Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

historical fiction

Dziesięć lat z życia miasta cudów

bookfa

Michał Piedziewicz

Dżoker

Wydawnictwo MG, 2016, stron 491

 

W tej powieści wszystko jest retro, począwszy od sposobu narracji poprzez wątek kryminalny, obyczaje oraz opisy budującej się Gdyni. To wszystko składa się na jej specyficzny i niepowtarzalny klimat. Nie jest to jednak powieść sensacyjna. Jest to opowieść o ludziach i mieście, które szybko się rozwija mimo światowego kryzysu i postępującej faszyzacji Europy.

Michał Piedziewicz Dżoker

Bohaterowie powieści Dżoker są zwykłymi ludźmi, którzy przyjechali do Gdyni w poszukiwaniu innego, lepszego życia. Niewielka rybacka wioska tonąca w błocie błyskawicznie zmienia się w nowoczesne miasto, które przybysze uważają za swoją życiową szansę. Rozwój miasta wiąże się z ekspansją ekonomiczną, która z kolei rodzi korupcję i sprzyja nielegalnym interesom oraz przestępczości. Żadnego z tych elementów nie zabraknie w powieści. W prologu pojawia się wiele postaci, które potem w retrospekcyjnej opowieści nabierają wyrazistości i charakteru, podobnie jak piękniejąca z dnia na dzień Gdynia, którą można podziwiać na archiwalnych fotografiach zamieszczonych w książce.

To tu przecinają się ścieżki pięknej pracownicy poczty Łucji, młodego urzędnika z ambicjami dziennikarskimi Adama Grabskiego, żądnego awansu podkomisarza Kowalskiego oraz przemytników Wilczyńskiego i Kotkowskiego, a także wielu innych barwnych postaci.

Powieść Piedziewicza doskonale oddaje koloryt tamtej epoki, a fakty zgrabnie przeplatają się z literacką fikcją. I choć jest to książka przede wszystkim o Gdyni, to nie brakuje w niej wzmianek o innych polskich miastach: Gdańsku, Sopocie, Krakowie i Krynicy oraz świetnie zarysowanego tła historycznego.

Jest jednak jedno małe ale… Daje się zauważyć, że powstanie powieści poprzedził bardzo staranny research. Szkoda, że go nie wykorzystano w postaci porządnych przypisów wyjaśniających gdzie np. znajdował się gdyński Pekin, czy Meksyk. Fotografiom zamieszczonym w książce przydałby się też większy format i bardziej wyczerpujące opisy.

Akcja powieści Dżoker toczy się w latach 1929 – 1939.  Dalsze losy bohaterów, aż do lat 70- tych opisane w powieści Domnino, czekają jeszcze na przeczytanie. Sama sobie zazdroszczę ponownego spotkania z powieściowymi bohaterami.

 

9/10

 

Przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa MG.

Na ulicy Rybnej pod numerem ósmym

bookfa

Zbigniew Białas

Tal

Wydawnictwo MG, 2015, stron 304

Tak naprawdę to co się tam wydarzyło pozostaje zagadką do dziś. Trzy zbrodnie w ciągu kilkunastu miesięcy, które miały miejsce w ponurym domostwie na Rybnej do dziś nie znalazły wyjaśnienia.

Grzeszolscy.JoteSfoto: JoteS

Tal  Zbigniewa Białasa oparta na często sprzecznych informacjach prasowych z lat trzydziestych to jednak bardziej opowieść o emocjach i ludzkiej naturze, niż dokument czy kryminał. Powieść jest pełna emocji, obnaża ciemne strony ludzkiej natury, mistrzowsko odzwierciedla realia życia codziennego i stosunki polsko-żydowskie przedwojennego Sosnowca.

 "Jeśli się komuś wydaje, że lata trzydzieste w Polsce to był czas meloników, kabaretów i strusich piór, należy takiej osobie uzmysłowić, że lata trzydzieste w Polsce to był dość ponury czas procesów, apelacji, kasacji, pieniactwa i ogólnego szwendania się po sądach."

 tal1

 

Tal to kolejna po Korzeńcu i Pudrze i pyle świetnie skonstruowana opowieść o Sosnowcu napisana wyjątkowo barwnym językiem. Mam nadzieję, że autor nie weźmie mi za złe, że porównam tę powieść do jednego z dzieł Trumana Capote. Jeżeli ktoś czytał Z zimną krwią to będzie wiedział, co mam na myśli.

Intryganci i ich ofiary, śmiertelna trucizna jakby rodem z powieści Agathy Christie, nietuzinkowy znany warszawski adwokat, mroczny krakowski hotelik, to elementy tej mieszanki wybuchowej.

"Atmosfera jest czysta jak łza! Zięć jest porządnym człowiekiem. Przykładny ojciec, przykładny mąż, głowa rodziny! – A w desperackim przypływie inwencji rzuciła jeszcze argument najsilniejszy: - Żarliwy katolik!"

Autor sprawnie manewrując faktami i fikcją literacką buduje nastrój pełen niepewności i grozy, niepozbawiony jednak momentów humorystycznych, a jednocześnie z prawdziwym kunsztem... manipuluje czytelnikiem.

Początkowo wydawało mi się, że tylko obserwuję życie codzienne jednej z wielu przeciętnych sosnowieckich rodzin. Kiedy doszło do tragedii z każdym kolejnym rozdziałem byłam coraz bardziej pewna, że wiem kto jest winowajcą i tak jak cały ten sosnowiecki tłum spodziewałam się ukarania winnego. Autor jednak skutecznie sprowadził mnie na ziemię uzmysławiając mi, że rozwiązanie nie zawsze jest takie proste jakby się mogło wydawać, że trzeba spojrzeć na fakty także z innej strony. Może zachowanie Pawła Grzeszolskiego, głównego bohatera dramatu spowodowane było strachem, że dla tłumu żądnego niezdrowej sensacji nie jest istotne kto jest naprawdę winny, a sam proces sądowy ma drugorzędne znaczenie, bo tłum niezależnie od sądu i tak wyda własny wyrok?

 "Tak paliła się do składania zeznań, że ledwie zdążyła powiedzieć, że urodziła się dziewiątego czerwca 1902 roku w Sosnowcu i z drugiego męża nazywa się Niemczakowa. Od razu przystąpiła do frontalnego ataku (…) - To był wielki błąd nasz, Wysoki sądzie, że myśmy tego tchórza ukrywali, z tego się wszystkie nasze utrapienia zaczęły."

 Z każdą kolejną przeczytaną stroną pojawia się coraz więcej niewiadomych. Ponieważ trudno jest stwierdzić gdzie kończą się fakty a zaczyna fikcja, po zakończeniu tej pasjonującej lektury pozostanie wiele znaków zapytania związanych z tą jedną z najbardziej zagadkowych zbrodni II Rzeczypospolitej. I według mnie jest to dodatkową zaletą tej znakomitej powieści.

 

10/10

Przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MG

 

Złośliwy chichot historii

bookfa

Mirosław Tomaszewski

Marynarka

W.A.B. 2013, stron 256



Napaść  na umierającego na raka staruszka i kradzież koperty z tajemniczym oznaczeniem w sylwestrową noc 2004/2005 wbrew pozorom nie jest początkiem tej historii. Wszystko zaczęło się dużo wcześniej, a konkretniej w grudniu 1970. Marynarka to trójmiejski thriller, który zaskakująco łączy współczesny wątek sensacyjny z jednym z tragicznych momentów naszej najnowszej historii. Mirosław Tomaszewski  bardzo umiejętnie przemyca sporo wiedzy historycznej o wydarzeniach grudniowych na wybrzeżu, a konkretniej w Gdyni 1970 roku.

Demonstracje robotników spowodowane kolejnymi podwyżkami cen mają swój tragiczny finał 17 grudnia 1970 roku. Na ulicach miasta pojawiają się zomowcy, milicjanci i wojsko. Finał tych wydarzeń jest tragiczny, są zabici i ranni. Jednym z zabitych jest ojciec głównego bohatera powieści, Adama. Ten prawie czterdziestoletni dziś mężczyzna, to wieczny buntownik, który mimo upływu lat nie potrafi  rozliczyć się z własną przeszłością. Wydaje się, że przypadek styka Adama ze znanym gdyńskim biznesmenem Karolem Jarczewskim, który wyciąga do niego pomocną dłoń, kiedy ten akurat najbardziej tego potrzebuje.

Inne istotne postacie występujące w powieści to pragnąca zaistnieć dziennikarka Nina, jej szef Jan, niespełniony pisarz i zarazem żałosny erotoman, oraz wyjątkowa szuja Witek, zięć Karola. Nie wszyscy bohaterowie są jednoznacznie dobrzy lub źli, co czyni ich bardziej realnymi, a samą powieść nieprzewidywalną. Autor zgrabnie manipuluje czytelnikiem, w trakcie lektury trzeba sobie nieraz zadać  pytanie, jak to jest z tym byciem dobrym lub złym? Może rzeczywiście jest tak jak kiedyś w jednym z wywiadów powiedział Krzysztof Majchrzak, że ci, co to ich wszyscy lubią, to z reguły są niezłe świnie?

Za zakratowanymi oknami kabiny, gdzie kiedyś kłębiły się tępe twarze zomowców, od dawna było pusto. Kto dziś pamiętał o tym, że ci gladiatorzy gdzieś przecież żyją, mają po sześćdziesiąt lat, emerytury wyższe od tych, których pałowali, chodzą pewnie z wnukami do kościoła i może nawet z czegoś się spowiadają.

Akcja powieści toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych, wydarzenia 2005 przeplatają się z tymi z 1970. Fakty historyczne przedstawione jako osobiste wspomnienia uczestników to bardzo ciekawy zabieg narracyjny i interesująca, zupełnie niepodręcznikowa lekcja historii. Muszę też  wspomnieć o interesująco przedstawionej próbie ucieczki przed odpowiedzialnością za swoje czyny w religijność.

Marynarka należy do lektur typu „jeszcze tylko jeden rozdział”. Wciągająca intryga, wartka akcja, budzący emocje bohaterowie i mnogość trafnych spostrzeżeń. Oprócz tego akcja toczy się w znajomych mi miejscach, a w retrospekcjach świetnie oddaje rzeczywistość minionej epoki. Czyli Marynarka ma wszystko to co wciągająca mnie z kopytami powieść powinna zawierać.

Czytałam Marynarkę w telefonie, więc wykorzystywałam każdą wolną chwilę, żeby przerzucić choć ze dwie wirtualne strony. Pewnie nie będzie łatwo, ale będę szukać wcześniejszych powieści autora. MUSZĘ je przeczytać.

 

kursywą fragment powieści

 

8/10

Przeczytałam dzięki uprzejmości autora.

 

fbfbfb84

Komediodramaty sosnowieckie

bookfa

Zbigniew Białas

Puder i pył

MG, 2013, stron 281

 

Tak szczerze, na ile znacie historię polskich miast? Na przykład Sosnowca? Ja, dopóki nie przeczytałam powieści Zbigniewa Białasa Puder i pył  wiedziałam  tylko tyle, że jest takie miasto. Tak samo nie wiedziałam nic o autorze, który zadebiutował dwa lata wcześniej powieścią Korzeniec (której Puder i pył jest kontynuacją), nagrodzoną Śląskim Wawrzynem Literackim 2011. Powieść doczekała się już także adaptacji teatralnej w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu, nagrodzonej Złotą Maską 2012 za najlepszy spektakl.

Jak obliczyłam, że Zbigniew Białas zadebiutował jako 50+, wpadłam w chwilową panikę. Co by było gdyby się nigdy nie zdecydował na pisanie? Ale na szczęście to zrobił i napisał jedną z najlepszych powieści jakie czytałam w swoim dość długim już życiu.

Oto Sosnowiec w latach 1918 - 1919. Wiele się dzieje w tym czasie, nie tylko w Sosnowcu i odradzającej się Polsce, ale w całej Europie. To miasto położone na granicy zaborów, zamieszkane przez wiele narodowości, w którym ścierają się różne kultury i kipią ludzkie emocje. Oprócz Sosnowca miejscem akcji jest też Warszawa, Petersburg oraz górskie sanatorium w Riesengebirge.

Plejada postaci przewijająca się przez karty powieści jest tak różnorodna, że aż mi dech zaparło. Jadwiga Korzeniec, wdowa, amatorka absyntu, specjalistka od romansideł pisanych pod pseudonimem Klandestyn Bizukont (odjechany pseudonim!) nie miałaby nic przeciwko temu, żeby wydać się ponownie za mąż i jej wybór padł na redaktora Waleriana Monsiorskiego. Gotowa na wszystko, żeby go w końcu zaciągnąć do ołtarza. Walerian Monsiorski, redaktor, detektyw amator, a przy obieraniu kartofli także profiler amator. Opiera się urokom Klandestyna Bizukonta, choć nie jest taki całkiem nieczuły jej wdzięki. Panna Izabela, wyemancypowana nauczycielka, zakochana po uszy w sosnowieckim nauczycielu literatury, który w Petersburgu okazuje się być pełnokrwistym, szybko awansującym bolszewikiem. Emma, fińska bona, opiekunka dzieci niemieckiego fabrykanta, niepewna na ile jest zakochana w kapitanie Schulte, żeby to sprawdzić jedzie do Berlina, bo co innego przystojny oficer, a co innego inwalida wojenny. Antonina Zimorodzic, złośliwa matka, której nic nie umknie. Przekonana, że wybranek córki, chce się dobrać tylko do jej majtek. Razem z panią Półtoranos tworzy bezlitosny plotkarski duet. Hrabia Eugeniusz Dąmbski, komendant policji, rozdarty między karierą, a uczuciem do artystki kinematograficznej Poli Negri. Apolonia Chałupiec, która wdając się w kłótnię z celnikiem na dworcu w Sosnowcu dostaje przy okazji szansę od losu, żeby zostać hrabiną i nie chciałaby tej szansy zmarnować. Janek, chłopak z Sosnowca obdarzony fantastycznym głosem. Przewidujący ludzie interesu, Dietel, Schön i Lamprecht. Doktor Mojkowski. Emanuel Appel i wielu, wielu innych. Fantastycznie barwne portrety mieszkańców Sosnowca z historią, także kryminalną, w tle.

Nie przeczytać Pudru i pyłu byłoby niewybaczalnym błędem. Absolutnie doskonały styl powieści, świetne tło historyczne i obyczajowe, błyskotliwe dialogi. Kontynuacja powieści Korzeniec, której nie czytałam i oszaleję, jeżeli zaraz jej nie dorwę. A jak zabić najbliższe dwa lata czekania na kolejny tom?

 

11/10

fbfbfb20

Szczęk szpady i szelest płaszcza

bookfa

Wojciech Kłosowski

Nauczyciel sztuki

Wydawnictwo krytyki politycznej, 2013, stron 547

 

Ten rodzaj literatury to coś po co właściwie nigdy nie sięgam. No i proszę, niespodzianka. Przeczytałam debiutancką powieść samorządowego eksperta Wojciecha Kłosowskiego Nauczyciel Sztuki, której akcja toczy się w XVI-wiecznej Hiszpanii, chociaż zwykle trzymam się raczej obecnego i ubiegłego stulecia. Pewnie tak by się nie stało, gdyby sam autor mnie nie zachęcił przysyłając mi egzemplarz (za co bardzo dziękuję) i gdyby nie… szata graficzna książki. Pomysłowa okładka (powieść zaczyna się już na okładce) i bardzo zagadkowe ilustracje Hanny Gill-Piątek przyciągnęły moją uwagę i oko. Rzadko kiedy oglądam książkowe ilustracje z tak intensywną uwagą jak oglądałam właśnie te. Szkoda tylko, że całość zepsuł korektor, który pozwolił poszaleć chochlikowi.

Półtorej strony „Od autora” na samym początku trochę mnie zmyliło, bo trochę potrwało zanim zasugerowany przez autora wpływ przypadku na losy świata dał się zauważyć w powieści. Nie będę ukrywać, że pierwsze rozdziały lekko mnie znudziły zbyt szczegółowymi opisami techniki walki i turnieju szermierczego, którego zwycięzca miał zaszczyt zostać nauczycielem piętnastoletniego księcia.

Zasady organizacyjne turnieju i strategia wyzywania na turniejowy pojedynek tzw. mistrzów sztuki były jednak dość interesującym wątkiem. „Sztuka” to nie tylko kodeks zasad fechtunku, ale cała związana z nim filozofia walki, której trzeba się nauczyć, zanim będzie miało się szansę zostać mistrzem. Nudnawe opisy walk kolejnych etapów turnieju przeplatane były ciekawymi filozoficznymi rozważaniami o kodeksie zasad fechtunku, więc udało mi się jakoś przebrnąć szczęśliwie przez cały turniej. Wątek pedagogiczny to nie wszystko. Autor stopniowo wprowadza czytelnika w wielowątkową kryminalną intrygę, szczękają szable i miecze, pojawia się tajemniczy truciciel i wiele nowych postaci (w tym same mądre i inteligentne kobiety w różnym wieku), oraz kot.

Autor snuje swoją opowieść lekko archaicznym językiem wielopłaszczyznowo, czasem rzuci jakąś złotą myśl, czasem trochę jakby bardziej współczesny żart, ale kiedy na scenę wkroczy pełen nienawiści i żądny zemsty inkwizytor Jean-Claude Hobereau, robi się już tylko strasznie. Hobereau to fanatyczne wcielenie zła, jednak został potraktowany przez autora chyba trochę zbyt powierzchownie. Nie ma jednak żadnej wątpliwości, że ten bełkoczący bez sensu typ, to opętany szaleniec, któremu torturowanie sprawia przyjemność, a swoje wysokie stanowisko w kościelnej hierarchi wykorzystuje także do osobistych porachunków.

Podoba mi się, że autor nie pisze o kościele w pozycji na kolanach, mówi bez ogródek o okrucieństwach kościoła katolickiego w czasach inkwizycji i polowań na czarownice, o których raczej się milczy, bo trend jest taki, że o kościele należy mówić dobrze, nawet bardzo dobrze, albo wcale. Podoba mi się też, że powieściowy fanatyzm walczący z tolerancją nie tylko mieczem, ale także intrygą i trucizną przegrywa między innymi za pomocą zwykłego przypadku, a nie tylko mądrości i przebiegłości pozytywnych bohaterów powieści.

 

7/10

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci