miom blogu i w karierze pisarskiej Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Pożeglowała w ciśle określonym kierunku, parę epok do tyłu i na połudnoiwy zachód Europy, do Paryża. Jestem pełna uznania dla dbałości o detale z epoki i z miejsc, w których toczy się akcja jej powieści. O ile dobrze doczytałam, to za te detale podziękowania należą się Marcie Orzeszynie.

Należę do grona, które ma opory czytać to co akurat wszyscy czytają i się tym (na dodatek) zachwycają. Mój tata zwykł mawiać, że prawdziwy koneser jest zawsze krok za obowiązującą modą. Nie wiem, czy jestem koneserem, ale takim czytelniczym autsajderem na pewno. Z reguły wolę poczekać aż kurz opadnie i dopiero wtedy wziąć się za coś wcześniej wyniesione pod niebiosa, lub dla odmiany zmieszane z błotem. Dlatego do tej pory nie czytałam innego dzieła autorki, najsłynniejszej polskiej cukierni: Cukierni pod Amorem. Nie wiem, czy ma to większe znaczenie akurat dla powieści Podróż do miasta świateł, ale wszyscy ci co czytali Cukiernię mieli okazję spotkać się ze skandalistką Różą Wolską właśnie tam.

Podróż do miasta świateł jest pierwszym tomem cyklu o Róży, którą los już jako małą dziewczynkę rzucił do Paryża. To książka z tych, które określam jako takie, które same się czytają. Atmosfera powieści, a nawet język czasami jak z epoki. Nie doszukałam się co prawda (i na szczęście) opisów typu „ust korale” czy „lazur oczu”, ale lekka egzaltacja pojawia się w tekście, to tu, to tam.

Róża uśmiechnęła się blado.  Nie śmiała spojrzeć mu w oczy, gdy podnosił do ust jej dłoń i składał na niej pocaunek, przy którym zadrżała.

Róża Wolska od wczesnych lat dzięcięcych była dzieckiem nieprzeciętnym i nadwrażliwym. Fantazji też jej nie brakowało. Surowa matka nie była w stanie tego zmienić. Zamknięta w sobie, milcząca dziewczynka nie dała się okiełznać. Jako dziecko ubzdurała sobie wielką miłość do przystojnego księcia i nawet kiedy dorosła i zdawałoby się dojrzała, marzyła dalej o księciu z dziecięcych marzeń. Łaskawy los postawił go w końcu na jej drodze, choć nie można przeoczyć faktu, że dzielnie losowi w tym pomagała.

Róża słuchała z uwagą, szczęśliwa, że książę rozmawia z nią jak z równą sobie, upojona tym dziwnym rodzajem niewypowiedzianej słodyczy, która pojawia się zwykle wraz z pierwszymi uniesieniami miłości i przysłania wszystko poza osobą ukochanego. Być przy nim, patrzeć nań, słuchać go – oto jedyne czego oczekiwała.

Niech nikogo jednak nie zmylą te przytoczone przeze mnie fragmenty powieści, Róża to nie omdlewająca z wrażenia skromna dama, gotowa umrzeć w obronie swojej czci. Nic bardziej mylnego! To kobieta, dla której właściwie nie ma przeszkód w osiągnięciu tego czego pragnie. Konwenanse i tabu to nic dla niej. Szokuje swoim postepowaniem nie tylko matkę, ale właściwie całe otoczenie. W jej życiu skandal goni skandal. Bulwersująca młoda dama, która ociera się raz o wielkie bogactwo, a raz o niewobrażalną biedę. Dużo się dzieje na kartach tej książki i już się cieszę, że następny tom wkrótce.

Czytając tę powieść czuję jednak pewien niedosyt. Nie wiem, czy ta ruda emancypantka robi to co robi, z wyrachowania, z próżności, czy też z innych pobudek, wydaje mi się być jakaś niespójna. Jak na moje czytelnicze potrzeby za mało w powieści monologów wewnętrznych bohaterki, które przybliżyłyby mi tę postać, kazały mi ją polubić lub wręcz przeciwnie. Autorka stawia mnie czytelniczkę w roli biernej obserwatorki, a ja wolę przeżywać losy bohaterów powieści niemal jak swoje własne. Czasami więc się zastanawiam, czy pewne wydarzenia w jej życiu są przemyślane, czy też poddaje się chwili, lub może pozostawia pewne sprawy przypadkowi.

Gdyby ktoś na koniec chciał zapytać: to co, warto czytać, czy nie?

Warto! Warto! Warto!

kursywą fragmenty powieści

 

8/10

Komentarze (16)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Kasia] *.neoplus.adsl.tpnet.pl

    Droga autorko, Marta ma na nazwisko Orzeszyna :)
    Pozdrawiam

  • Gość *.cable.net-inotel.pl

    Chyba źle doczytałaś nazwisko współautorki, to jest Marta Orzeszyna....pozdrawiam...

  • bookfa

    **Kasia** dziękuję za zwrócenie uwagi, ale nie jestem pewna, czy Orzeszyna nie jest po prostu odmianą w deklinacji rzeczownikowej od męskiej formy Orzech?

    Nazwiska mężatek utworzone od nazwisk właściwych będących rzeczownikami odmieniają się poprzez dodanie do tematu rzeczownika (nazwiska właściwego) odpowiedniej końcówki, tj. -owa (np.: Podsiadło Podsiadłowa, Rychło Rychłowa, Wilk Wilkowa itd.), a do nazwisk zakończonych samogłoską końcówki -ina lub -yna (np. Zaremba Zarembina (por. Ewa Szelburg-Zarembina), Kościuszko Kościuszczyna).

  • bookfa

    Zmieniłam Marcie nazwisko na Orzeszyna, żeby zapobiec ogólnoświatowej irytacji na moją ignorancję.
    A swoją drogą jestem bardzo ciekawa co na to sama Marta?

  • Gość: [martagieks] 83.1.81.*

    To może ja wyjaśnię osobiście wątpliwości. Nazywam się Marta Orzeszyna i w książce zajmowałam się kwerendą i konsultacją romanistyczną. Jest to moje prawdziwe, najprawdziwsze nazwisko:) Pozdrawiam:)

  • bookfa

    **martagieks** Bardzo Ci dziękuję Marto! Nie zrobię z Ciebie Marty Orzech już nigdy w życiu, obiecuję. I jednocześnie dziękuję Ci za detale w powieści, które automatycznie plasują ją na wyższej półce. Pozdrawiam serdecznie przy okazji :)

  • Gość: [nastoletniajaninka] *.dynamic.chello.pl

    Tytuł mi się podoba!! Rude ( farbowane oczywiście), to jeden z moich ulubionych kolorów włosów. no bo jak się jest naturalną blondynką to pozostaje się maskować...

  • grendella

    Mam chyba trochę podobnie do Ciebie, bo też często bywam z nowościami do tyłu ;) Po "Cukiernię" sięgnęłam dopiero tego lata, ale naprawdę bardzo mi się podobała. Po cykl o Róży na pewno sięgnę, ale pewnie dopiero wtedy, gdy autorka go zakończy. Uwielbiam takie przeniesienie się do wykreowanego przez autora/autorkę świata na dłużej i mogę na tę przyjemność spokojnie poczekać :)

  • Gość: [martagieks] 83.1.81.*

    Nie pierwszy raz to się zdarza:) Wiele razy pytano mnie czy nie podlegam pod przypadek Zarembiny i akurat ja nie podlegam:)

  • bookfa

    **n.janinka** ha ha ha...
    Tu chodzi akurat o rudość naturalną :)

    **grendella** trochę to dziwne, że przeczytałam tom pierwszy, kiedy całość jeszcze nie wyszła, bo jestem czasami skłonna czekać nawet parę lat, żeby móc przeczytać całość, na dodatek chronologicznie ;) Choć to ostatnie się tyczy raczej przekładów, które wydaje się np. od środka serii.

    **martagieks** zasugerowałam się rodzinną odmianą, dzięki której mojego dziadka nazywano inaczej, babcię inaczej, a ich córki jeszcze inaczej :)
    Mam nadzieję, że przeprosiny przyjęte :)

  • Gość: [martagieks] 83.1.81.*

    Ależ nie ma mowy o żadnych przeprosinach! Daj spokój:)

  • fiiki

    Oj tak, warto :) Czekam z niecierpliwoscia na drugi tom, jesienia ma byc wydany.

  • bookfa

    **martagieks** :)))

    **fiiki** jesienią, czyli dla mnie najwcześniej będzie to zimą ;P

  • fiiki

    bookfo, dla mnie okolice Bozego Narodzenia :)

  • bookfa

    **fiiki** dla mnie też, chyba, że po drodze wydarzy się jakiś cud ;P

  • Gość: [nastoletniajaninka] *.dynamic.chello.pl

    Zanim się obejrzymy będzie zima!!!

Dodaj komentarz

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci