Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

W oparach piżma

bookfa

Rok temu wybierałam się na spotkanie autorskie z Johanną Thydell, ale coś się wydarzyło i spotkanie odwołano. Rok później, czyli wczoraj wreszcie się odbyło. Może z resztą to i lepiej, bo Johanna zdążyła w międzyczasie wydać nową książkę i w związku z tym sporo o niej wczoraj mówiła. Nasz miejscowy szef od kultury zachował się już na dzień dobry niezbyt elegancko, bo na przywitanie odczytał ze sceny, z której od czasu do czasu zalatywało intensywnie piżmem, listę nadchodzących wydarzeń kulturalnych i brzmiało to jak niekończąca się litania. Nie miałam pojęcia, że tyle się dzieje w mojej mieścinie.

Johanna siedziała na scenie w fotelu stojącym na okrągłym czerwonym dywanie czekając cierpliwie na swoją kolej. Po zareklamowaniu imprez wszelakich moderator przystąpił do rzeczy. Fakt, że Johanna pochodzi z naszego miasta i połowa widowni znała ją osobiście nie miał znaczenia i przedstawił jej dość szczegółowy zawodowy życiorys, a potem zapytał, dlaczego zażyczyła sobie spotkania w formie dialogu zamiast zwyczajowego monologu i czy odpowiadając na pytania będzie kłamać. Uspokoiła go, że nie będzie, bo wszyscy ją tu znają, więc musi się pilnować i trzymać fantazję na wodzy.

 johanna

Przeczytała kilka fragmentów z (M)ornitologen i nie wiem, czy wybrała najlepsze momenty, czy po prostu jej kolejna powieść (pisana prawie pięć lat) jest równie doskonała jak poprzednie. Wpisałam (M)ornitologen na listę gwiazdkowych życzeń i mam nadzieję, że Mikołaj mnie nie zawiedzie.

MornitologenJohannaThydell

Słuchając Johanny i obserwując ją z widowni zdałam sobie sprawę, że od jej debiutu minął szmat czasu i z młodej dziewczyny zmieniła się w dojrzałą kobietę, która zdążyła przeżyć to i owo, a jej twórczość ewoluuje razem z nią. Nie mam na myśli warsztatu, bo ona po prostu urodziła się z wyjątkową umiejętnością pisania i już debiut dał jej prestiżową nagrodę Augustpriset, o której niektórzy pisarze marzą całe życie, a mimo to marzenie to nigdy się nie spełnia. Jej się spełniło zanim jeszcze zdążyła zacząć marzyć. Szczęściara!

Miałam kiedyś nadzieję, że przetłumaczę jej debiutancką powieść Gwiazdy świecą na suficie, ale niestety poległam. Nie przebiłam się przez ten mur i nie udało mi się nikogo tą powieścią zainteresować. Siedziałam więc sobie w oparach piżma z poczuciem porażki, które zawsze powraca kiedy tylko pomyślę o Johannie.

Thydell pisze powieści dla młodzieży, które chętnie czytają też dorośli. Planuje kolejną. Doszła jednak do, jak to określiła, punktu w którym narrację powieści przekaże osobie dorosłej, czyli dołączy do tzw. autorek cross over, co jest ostatnio dość częstym zjawiskiem, żeby nie powiedzieć modne.

Moderator prowadził spotkanie jak dialog towarzyski na kanapie we własnym pokoju stołowym, zakończył wywiad pytaniem jakim ptakiem jest Johanna, a potem wręczył jej w prezencie słoik miodu z pobliskiej pasieki.

Takie to było spotkanie z pisarką Johanną Thydell.

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • opty2

    Pomyśl, jaką Ty jesteś szczęściarą. Masz możliwość przeczytania całej serii ciekawych książek Johanny. Ba, możesz nawet bywać na spotkaniach, takich jak to minione a nawet spotkać ją osobiście. A my, polskie wygłodzone szaraki? Nawet nie mamy szansy zapoznać się z połową ciekawych autorów, więc proszę się nie postrzegać jako przegraną :)

  • bookfa

    **opty2** przegrana szczęściara ;P

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci