Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

ekranizacje

Kobieta w klatce, czyli dwóch facetów bez osobowości

bookfa

Na punkcie książek o Departamencie Q mam bzika. Jussi Adler-Olsen i jego seria o Carlu Morcku jest doskonała. Świetne zagadki kryminalne i jeszcze lepsza ekipa, która je rozwiązuje.

Wreszcie doczekałam się ekranizacji pierwszej z nich, Kobieta w klatce. Kiedy doczytałam się, że Fares Fares będzie filmowym Assadem, byłam pewna, że w filmie oprócz interesującej intrygi kryminalnej znajdzie się miejsce dla specjalnej jednostki do spraw zupełnie beznadziejnych, czyli Departamentu Q i jego pracowników.

Fares Fares to wyjątkowo uzdolniony aktor komediodramatyczny, po prostu stworzony do roli Assada. Oczekiwałam więc czegoś więcej niż tylko mrocznego thrillera, który wciśnie mnie w fotel. 

Pierwszą sprawą, którą zajmuje się Departament Q jest tajemnicze zniknięcie przed pięciu laty znanej polityk, Merete Lynggaard. Niestety film skupił się tylko i wyłącznie na tym wątku powieści, który z resztą też okrojono do granic przyzwoitości. Widz, który nie czytał książki będzie na przykład zachodził w głowę, skąd w zrujnowanym gospodarstwie rolnym wzięła się specjalistyczna komora ciśnieniowa.

Trudno uwierzyć, że autorem scenariusza jest Nikolaj Arcel, nominowany do nagrody BAFTA scenarzysta Millenium: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Z Wydziału Q została tylko nazwa na filmowym afiszu i dwóch facetów bez osobowości. Wielka szkoda!

6/10

Szybki cash Życie deluxe, czyli udane zakończenie z tragicznym finałem

bookfa

Szybki cash Życie delux

Tre vänner, 2013

 

Szybki Cash Życie Deluxe to ekranizacja ostatniego tomu czarnej trylogii sztokholmskiej Jensa Lapidusa obejrzana przeze mnie z zapartym tchem. Dwie poprzednie to Szybki cash i Szybki cash II. Każdą część zrobił inny reżyser, tę ostatnią Jens Jonsson. Mimo to udało się wyjątkowo dobrze zachować spójność całości i wbiło mnie w fotel po raz trzeci.

Powracają znani bohaterowie, chociaż sporą ich część już odstrzelono. Ci, którzy siedzieli w pudle wyszli na wolność, oczywiście wcale nie zresocjalizowani. Jorge znów planuje skok życia, który go ustawi na zawsze, a JW próbuje odkryć co się właściwie przydarzyło jego siostrze. Bałkańska mafia dalej rządzi, ale młode wilki aż się trzęsą, żeby przejąć władzę. Ich apetyt podsyca sam szef Radovan Krajnic, który myśli o powrocie do Serbii. Jednocześnie od środka rozpracowuje mafię dzielny i bezkompromisowy policjant.

I znów trup ściele się gęsto. A wszystko przez kobiety! Gdyby chociaż Jorge trzymał się zasady którą wyznawał (żadnych bab!), wszystko pewnie potoczyłoby się inaczej. Przemoc, dialogi chwilami wymagające cenzury, czyli realistyczne, brutalne kino z zaskakującym finałem. Jak dla mnie, niepotrzebnie z aż tak widowiskowymi strzelaninami. Troche trudno mi wyobrazić sobie takie akcje na przedmieściach Sztokholmu.

Nie mogę nie wspomnieć o doskonałej kreacji stosunkowo mało jeszcze znanej Malin Buski w roli córki brutalnego mafioza numer jeden, Radovana Krajnica. Natalia jest studentką prawa w Oksfordzie, zamierza rzucić studia i odciąć się definitywnie od działalności ojca. Splot nieoczekiwanych wydarzeń zmusza ją do zmiany planów i podjęcia drastycznych decyzji. Delikatne dziewczę w mgnieniu oka przeistacza się w twardą, bezkompromisową kobietę. Ta 29-letnia aktorka sama zagrała wszystkie sceny kaskaderskie, co przypłaciła między innymi wstrząśnieniem mózgu. Na potrzeby roli ukończyła kurs języka serbskiego i posługuje się nim w filmie na tyle dobrze, że myślałam, że Natalię gra serbska aktorka. Malin Buska zagrała tę rolę na piątkę z plusem!

Wielu aktorów grających we wszystkich trzech częściach trafiło od razu na wyższą półkę hollywoodzkich produkcji. Reżyser ostatniej części trylogii także dostał już kilka propozycji z Hollywood, ale żadnej z nich nie przyjął.

Dalszego ciągu nie będzie.

8/10

Złodziejka książek, czyli wojna z bajki rodem

bookfa

Rozumiem, że Niemcom nie jest zręcznie kręcić filmy wojenne, no bo jak tu pokazywać wiarygodnie grozę i okrucieństwo wojny, którą się samemu rozpętało?

 

Jeśli mam być szczera, to nie bardzo wiem o co w tym filmie w ogóle chodzi, bo wojny w nim prawie nie widać, a tytułowa złodziejka książek ma książki w ręku właściwie tylko jako rekwizyt. Całość przypomina raczej disnejowską bajkę. Jest nawet przysłowiowa zła macocha, która w pewnym momencie z bliżej niesprecyzowanego powodu przechodzi cudowną metamorfozę.

Złodziejka książek, czyli Liesel porzucona przez matkę trafia do rodziny zastępczej. Nowa matka (przed metamorfozą) jest chłodna i surowa, a ojciec to uosobienie ciepła, cierpliwości, życzliwości i... naiwności.

 Zgaduję, że akcja toczy się w małym niemieckim miasteczku, bo w ponad dwugodzinnym filmie widać właściwie tylko dwie ulice i rynek, na którym pewnej nocy niezwykle widowiskowo płoną książki, a jedną z nich, dymiącą jak komin, Liesel ratuje z pożaru chowając ją za pazuchą.

 

Twórcy filmu, próbują mnie przekonać, że obywatele III Rzeszy wywieszający niemiecką flagę, palący zakazane przez nazistów książki i śpiewający faszystowskie piosenki robią to tylko na pokaz, a tak naprawdę przeżywają rozterki moralne, ukrywają Żydów w piwnicach i są antyfaszystami.

Zbyt cukierkowa sceneria i niemiecko - angielskie dialogi dobijają ten film. Nie ratuje go nawet scena finałowa, która w zamierzeniu pewnie miała być tragiczna i wycisnąć ze mnie łzy, albo chociaż mnie wzruszyć do głębi. Gdyby na początku filmu pokazały się disnejowskie uszy myszki Miki, to miałabym inne oczekiwania i film nie byłby beznadziejny, tylko po prostu kiepski.

Twórcom filmu należy się uznanie, że potrafili z dobrej książki zrobić taki słaby film.

 

5/10

Zmierzch czyli o trudnej sztuce godzenia się z losem

bookfa

Pierwszy tom kwartetu olandzkiego został sfilmowany przez Yellow Bird, który to producent zekranizował między innymi Millennium Stiega Larssona. Chciałoby się krzyknąć: nareszcie! Ale jak mówią Szwedzi, gdy się czeka na coś dobrego, nigdy nie czeka się zbyt długo.

Przypadkowo obejrzałam Zmierzch o zmierzchu i miało to swój dodatkowy urok. 95 minut świetnego kina, z zaskakująco dobrymi rolami Leny Endre jako Julia i Torda Petersona jako Gerlof.

Nawet jeżeli Lena gra ostatnio dosłownie we wszystkich filmach, to jest to aktorka, która potrafi udźwignąć każdą rolę i w każdej potrafi być zupełnie inna. Jako Julia, matka zaginionego przed laty Jensa jest doskonała. Oto uosobienie kobiety samotnej i zaniedbanej, niepogodzonej z losem, mimo upływu ponad 20 lat od tragedii, która ją spotkała.

Gerlof to zamknięty w sobie, zdruzgotany nieszczęściem dziadek i obwiniany przez córkę współsprawca nieszczęścia. Też bardzo wiarygodny w tej roli Tord Peterson, którego niestety nie kojarzę z żadnym innym filmem. Akcja filmu skupia się na próbie wybaczenia i pojednania, które okazuje się być możliwe jednak tylko dzięki wyjaśnieniu zagadki, która od ponad 20 lat kładła się cieniem na na relacjach ojca i córki.

Film jest wierny oryginałowi, czyli powieści pod tym samym tytułem. Przypomnę, że pierwszy tom kwartetu to jesień na Oland i jest ona wyraźnie widoczna w filmie. Tak naprawdę jesień, sama wyspa i Alvaret grają w filmie ważne role.

Udało mi się nawet rozpoznać na ekranie niektóre znajome miejsca. Bywam na Oland jednak tylko wiosną lub latem, a ostatnio byłam kiedy przecudnie kwitły bzy, więc wyspa wydawała mi się wtedy dużo mniej tajemnicza niż ta jesienna z filmu.

Film doskonały, ale powinien być trochę dłuższy, żeby bardziej udało się oddać atmosferę wyspy i samej książki. Podobnie było z Millenium Larssona, wersja telewizyjna była dużo lepsza od kinowej. Aż się nie chce wierzyć, że pół godziny ekstra może mieć takie znaczenie. A jednak!

Teraz pozostaje tylko czekać na ekranizacje kolejnych cześci kwartetu olandzkiego, a jeżeli się czeka na coś dobrego, to przecież nigdy nie czeka się zbyt długo. Hm...

9/10

 

fotos ze strony SF.SE

Syberiada polska czyli życie filmowych zesłańców

bookfa

Film posiada własną stronę internetową TU na której można przeczytać, że z epickim rozmachem opowiada przejmującą historię Polaków deportowanych w latach 40-tych na Syberię.

Dyskutowałabym, czy rzeczywiście z epickim rozmachem. Ja go nie zauważyłam. Jest bardzo skromnie, nie przekonuje ani syberyjska zima, ani sami bohaterowie. Żeby nie wiem jak się przyglądać, to nie widać nieludzkich warunków w jakich przyszło żyć prawdziwym zesłańcom. Ci filmowi nie wyglądają ani na wygłodzonych, ani na przemarzniętych. Może trzeba im było chociaż popiołem przypudrować twarze i domalować sińce pod oczami? Jakoś za zdrowo wszyscy wyglądają. Ja rozumiem, że Polska to nie Hollywood i nikt nie wymaga od aktora, żeby do roli zrzucił nagle kilkanaście kilogramów, bo inaczej będzie niewiarygodny. Ale potrzebna jest w takim razie lepsza charakteryzacja, żeby bohaterowie bardziej przypominali zesłańców, a nie uczestników zimowego ochotniczego hufca pracy. Z ekranu powinno wiać grozą.

Najlepiej wypadli w swoich rolach aktorzy ukraińscy, Sonia Bohosiewicz w roli Ireny i Natalia Rybicka w roli Sylwii. Reszta jakoś się zlewa w mało wyraziste tło.

Zima syberyjska na ekranie wydaje mi się niezbyt syberyjska. Niestety widać wyraźnie, że większość zdjęć nakręcono w Polsce. Pamiętam film Doktor Żywago. Tam to dopiero była zima!

Film Syberiada polska jest ekranizacją powieści Zbigniewa Domino o tym samym tytule. Książki nie czytałam (choć zamierzam), nie mogę więc stwierdzić, na ile film jest wierny książkowemu pierwowzorowi. Mam jednak wrażenie, że jest w nim sporo skrótów, bo niektóre wątki się rwą. Autor jest postacią o dość kontrowersyjnym powojennym życiorysie zawodowym, ale ponieważ sam był wywieziony wraz z rodziną w głąb Rosji, to na pewno nie można mu zarzucić, że nie miał pojęcia o czym pisał. Na ile prawdy o tamtych czasach się zdecydował dopiero się przekonam.

Film na pewno bardzo potrzebny i mimo niedociągnięć ma sporą wartość historyczną. Wszystkim tym, którzy zostali zesłani na Syberię tylko dlatego, że byli Polakmi jesteśmy winni, żeby pamięć o nich przetrwała.

7/10

 

fbfbfb74

Emigranci i Osadnicy czyli wielka ucieczka przed nędzą i głodem

bookfa

 Urodzony w Smolandii Vilhelm Moberg to klasyk, niekwestionowany wielki szwedzki mistrz pióra o bardzo bogatym dorobku. Przeglądając jego dossier zdziwiłam się, że ma na swoim koncie tak niewiele prestiżowych nagród literackich. Do jego najsłynniejszych dzieł należy tetralogia Emigranci, Imigranci, Osadnicy i Ostatni list do Szwecji, która powstawała przez dziesięć lat (1949-1959). Jest to napisana z wielkim rozmachem opowieść o grupie mieszkańców Ljuder w południowej Smolandii, która z powodu wielkiej biedy i głodu w połowie XIX wieku zdecydowała się na emigrację za chlebem na drugi koniec świata, czyli do Minesoty w USA.

Wielka emigracja to dla Szwedów bardzo bolesny moment w historii. W ciągu dość krótkiego czasu wyemigrowało ze Szwecji  1,2 miliona obywateli, większość właśnie ze Smolandii. W tym spora część krewnych Vilhelma Moberg. Całą tetralogię można uznać częściowo za dokument. Autor, żeby się solidnie przygotować do jej napisania wyprowadził się nawet na jakiś czas do USA, żeby dotrzeć do materiałów, z których potem korzystał przy pisaniu powieści i to właśnie w USA powstała większa część słynnej tetralogii. Ukazanie się powieści było skandalem, między innymi dlatego, że obraziło uczucia religijne kilku członków parlamentu. Jeden domagał się kary więzienia dla autora, inny demonstracyjnie spalił egzemplarz jego powieści w piecu. Gdybyście byli ciekawi co tak zbulwersowało parlamentarzystów, to śpieszę wyjaśnić, że te słowa jednej z bohaterek, Ulriki zagranej brawurowo przez znaną szwedzka piosenkarkę Monicę Zetterlund do kościelnego, który nazwał ją kurwą:

Kurwa dla ciebie, panie kościelny? A co mówiłeś kiedyś? Kiedy przychodziłeś do mnie z pieniędzmi w jednej ręce, a chujem w drugiej?

Na podstawie tetralogii powstała doskonała ekranizacja, którą właśnie obejrzałam po raz drugi, a spodobała mi się po raz pierwszy. Chyba dorastam powoli do klasyków. Ponad sześć godzin  wspaniałego kina, które wreszcie potrafię docenić. Wow!

Część pierwsza obejmuje dwa pierwsze tomy powieści, druga resztę. Prawdziwe dzieło sztuki nakręcone w latach siedemdziesiątych przez Jana Troella. To człowiek orkiestra, reżyseria, scenariusz i zdjęcia są jego. Miałam szansę obejrzeć poprawioną komputerowo wersję filmu i mimo, że była „tylko” w wersji dźwiękowej mono, sześć godzin minęło jak mgnienie oka. Mimo upływu lat, scenariusz nic a nic nie trąci myszką, po prostu ponadczasowy! Fenomenalni Max von Sydow i Liv Ulman jako Carl-Oscar i Kristina Nilssonowie otoczeni są niepoliczalną chmarą dzieci, która systematycznie się powiększa, bo Kristina co chwilę jest w kolejnej ciąży.

Nilssonowie głodowali całe lata, ale decydowali się na emigrację dopiero wtedy, kiedy jedno z ich dzieci umarło z głodu. Podróż do USA była jedną wielką niewiadomą i prawdziwą drogą przez mękę, ale podjęli to ryzyko. Instynkt wikingów? Wraz z krewnymi i sąsiadami wyruszyli w wielką podróż za ocean. Nie wszyscy dotarli na miejsce. Ponad dwa miesiące niewyobrażalnie trudnej podróży przez ocean jakąś starą krypą, a potem kolejne mile statkami rzecznymi. Jednak kiedy wreszcie dotrli na miejsce, to problemy się nie skończyły. Po prostu pojawiły się inne, ale przynajmniej wreszcie skończył się głód. Chociaż prawda jest taka, że gdyby nie ślepa wiara w wolę bożą, wielu nieszczęść na amerykańskiej ziemi dałoby się uniknąć.

Pierwszą część filmu (Emigranci) zaczęto kręcić w roku 1968, a ukończono w 1971. W tym samym roku został nominowany do Oscara jako najlepszy film zagraniczny, i jakimś cudem nie dostał nagrody. Rok później był nominowany w czterech kategoriach i znów, chyba podobnym cudem nie dostał żadnej. Aż trudno uwierzyć! W ogóle bardzo rzadko się zdarza, żeby ten sam film był nominowany do nagrody Akademii Filmowej przez dwa lata z rzędu, a temu się udało. Część drugą (Osadnicy) ukończono w 1972 roku, która została nominowana do Oscara rok później jako najlepszy film zagraniczny, ale niestety przegrała z francuskim, bardzo z resztą dobrym i awangardowym na owe czasy, Dyskretnym urokiem burżuazji.

Mam wielką ochotę zmierzyć się z ponad dwoma tysiącami stron papierowego pierwowzoru.

9/10

kursywą fragment powieści w moim tłumaczeniu

Hipnotyzer czyli jestem lekko zahipnotyzowana

bookfa

Duet kryjący się pod pseudonimem Lars Kepler zadebiutował powieścią Hipnotyzer. Do tej pory napisali jeszcze trzy (Kontrakt Paganiniego, Eldvittnet, Sandmannen), a pierwsza ku mojej radości wreszcie została sfilmowana.

Reżyser filmu, Lasse Hallström ma na swoim koncie już sporo filmów. Jedne lepsze, drugie gorsze, ale Hipnotyzera można zdecydowanie zaliczyć do tych lepszych. Nie mam wątpliwości, że Lasse mimo wielu lat w Hollywood, potrafi przenieść na ekran mroczne szwedzkie klimaty dużo lepiej, niż zrobić typową romantyczną hollywoodzką komedię. W rolach głównych obsadził Lenę Olin czyli swoją żonę i Mikaela Persbrandta, od lat gwiazdę numer jeden szwedzkiego kina. W postać Joony Linny wcielił się Tobias Zilliacus, zdecydowanie mniej znany, ale za to posiadający odpowiedni fiński akcent w swojej nienagannej szwedczyźnie. Scenarzyście udało się z roli Jonny Linny zrobić rolę drugo- a nawet trzecioplanową. Trochę szkoda.

Ekranizacja, to określenie trochę na wyrost. Powiedziałabym raczej, że jest to film na motywach powieści. Scenariusz koncentruje się na rozwiązaniu zagadki kryminalnej oraz problemach małżeńskich i rodzinnych tytułowego hipnotyzera. I prawdę mówiąc, to zupełnie wystarczy. Lena Olin może tę, w sumie niewielką rolę, zaliczyć do najlepszych jakie zagrała do tej pory. Jest tak przekonywująca jako zdradzona i zawiedziona swoim związkiem żona, że szczerze jej współczułam przez ponad dwie filmowe godziny.

Niemałą rolę w budowaniu mrocznego nastroju mają wnętrza i... zimowy pejzaż dalekiej północy. Jak ktoś nie lubi kryminałów, to choćby dlatego warto go obejrzeć.

Sceny finałowe filmu zostały nakręcone z iście hollywodzkim rozmachem. Ponad dwadzieścia pięć lat amerykańskiej kariery Hallströma zrobiło swoje.

7/10

 

Szybki cash II czyli raz bandzior, zawsze bandzior?

bookfa

Szybki cash II

Tre Vänner Produktion, 2012

 

Wow!

Zmiana reżysera wyszła filmowi na dobre, a nawet na bardzo dobre. Babak Najafi prawie genialnie zrobił Szybki Cash II, czyli kontynuację Szybkiego cash, przenosząc na ekran drugą część powieści Lapidusa pt. Aldrig fucka up, której tytuł przetłumaczono na język polski chyba trochę zbyt grzecznie, nazywając ją Zimna stal. Część druga filmu jest w zasadzie mieszanką pierwszego i drugiego tomu sztokholmskiej trylogii  "noir", a nie niewolniczą ekranizacją tylko drugiej części.

Znów spotykamy JW, Jorge i Mrado. Minęły mniej więcej trzy lata. JW, jak tylko wyjdzie z więzienia, zamierza żyć uczciwie. Jorge ma w planach interes stulecia, który ustawi go na zawsze. Podobnie Mrado. Ostatni numer, kupa kasy, a potem domek w górach w Serbii. Wszystko jednak pójdzie nie tak, jak sobie wszyscy zaplanowali.

Czy to dlatego, że to nie jest hollywoodzki film na podstawie amerykańskiej powieści? Bardzo możliwe.

Dzięki temu film staje się bardziej realny i skuteczniej wbija widza, czyli mnie, w fotel. Mniej paradokumentalny niż część pierwsza, ale wcale nie mniej surowy i brutalny, a dzięki temu dalej bardzo realistyczny. Jak dla mnie prawie doskonały.

Jako pierwsza wypożyczyłam biblioteczny egzemplarz filmu. Od razu obejrzałam, nie z musu, że już ustawiła się po niego kolejka, ale z wielką ochotą. W opakowaniu informacja, która ucieszy każdego fana Lapidusa, czyli mnie też, że kolejna i ostatnia część trylogii, pt. Życie deluxe, już się kręci i pojawi się na ekranach kin jesienią. Znów jest na co czekać!

 

9/10

W interesie narodu, czyli nazywa się Hamilton, Carl Hamilton

bookfa

Hamilton - W interesie narodu (I nationens intresse)

Pampas Produktion, 2012

Szwedzi też mają swojego Bonda. Jan Guillou chyba trochę pozazdrościł Brytyjczykom 007 i dlatego stworzył superagenta Carla Hamiltona. Napisał do tej pory aż trzynaście powieści z tym bohaterem. Sam autor twierdzi jednak, że źródłem inspiracji były książki znanej szwedzkiej pary Sjöwall i Wahlöö.

Carl Hamilton urodził się w 1954 roku. Lewicowe poglądy głosił już w liceum, a w czasach studenckich działał aktywnie w grupie lewicujących aktywistów. Arystokratyczny tata nie mógł tego znieść i wyrzekł się syna. W wieku 22 lat Carl został zwerbowany do służb specjalnych i wysłany na nauki do USA. Po pięciu latach został Neavy Seal, oprócz tego skończył wyższe studia w San Diego i był trenowany przez CIA. Jak widać Szwedzi są świadomi, że superagenta nie da się wykształcić skutecznie w Szwecji. Guillou postarał się więc wyjątkowo, żeby wysłać swojego bohatera do odpowiednich szkół. Inaczej nikt by nie uwierzył, że ktoś może być taki skuteczny w każdej sytuacji. Carl Hamilton zamiast wzbudzać podziw, wzbudzałby raczej śmiech.

W 1986 ukazała się pierwsza powieść z Hamiltonem, Coq Rouge, ostatnia w 2008 roku Men inte om det gäller din dotter. W 1989 ta pierwsza została sfilmowana. Carla Hamiltona zagrał wtedy Stellan Skarsgård. Najnowszy film o Carlu Hamiltonie powstał w tym roku i główną rolę zagrał Mikael Persbrandt.  Do tej pory powstało ich około dziesięciu, w tym jeden mini-serial. Mikael Persbrandt jest piątym Hamiltonem. W filmie W interesie narodu debiutuje w tej roli. Dwa kolejne filmy już się kręcą. Śmiem twierdzić, że będzie to najlepszy Hamilton wśród dotychczasowych, w każdym razie na pewno najprzystojniejszy.

W filmie W interesie narodu Carl Hamilton przymierza się do zasłużonej emerytury jako agent i zamierza ułożyć sobie życie z pewną lekarką, nie dość, że piękną, to jeszcze Polką. Niestety sprawy ułożą się tak, że zamiast uwić sobie gniazdko z panią doktor Marią Solską, wyruszy gdzieś na bezdroża Uzbekistanu i Afganistanu. Później sprawy (osobiste też) się jeszcze bardziej skomplikują, gdzieś na somalijskiej granicy zostanie też porwany szwedzki specjalista od materiałów wybuchowych. We wszystko zamieszani będą bliżej niezidentyfikowani komandosi i amerykańska firma ochroniarska Sectragon. Chyba nie muszę dodawać, że tylko dzięki umiejętnościom i szóstemu zmysłowi Carla Hamiltona wszystko skończy się dobrze.

Całkiem dobre kino akcji, a jak na Szwedów, to nawet bardzo dobre, bo jak wiadomo takie kino to specjalność Hollywoodu, a nie peryferii Europy.

8/10

Gdzieś indziej w Szwecji czyli ciemna strona idylli

bookfa

Gdzieś indziej w Szwecji (Någon annanstans i Sverige)

Tur med vädret AB, 2011

 

Za zaskoczenie mogę dać temu filmowi od razu dziesięć punktów. Zaklasyfikowany jako komedia od lat jedenastu, pozwala się spodziewać wszystkiego innego niż to, co widz zobaczy na ekranie. Pierwsze sceny, to bajecznie cudny archipelag wysepek na Bałtyku oglądany z lotu ptaka i położona w jego okolicy malownicza wioska. I to jedyne co jest piękne w tym miejscu. Kiedy zaglądamy do domów mieszkańców wioski, szybko zapominamy o pierwszym wrażeniu, czyli obrazie idyllicznej wioski.

Film oparty jest na powieści Hansa Gunnarssona pod tym samym tytułem. Jest to bardzo tragiczna historia z elementami czarnego humoru. Komedią nie nazwałabym tego nigdy w życiu i na pewno nie proponowałabym obejrzenia tego filmu żadnemu jedenastolatkowi.

Plejada świetnych szwedzkich aktorów odtwarza role skłóconych z życiem, nieszczęśliwców, którzy za wszelką cenę próbują ratować w swoim życiu co się da. Kasjerka miejscowego sklepu pilnie uczy się angielskiego, w nadziei, że to może być początkiem jej nowego życia. Tylko czy starczy jej odwagi, żeby zostawić męża, tak nią znudzonego, że nie umie normalnie zamienić z nią nawet kilku słów?

Ove, miejscowy alkoholik numer jeden, pije na cały etat dzięki wygranej na loterii. Od wielu lat uprawia seks  za pieniądze, z Anki, żoną sąsiada. Jest zudzony właściwie wszystkim co się dzieje w jego życiu, a związkiem z sąsiadką chyba najbardziej. Anki ma właściwie dosyć i kochanka i męża, u boku, którego tkwi tylko ze względu na syna.

Fryzjerka Anneli tkwi w nieodpowiednim miejscu z nieodpowiednim facetem, dla którego seks równa się gwałt. To przy okazji policjant, który nie rusza się z domu bez kamizelki kuloodpornej. Kiedy czara goryczy się przeleje, poleje się krew. Doprowadzona do ostateczności rozwiąże swoje problemy za pomocą kuchennego noża.

Mój absolutny ekranowy ulubieniec Mikael Persbrandt gra Stefana, któremu kiedyś (chyba cudem) udało wyrwać się z tej pseudoidylli. Przyjeżdża w odwiedziny do rodziców ze swoją towarzyszką życia, Sarą. Okoliczność jest w końcu dość wyjątkowa, siedemdziesiąte urodziny ojca. Goście, jeśli są głodni, to  mogą sobie sami odgrzać resztki lasanii, które są w lodówce. Rodzice są zajęci oglądaniem telewizyjnego programu, który i tak wcale im się nie podoba. Potem jest już tylko gorzej. W środku nocy Sara nie wytrzymuje ciśnienia i chce natychmiast wracać do domu. Jak powszechnie wiadomo, pośpiech jest złym doradcą i nocny powrót bardzo się skomplikuje.

Jest jeszcze para drobnych złodziejaszków szykujących włamanie, miejscowy półgłówek, który zna wszystkie wioskowe tajemnice, bo jakimś cudem zawsze znajduje się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu.

Akcja całego filmu rozgrywa się właściwie w ciągu jednej nocy, kiedy to zbieg zupełnie nieoczekiwanych zdarzeń zmieni życie wielu mieszkańców wioski.

8/10

 

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci