Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

Trzy ofiary, w tym jedna całkiem martwa

bookfa

Alek Rogoziński

Ukochany z piekła rodem

Melanż, 2015, stron 270

Czytając tę powieść obiecywałam sobie, że pisząc o niej nie wspomnę o Joannie Chmielewskiej z dwóch względów. Po pierwsze nie lubię porównywać, bo każdy autor jest niepowtarzalny, a po drugie, bo to sugeruje naśladownictwo, co w przypadku debiutu absolutnie nie jest wskazane.

Kiedy jednak dotarłam do końca powieści przeczytałam, że Alek dziękuje mamie za to, że gdy miał osiem lat wręczyła mu Wszystko czerwone Joanny Chmielewskiej. Zgaduję, że ta lektura zrobiła na przyszłym pisarzu już wtedy duże wrażenie.

 

ukochanyzpieklarodem

Bohaterką powieści jest popularna autorka romansów, Joanna. Do szczęścia nie brakuje jej właściwie niczego poza wielką, dozgonną miłością. Wygląda na to, że w Zakopanem los jej sprzyja, bo stawia na jej drodze sporo młodszego przystojnego fotografa. Joanna z miejsca traci dla niego głowę. Szybko zostają parą i zamieszkują razem. Sielanka nie trwa jednak zbyt długo. Pewnego dnia Joanna (wchodząc po drabinie do domu przez okno w łazience) natyka się na zwłoki swojego amanta. Zszokowana zbrodnią razem ze swoją menedżerką Betty rozpoczyna własne śledztwo, ponieważ nie bardzo wierzy w skuteczność policji.

Nie wykluczam, że wybór imienia i profesji głównej bohaterki jest ukłonem autora w stronę jedynej i absolutnie niepowtarzalnej Joanny Chmielewskiej. Fascynacja ośmiolatka! Ja sama, jako wielbicielka literatury sensacyjnej od zawsze, czytałam w tym wieku takie kryminały jak Uwaga czarny parasol i Kapelusz za sto tysięcy Adama Bahdaja. I do dziś wspominam je z wielkim sentymentem. Na marginesie dodam, że Wszystko Czerwone Joanna Chmielewska miała napisać dopiero za pięć lat.

Alek Rogoziński wziął udział w tegorocznej edycji A może nad morze? Z książką. Miałam więc okazję poznać go osobiście i mam wrażenie, że Ukochany z piekła rodem to „cały” Alek Rogoziński. Wierzcie mi, Alek to niezwykła osobowość!

"Urodziłem się w czasach, kiedy cały nasz kraj żył na kredyt, władzy nikt nie kochał (a i tak jedyna słuszna partia zdobywała 99% głosów w "wyborach"), ale ludzie byli dla siebie o wiele bardziej serdeczni niż teraz. Wychowałem się na samych tylko niedozwolonych lekturach. Gdy inne - normalne! - dzieci czytały "Abecadło" i obowiązkową lekturę "Timur i jego drużyna", tudzież oglądały w telewizji "Przygody Bolka i Lolka", ja zaczytywałem się w powieściach Joanny Chmielewskiej i Agathy Christie, w kucki z przedpokoju (żeby rodzice nie wiedzieli, choć mam wrażenie, że i tak podejrzewali, że tam jestem) podglądałem kolejne odcinki serialu "Ja, Klaudiusz...", nakręconego na podstawie znakomitej powieści Roberta Gravesa, a potem, już w latach 80., chodziłem na wagary do kina "Moskwa" na "Pokój z widokiem" Jamesa Ivory, czyli ekranizację genialnie napisanej książki E.M. Forstera. Obejrzałem ten film kilkanaście razy (kiedyś repertuar zmieniał się w kinach o wiele rzadziej niż dzisiaj!), ale to i tak nie jest mój rekord, bo więcej razy widziałem "12 prac Asterixa" i "Powrót do przyszłości". Dzisiaj nadal mam w sobie wiele z dzieciaka. Znakomicie bawię się na komediach (i to, niestety, nie tylko tych Woody'ego Allena, co jeszcze jako tako by uszło w oczach intelektualistów), chętnie wracam do komediowego cyklu powieści śp. Sue Townsend o Adrianie Mole'u albo pamiętnika Bridget Jones, no i niezmiennie od czasu, gdy miałem 12 lat kocham Madonnę (pewnie mi już nie przejdzie). I nadal - tak jak w czasach młodości - moim idolem jest dobry wojak Szwejk. A ponieważ jestem zodiakalnym Wodnikiem, więc mam też i drugą - bardziej ponurą stronę natury, która kocha mroczne powieści historyczne, twórczość Petera Greenaway'a i melancholijną muzykę barda francuskiego variete - Jean-Louisa Murata. To tyle. I tak wyszło tego zdecydowanie za dużo..."

Ukochany z piekła rodem to lekka i przyjemna powieść kryminalna z nieoczekiwanym zakończeniem. Czyta się świetnie dzięki dowcipnym dialogom oraz barwnym postaciom pierwszo- i drugoplanowym. Podejrzewam, że tworząc osoby dramatu autor inspirował się postaciami ze świata realnego i dla nich jest to jeszcze bardziej rozrywkowa lektura. Niestety nie jestem z branży, więc nie rozszyfrowałam who is who.

Jedyne co mi nieprzyjemnie zgrzytnęło w lekturze to scena w windzie, czyli rozdział XVI. Żeby ukryć tożsamość jednej z osób autor posługuje się określeniem „osoba”. Cały ten rozdział wypada, delikatnie mówiąc, drętwo i psuje mi efekt całości. Zrezygnowałabym z tej sceny bez żalu.

Powieść kończy się wprowadzeniem do kolejnej dostępnej już w księgarniach Morderstwo na Korfu. Na pewno przeczytam. I mam nadzieję, że to będzie wcześniej niż później!

8/10

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci