Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

Przygnieciona pytaniami

bookfa

Dariusz Rekosz

Pocztówka z Toronto

Literacki Egmont, seria: Niebieskie migdały, 2013, stron 142

 

Zabrałam się za tę powieść z lekkim niepokojem, bo po Siostrzyczce, którą odbierałam  do pewnego momentu jako interesujący kryminał, a która potem okazała się zupełnie bez ostrzeżenia jakimś masakrycznym sajensfikszyn, czułam się bardzo rozczarowana.

Tym razem to nie powieść dla dorosłych, choć nie zaszkodzi jeżeli dorośli, a zwłaszcza rodzice nastolatków ją przeczytają. Pocztówka z Toronto to właściwie mini powieść, bo 142 strony to dość skromna objętość jak na powieść, a na temat, który porusza za skromna. Autor pisze o problemie tzw. dopalaczy. Włos mi się jeży na myśl, jak łatwo są dostępne w szkołach, jak tam trafiają i kto je sprzedaje. Problem dopalaczy to jakby temat przewodni, jest też o codziennych problemach, marzeniach i pierwszej miłości, której łatwo nie zauważyć.

Żyłka, czyli Monika Żyłkowska, główna bohaterka powieści jest uczennicą małomiasteczkowego gimnazjum. Po śmierci ojca mieszka tylko z mamą, która nie ma stałej pracy, więc sytuacja materialna tej dwuosobowej rodziny nie jest ciekawa. Nawet 20 złotych potrzebne nagle na leki wydaje się być wydatkiem, przekraczającym jej możliwości finansowe.

W klasie Moniki pojawia się nowy uczeń, Dominik, a kiedy jej przyjaciółka Mrówa, zostaje jego dziewczyną, nagle zaczyna mieć sporo pieniędzy. Mrówa znając sytuację finansową przyjaciółki proponuje jej udział w dochodowym „interesie”, w który wciągnął ją Dominik. Chodzi o rozprowadzanie w szkole dopalaczy. Monika się waha, bo pokusa jest spora. Musi się szybko zdecydować. Przy chronicznym braku pieniędzy trudno jest powiedzieć nie.

Interesujący temat na powieść, bo narkotyki i dopalacze w szkołach to powszechnie znany problem. Jednak trzeba coś więcej, niż tylko po raz kolejny go zasygnalizować. Mam wrażenie, że powieść mnoży w tym temacie za dużo pytań, a za mało daje odpowiedzi. Dla dzieci przecież trzeba pisać tak jak dla dorosłych, tylko lepiej, prawda? Według mnie dla młodzieży też.

 

6/10

fbfbfb21

Komentarze (7)

Dodaj komentarz
  • dachauka

    Dobra puenta na zakończenie:-) Podpisuję się ręcami i nogami. Niestety niektórzy pisarze jakby zupełnie nie wiedzieli o takiej zasadzie, a wręcz odwracają ją i piszą jak dla dorosłych, tylko trochę gorzej, bo to przeciez i tak dla dzieci, albo dla młodzieży...

  • bookfa

    **dachauka** żeby to była wersja dla dyslektyków, to jeszcze mogłabym zrozumieć...

  • Gość: [nastoletniajaninka] *.dynamic.chello.pl

    Mnie się też włos na głowie jeży na łatwość jeśli chodzi o dostęp do trawki i narkotyków.

  • bookfa

    **n.janinka** u nas tutaj nie jest to jeszcze takim problemem.

  • ewfor

    Ten problem istnieje wszędzie, tylko może nawet nie wiesz jak bardzo jest "popularny". Moim zdaniem takie książki powinny stać na pierwszej półce w szkolnej bibliotece, dla przestrogi albo dla uświadomienia tego co złe, nie wiem...

  • bookfa

    **ewfor** wiem na ile jest popularny w szkole mojej córki, jak to wygląda w Polsce rzeczywiście nie wiem.

  • Gość: [nastoletniajaninka] *.dynamic.chello.pl

    ewfor wydaje mi się, ze tak jak ze wszystkim. Są rejony, miejsca gdzie jest nasilenie i są miejsca gdzie problem jest w niewielkim niemal nie zauważalnym stopniu.

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci