Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

Pradze życzę wszystkiego najlepszego

bookfa

Elżbieta Wichrowska

Na Pragę nie wrócę

MG, 2014, stron 236

 

Po lekturze powieści Elżbiety Wichrowskiej nie jestem pewna, czy w ogóle określenie jej „powieścią” to dobry pomysł. Mam raczej wrażenie, że przeczytałam jakieś szkice, które są przeznaczone dla znajomych autorki. Na dodatek, jakby liczyła się z faktem, że może je przeczytać ktoś niepowołany, więc żeby zachować dyskrecję, przy niektórych imionach postaci pojawiajacych się w książce podała tylko pierwszą literę nazwiska. Nie wszystkich da się rozszyfrować, przynajmniej ja nie potrafię. Możliwe jednak, że o to chodzi. Nie wiem...

Bez znajomości Warszawy należy czytać z mapą w ręku, żeby nie zagubić się w labiryncie praskich uliczek. Sporo w powieści ciekawych opisów miejsc i interesująco sportretowanych postaci, choć wątki się rwą, lub do niczego nie prowadzą. Książka mnoży pytania i nie daje na nie w zasadzie żadnych odpowiedzi. Napisana interesującym stylem, ale jeżeli autorka chciała mnie oczarować swoją Pragą, to niestety się nie udało. Widzę Pragę raczej tak jak Justyna, jedna z koleżanek Magdy, narratorki powieści.

Smród, brud, parszywe towarzystwo. Widzisz tych meneli, którzy gapią się na nas? To twoi nowi sąsiedzi (…) Zawsze uważałam, że to parszywe i niebezpieczne miejsce. Moja matka nigdy nie zapuszcza się tu bez taksówki. I stara się jak najrzadziej z niej wysiadać. Najlepiej w ogóle.



Byłam na Pradze ostatni raz co prawda w latach 70-tych, ale właśnie po lekturze tej książki mam wrażenie, że pewne rzeczy nie zmieniły się tam od tamtej pory. Przyjechałam z lewobrzeżnej autobusem, żeby odwiedzić jakichś dalszych krewnych. Mieszkali w budynku otoczonym bardzo wysokim płotem, a przy furtce zamknietej na cztery spusty był domofon. We wszystkich oknach budynku była gęsta siatka, żeby nie można było wybić kamieniem szyb. Miałam przykazane przejść te kilkadziesiąt metrów od przystanku szybko, bez zbędnego rozglądania się, rozmawiania z kimkolwiek, czy zatrzymywania się.

Mam wrażenie, że jak jakiś intruz przeczytałam cudze, bardzo osobiste notatki, choć ich autorka liczyła się z tym, więc na wszelki wypadek pominęła szczegóły, które mogłyby zdradzić zbyt wiele. Nie mogłam się nawet za bardzo zorientować ile jest bohaterek tej powieści, trzy czy cztery? Na stronie 23 autorka wymienia Magdę, Beatę, Justynę i Ankę, ale potem Anka gdzieś się zagubiła. Ja też, wsród tych wszystkich powieściowych tajemnic i niedopowiedzeń.

kursywą fragment powieści

 

7/10

 

Przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MG.

 

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • kristofka

    Nie mam pojecia jaka Praga jest dzisiaj, ale w latach 70-tych czasami jezdzilam na bazar Rozyckiego i musialam przejsc przez ulice Targowa. Z Dworca Wilenskiego jezdzilam ciuchcia do Marek i nigdy nic przykrego sie nie zdarzylo. Jedyna rzecza, ktora byla troche smieszna nawet, to ten praski jezyk, ktory nawet studenckie kabarety mialy w swoim repertuarze... "Stojem my stojem, nikogo sie nie bojem. Z naprzeciwka idzie dziwka, na co jii ta grzywka...." :-))))

  • bookfa

    **kristofka** mnie się też nic złego nie przytrafiło, ale szłam tak jak mi przykazano, nie rozglądałam się, nie zatrzymywałam się i z nikim nie rozmawiałam, chociaż menele pod sklepem spożywczym komentowały mój hm... wygląd. A na bazar miałam pozwolenie jeździć tylko do Rembertowa ;P

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci