Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

grzbiety i okładki

Koniec wakacji czas przyjąć do wiadomości i powrócić do rzeczywistości

bookfa

W tym roku było nie tylko bardzo książkowo, ale także niezwykle towarzysko, za co bardzo wszystkim, których miałam przyjemność spotkać, dziękuję.

Gdynia mnie nie przestaje zadziwiać. Pięknieje z roku na rok. Niedawno przybyło jej jedno fantastyczne miejsce: Gdyńskie Centrum Filmowe. Prawdziwe cacko architektoniczne, a w nim wszystko czego mi trzeba; trzy sale kinowe z doskonałym repertuarem, klimatyczna kawiarnia, restauracja z wyszukanym i filmowo brzmiącym menu oraz wyjątkowa księgarnia. POLECAM!

Poza tym, dzięki pisarce Iwonie Banach, dowiedziałam się, że jestem zastrońcem.

Iwona_Banach

No i jak przystało na zastrońca zrobiłam sobie spory zapas stron na najbliższe miesiące, chociaż nie wszystkie ze mną dojechały do domu. Niektóre jak zwykle pomieszkają najpierw u mojej mamy.

books_lato2016

books2lato2016

books3lato2016

 

Plus jedna wirtualna: Vernon Subutex 2. Jeżeli ktoś czytał mój wpis o tomie pierwszym to wie, że serce bije mi szybciej na samą myśl o tym, co mnie czeka dzięki Valerie Despentes!

VernonSubutex2

 Chyba jestem gotowa na długie jesienne i zimowe wieczory.

 

 

 

Widoczek z buźką

bookfa

Gdyby ktoś pomyślał, że pewnie wstałam dzisiaj lewą nogą, to zapewniam, że nie. Po prostu znalazłam w necie to:

„Dziewczyna z kabaretu” to wydane pod nowym tytułem długo wyczekiwane wznowienie powieści Manuli Kalickiej „Rembrandt, wojna i dziewczyna z kabaretu”.

Z lewej nowa szata graficzna, z prawej poprzednia. Kupiłam sobie tę z prawej, wiele lat temu. Na tę z lewej pewnie w ogóle nie zwróciłabym uwagi. I tak przegapiłabym świetną lekturę.

Namnls

 

***

Zapraszam na błyskawiczny konkurs.

Czym różnią się te okładki?

 twarze_colage1

I po konkursie.

NICZYM się nie różnią. Na wszystkich widoczek i buźka.


Zaczynam się coraz bardziej cieszyć z e-booków. Przynajmniej nie muszę tego oglądać.
Szanowni wydawcy, kiedy wreszcie zlitujecie się nad czytelnikami i... autorami???

Dwie papierowe książki

bookfa

Tradycyjnie nie będzie żadnych podsumowań, statystyk ani rankingów. Udało mi się przeczytać w ubiegłym roku kilka bardzo dobrych książek, z których muszę wymienić Cwaniary Sylwii Chutnik, o której jednak do tej pory na blogu nie napisałam. Nie jest ona wyjątkiem, jeszcze kilkanaście innych czeka na swoje blogowe notki.

***

Dostałam kilka dość osobliwych prezentów gwiazdkowych, o których nie będę się rozpisywać. Oprócz tego DWIE książki papierowe i kilka e-booków. E-booki w ramach ochrony lasów z komentarzem, że pora zacząć przestać być egoistą lubiącym szelest i zapach papieru prosto z drukarni. Trudno mi było znaleźć wystarczające kontrargumenty, więc wyraziłam zgodę na kontynuowanie tej nowej tradycji także przy okazji kolejnych świąt.

Święta miałam lekko rozjechane, bo Wigilia w Lundzie, pierwszy i drugi dzień świąt w moim domu, a potem Sylwester w jednym z kaszubskich hoteli. W Polsce czekała na mnie niespodzianka w postaci jednej papierowej książki.

1001

Problem z nią polegał na tym, że sporo ważyła i w końcu nie poleciała ze mną do domu, tylko zostanie w Gdyni aż do wakacji. Do końca miałam nadzieję, że uda mi się ją jakoś upchać w bagażu, który przecież mógł ważyć aż 32 kilo. Niestety, musiałabym zostawić połowę ubrań, żeby waga się zgadzała, więc z wielkim żalem w końcu odłożyłam książkę.

Drugą papierową książką ostatnich świąt jest Dżoker Michała Piedziewicza, która z kolei czekała na mnie w domu, po powrocie z Polski.

Dzoker_azymut

Wydawnictwu MG serdecznie dziękuję! Zapowiada się rewelacyjna lektura!

Niniejszym rok czytelniczy 2016 uważam za rozpoczęty.

Powakacyjne remanenty

bookfa

 

Jedyne co sprawia mi przyjemność przy rozpakowywaniu waliz, toreb i tym podobnych, to (od zawsze) rozpakowywanie książek, które kupiłam lub dostałam podczas pobytu w Polsce. Do tych kupionych i otrzymanych w prezencie dochodzą w tym roku jeszcze sopockie łupy z imprezy A może nad morze? Z książką.

Dopiero w domu, kiedy ułożyłam je w stos, widzę jaka to imponująca kolekcja...

Zacznę od góry:

Księga myśli Józefa Piłsudskiego, znaleziona na stoliczku przed ulubioną księgarnią w Gdynia Waterfront (dawne Gemini).

Wyspa Ściętych Hiacyntów Gonzalo Torrente Ballestera, powieść-prezent za którą bardzo dziękuję Audrey60!

Marynarz, który powrócił Day Keene, kryminał z kobietą fatalną w jednej z ról głównych. Autor ma szwedzkie korzenie, co zawsze jest dla mnie zachętą. W taniej książce za 5 złotych!

Teoria zbrodni uprawnionej Marka Gaszyńskiego, tematyka jak najbardziej moja, a i autor mi bliski od lat siedemdziesiątych dzięki radiowej trójce. Bardzo jestem ciekawa, czy jest równie doskonałym pisarzem co radiowcem. Też w taniej książce za grosze.

Gangsterzy Klasa Östergrena, kolejny Szwed, o którym było u nas dość głośno. Kupiłam tę książkę z kilku powodów. Po pierwsze, dlatego, że to szwedzki autor, po drugie, że tłumaczenie zrobiła wyjątkowo skromna, sympatyczna i podobno bardzo utalentowana młoda tłumaczka, a po trzecie, że samo wydanie zaliczyłabym do niezwykle nowatorskich. Trafiłam na tę książkę w Krakowie w taniej książce i zamiast 48 złotych zapłaciłam za nią 4.90. Jest tylko jeden problem: książce brakuje strony 240! Prośba do kogoś kto ma egzemplarz z tą stroną o zeskanowanie i podesłanie mi mejlem. W zamian oferuję dozgonną wdzięczność ;)

Charlotte Isabel Hansen Tore Renberga to trzecia z cyklu, której bohaterem jest Jarle Klepp. Mam pierwszą, nie mam drugiej i czwartej, co spędza mi sen z powiek. Nie lubię czytać od środka, ani na wyrywki.

Uciekinier Thomasa Bodströma, było u nas sporo szumu wokół tej powieści. Bodström polityk, czy Bodström pisarz? Szwedzi podzielili się na dwa obozy. Już, już miałam ją przeczytać i się rozmyśliłam. Skusiłam się jednak na egzemplarz w przekładzie, za pół ceny. Choć nie wiem jeszcze, kiedy przeczytam...

Wiele demonów Jerzego Pilcha, prezent od zaskoczonej tą książką mamy, która ją przeczytała i chciałaby koniecznie ze mną o niej podyskutować.

Anatomia zbrodni, dodatek do gazety o powstaniu warszawskim. Nie spodziewam się niczego poza tanią sensacją, ale miejmy nadzieję, że sie mylę.

Dziennik Edwarda Chomika Miriam i Ezry Elia, nieoczekiwany hit spotkania sopockiego. Zaskakująca pozycja, której poświęciłam cały wpis. Polecam!

Powrót Aleksandra Zbigniewa Kruszyńskiego, wcześniejsza powieść autora Kuratora (niedawno czytałam i pisałam o niej na blogu). Wytropiona na Allegro i nabyta dzięki uprzejmości janinki (dziękuję!).

Hohaj Elisabeth Rynell także wytropiona na Allegro i kupiona za pośrednictwem janinki (dziękuję!). Po obejrzeniu dość szokującego filmu na jej motywach, stwierdzilam, że muszę ją przeczytać.

Szkice historyczne Zbigniewa Kruszyńskiego, ta też zdobyta na Allegro dzięki janince (dziękuję po raz kolejny!). Na pewno po lekturze napiszę o niej kilka słów tu na blogu.

To tylko dziecko Malin Person Giolito. Niby kryminał, ale nie z serii: zabili go i uciekł. Jestem bardzo ciekawa tej krytyki szwedzkiego systemu sprawiedliwości. Autorka (córka Leifa G.W. Perssona)z zawodu jest prawnikiem, czyli na pewno wie, o czym pisze. Nie wiem, czy talent pisarski można odziedziczyć w genach, ale jeżeli tak, to jest szansa na bardzo interesującą lekturę.

Na pokuszenie P.M. Nowaka prezent od Beaty, współorganizatorki spotkania. Stwierdziła, że ja na pewno bardziej docenię tę powieść. Czarna seria Czarnej owcy to moja ulubiona seria, więc pewnie tak będzie jak twierdzi Beata. Bardzo dziekuję i Czarnej owcy i Beacie.

Pytaj w kostnicy Evy Marii Staal to książka o kulisach handlu bronią. Jej autorka sama była kiedyś zamieszana w ten proceder. Dla mnie tym bardziej interesująca, że znam kogoś kto robił kiedyś coś podobnego, chociaż tylko zza biurka. Pozycja od sponsora imprezy sopockiej wytropiona przez mnie osobiście wśród kilku innych bardzo interesujących z dorobku wydawniczego Feerii.

Tajemnica medalionu Joanny Svensson, powieść z wymiany na sopockim spotkaniu. Złapalam się na opis z tyłu okładki: W tej książce historia łączy się z teraźniejszością, a perypetie bohaterki przeplatane są z wątkami kulturowymi i obyczajowymi Polski, Szwecji, Niemiec i Izraela.

Noc rudego kota Catherine Ashley Morgan, spodziewam się lektury, łatwej i przyjemnej. Kolejny łup z wymiany na sopockim spotkaniu. Fotki sugerują, że mam dwa egzemplarze, ale to tylko złudzenie optyczne. Kotu niepostrzeżenie udało załapać się na dwie foty.

Wspólczesne teorie przekładu, prezent od janinki, za który jestem niezmiernie wdzięczna. Nawet jeżeli nie uda mi się zostać tłumaczką w praktyce, to w teorii mam szansę być nieźle obstukana. Ha!

Mrożek. Striptiz neurotyka Małgorzaty Niemczyńskiej, nie przepadam za biografiami, ale są takie, którym nie mogę i nie chcę się oprzeć. Uwielbiam Mrożka!

Galop '44 Moniki Kowaleczko-Szumowskiej. Powieść wydana przez Literacki Egmont, naszego wiernego sponsora, który był z nami w tym roku po raz drugi. Dla młodzieży o powstaniu warszawskim. Tyle się od jakiegoś czasu mówi kontrowersyjnych rzeczy o tym tragicznym momencie naszej historii, że ten tytuł bardzo mnie zainteresował, zwłaszcza, że autorka ma solidne przygotowanie historyczne w tym temacie.

Odpoczywaj w pokoju Sofie Sarenbrant, szwedzkiej pisarki, która wskoczyła na wysoką półkę już swoim debiutem. W bibliobusie ustawiała się po jej książki kolejka. To już chyba trzecia powieść tej autorki, a ja nie czytałam jeszcze żadnej. Mam problem z tytułem tej powieści. Wolałabym, żeby brzmiał : Spoczywaj w spokoju.

Kot trafił na fotkę dwa razy, a W pogoni za torebką Michaela Tonello ani razu. Jako fanka pięknych torebek na które mnie nie stać, poczytam sobie z chęcią o wielkim przekręcie z Birkinami.

Wpis trzy razy się skasował, musiałam pisać po kawałku i w kółko go edytować. Dziwne rzeczy się czasem dzieją...



Poszłam po śledzie i litr kwaśnej śmietany, wróciłam z książkami

bookfa

 

W najbliższy piątek najbardziej ulubione święto Szwedów, czyli Midsommar. Tego dnia na stole muszą się znaleźć śledzie w śmietanie ze szczypiorkiem, młode ziemniaki i truskawki. Bez tego Midsommar się nie liczy. Wybrałam się więc po konieczne ingrediencje. Obeszłam cały sklep, żeby w drodze do kasy, w dziale mrożonek zobaczyć nagle coś zupełnie niebywałego! Na pierwszy rzut oka dość skromny stoliczek, wyładowany książkami. Ale jakimi!

Zupełnie niedawno wydane pockety w wakacyjnej cenie, 5 złotych za sztukę! Zupełnie straciłam głowę z wrażenia!

Całe szczęście, że wcześniej wrzuciłam do koszyka niezbędne do weekendowego świętowania wiktuały, bo albo nie byłoby śledzi na Midsommar, albo musiałabym pojechać do sklepu jeszcze raz.

Kupiłam samych Szwedów, a co konkretnie kupiłam można zobaczyć TU.

Nowy rok czas zacząć...

bookfa

...chociaż zapału do pisania jakoś mi brak. Końcówka starego roku i początek nowego nie do końca wyglądał tak jak bym chciała. Niestety nie zawsze można mieć wpływ na to, co się dzieje wokół. Nie miałam nawet czasu pobuszować po księgarniach...

Może się wkrótce pozbieram i coś się zacznie dziać na blogu. Czeka kilka książek przeczytanych, ale jeszcze nie opisanych, jest kolejny wywiad bez pytań oraz kopenhaski book release, o którym chciałabym napisać krótką relację ku pamięci.

Zacznę jednak od książek, którymi się do tej pory nie pochwaliłam na blogu. Część z nich kupiłam, część dostałam w prezencie (także gwiazdkowym).

Mateusz Gessler Moja kuchnia polska - kupiłam ją na prezent dla szwedzkiego kucharza zainteresowanego polskimi przysmakami, ale przejrzałam i kilka przepisów postanowiłam sobie zanotować. Jeżeli mnie dobre wiatry rzucą znów do Warszawy, to na pewno zjem coś w restauracji autora. Spodziewam się prawdziwych pyszności. No i nie samymi książkami człowiek żyje.

Mariam Petrosjan Dom, w którym... - nic o tej książce wcześniej nie słyszałam, a moją uwagę w Inmedio zwróciła... okładką i objętością. Poza tym rosyjscy pisarze są według mnie zawsze warci grzechu. Informacje o autorce i porównanie powieści do Władcy much, Lotu nad kukułczym gniazdem i Buszującego w zbożu, też zrobiło swoje. Mam nadzieję, że nie okaże się, że stałam się ofiarą reklamy.

Marta Guzowska Głowa Niobe - nie mogłam nie kupić, po Ofierze Polikseny, która mnie zachwyciła. Nie szkodzi, że tu i ówdzie przeczytałam, że główny bohater klnie gorzej niż szewc. Zgorszonego nic nie zgorszy.

Hanna Bakuła Wnuczkożonka - może wreszcie przeczytam coś tej autorki. Córkożonki są mi nieobce, ale o wnuczkożonkach nie wiem na razie nic.

Robert Galbraith Wołanie kukułki - najbardziej wyczekiwany prezent gwiazdkowy! Jeżeli jest choć w połowie tak dobra jak "Trafny wybór", to czeka mnie prawdziwa uczta. Mniam!

Maciej Zaremba-Bielawski Polski hydraulik - zdążyłam już przeczytać i mimo prawie trzydziestu lat w Szwecji udało się autorowi zaskoczyć mnie tym i owym. Niedługo napiszę o tej pozycji więcej.

Walerij Paniuszkin Rublowka - jak się nie ma milionów rubelków i nie zna rosyjskich milionerów, ani żadnych innych, to taka egzotyczna lektura wydaje się być bardzo interesująca.

Janusz Głowacki Przyszłem - filmu jeszcze nie widziałam, ale na pewno obejrzę jak tylko mi się trafi okazja. Wałęsa budzi mieszane uczucia. Dla mnie ten megaloman  był, jest i będzie bohaterem. Kiedy przeskakiwał przez płot gdańskiej stoczni wczasowałam się nad morzem, a o tym co się dzieje w Gdańsku dowiadywałam się z plotek od których huczało całe Pobierowo. Najlepszym żródłem informacji była miejscowa piekarnia i panie ekspedientki z Centrali rybnej. To były czasy!

Carola Dunn Kryminalne przypadki Daisy D. tom 10 i 11 - kupiłam kompletnie bez sensu, ale przeczytałam maleńki fragment w Inmedio i nie mogłam się oprzeć. Lubię takie klimaty i szatę graficzną. Chciałabym móc przeczytać całość.

Joanna Chmielewska Zbrodnia w efekcie - już przeczytana i opisana, ale nie mogłam nie kupić. Mam wszystkie powieści autorki i nawet, jeżeli ostatnio psioczyłam, to i tak ją kocham nad życie.

Czerwone piekło. Cała prawda o Korei Północnej - reżimy mnie przerażają i cieszę się, że tylko o nich czytam.

 

Oprócz książek mam też dwa nowe cudne "bibliomisie", które widać na fotce. Jeszcze nie mają imion. Może ktoś ma jakiś pomysł?



Kupione, wypożyczone, wylosowane, sprezentowane

bookfa

Jak zwykle przyjechały ze mną z wakacji książki. Niektóre u mnie zamieszkają, niektóre są tylko z dłuższą wizytą, ale cieszę się ze wszystkich. Niech się same przedstawią...

A ponieważ wygląda na to, że chyba jakiś czas będę miała więcej czasu na czytanie, to mają szansę nie utknąć na wieki w kolejce. Jes!

 

Niewiele brakowało, a byłby to wpis tragiczny

bookfa

Nie nastąpił koniec świata, ani koniec Świata książki. Tego pierwszego i tak się nie spodziewałam, natomiast ten drugi był nawet bardzo prawdopodobny. Nie chciało mi się w to wierzyć do końca, ale kiedy na gdańskiej starówce zobaczyłam zamknięte na głucho drzwi i okiennice Weltbild, coś mnie ścisnęło w środku. Kartka przyklejona do drzwi informowała wielkimi czerwonymi kulfonami, że to już koniec. LIKWIDACJA.

No i zrobiło mi się jakoś tak jeszcze bardziej przykro niż w grudniu, na Świętojańskiej w Gdyni. Likwidacja stała się faktem.

I oto nagle któregoś dnia czytam na blogu wszystkowiedzącego (najszybciej) tommyknockera, że ktoś kupił Świat Książki, i mimo że sprawa wyglądała już naprawdę na beznadziejną, to jednak nie pozwolono pójść wydawnictwu na dno, jak przysłowiowemu Titanicowi. Sprawdziłam na stronie Bukowego Lasu, czy to rzeczywiście prawda, bo nagle wszystko wydało mi się zbyt piękne, żeby mogło być prawdziwe.

I oto co znalazłam na ich stronie internetowej w zakładce „wydarzenia”:

Uprzejmie informujemy, że Wydawnictwo Bukowy Las nabyło prawa własności do Wydawnictwa Świat Książki, jego licencji wydawniczych oraz marki.

Planowane jest zachowanie odrębnego profilu Świata Książki z obecną linią programową i planem wydawniczym oraz jak najszybsze wznowienie jego działalności.

 

I tak  moja ostatnia paczka ze Świata Książki (za którą bardzo, bardzo dziękuję tą drogą), zamiast być pożegnalną, oblaną łzami żalu, stała się paczką, z której mogę się po prostu dziko cieszyć. A ile w niej smakołyków! Sama nie wiem, z czego cieszę się najbardziej...

Oczywiście nie wszystkie udało mi się od razu zabrać do domu. I to nie z powodu za małej walizki, tylko rodzicielki, która oczywiście natychmiast miała ochotę wszystko czytać. Utknęła jednak przy wspomnieniach Eustachego Sapiehy, ledwie skończyła, od razu zaczęła je czytać po raz drugi.

Myślami jeszcze gdzie indziej

bookfa

 

Wczoraj późnym wieczorem wróciłam do domu. Nie lubię się rozpakowywać (pakować też nie), ale rozpakowywanie siaty z książkami należy do prawdziwych przyjemności.

Czas się pochwalić co przytargałam ze sobą. Plan był taki jak zwykle; zero paniki w księgarniach, spokojnie wszystko obejrzeć, wyjść na kawę latte, potem wrócić i wtedy kupić co nieco. Pierwszego dnia trzymałam się planu, potem, jak zwykle miotałam się po księgarniach i chciałam kupić prawie wszystko i najlepiej od razu.

Po tygodniu moje zbiory powiększyły się o pięciu Szwedów, dwie książki z Mazurami jako miejscem akcji, co uznałam za zrządzenie losu, bo za kilka dni miałam się przecież udać właśnie na Mazury.

Potem dokupiłam jeszcze kilkanaście, w tym kilka e-booków. Dużą niespodzianką było wznowienie powieści Stanisławy Fleszarowej-Muskat w postaci serii pocket. Niedrogie wydanie, w nowoczesnej szacie graficznej, z bardzo sympatyczną rekomendacją Małgorzaty Kalicińskiej. Mam nadzieję, że odkryje ją młode pokolenie czytelniczek i zachwyci się nią tak jak ja w latach siedemdziesiątych, kiedy to znalazłam Kochanków Róży Wiatrów (tak, tak, zafascynował mnie wówczas tytuł) w biblioteczce mojej mamy. Potem polowałam na jej kolejne książki, a teraz okazuje się, że chyba ze trzy z jej powieści przegapiłam(!!!). Mam nadzieję, że uda mi się je kupić przy okazji kolejnej wizyty w ojczyźnie.

Wszystkie tytuły poniżej zostały u mamy, która skarży się, że nie ma co czytać, kupować nie chce, a pożyczać w bibliotece nie lubi, bo trzeba pilnować terminów zwrotu, a na nowości trzeba czekać w nieskończoność.

 

Książki wydane przez Świat Książki (oprócz Sonaty dla Miriam, która jest przezentem) kupiłam z wakacyjnej oferty wydawnictwa dzięki uprzejmości mojej krakowskiej przyjaciółki, za co bardzo dziękuję po raz kolejny. Dzięki niej jestem też WRESZCIE szczęśliwą posiadaczką Króla Manhattanu Makowieckiego, ktorego niestety, dziwnym zbiegiem okoliczności, nie ma na fotkach. Drwal Witkowskiego to dar od mojego Ulubionego Kuzyna. On zawsze wie czym mnie obdarować, żeby wzbudzić mój zachwyt.

 

Nie szkodzi, że wcale nie mam już miejsca na półkach

bookfa

Wieki całe nie chwaliłam się tym co mi przybyło do biblioteczki, ktora już dawno pękła w szwach. Nadrabiam to niedociągnięcie.

Oprócz ostatnio recenzowanych Gutowskiej-Adamczyk, Dibbena i Bennewicza (tej ostatniej pozbyłam się, hm... dość lekkomyślnie w drodze losowania), mój zbiór powiększył się o kilka kolejnych, którymi zaraz będę się chwalić. Niektóre z nich kupiłam w antykwariacie Erikshjälpen, niektóre przyszły pocztą, dwie wzięłam z okna wystawowego SV za darmo, a jedną zamówiłam w księgarni internetowej.

 

Dwie pierwsze, o których napiszę znalazłam będąc na kursie. Stosy książek leżały w oknie wystawowym SV, przeznaczone do wzięcia, pożyczenia lub wymiany. Wzięłam więc dwie, po prostu nie mogłam im się oprzeć. Allan Bennett napisał książkę Drottningen vänder blad (The Uncommon Reader), w której główne role przypadły angielskiej królowej i bibliobusowi, do którego trafiła spacerując z psami. Słyszałam już o tej książce wcześniej, na bibliotecznym śniadaniu z książką, które od czasu do czasu sobie organizujemy w pracy. Nie mogłam uwierzyć, że leży sobie w oknie i nikt jej nie wziął. Musiała widocznie czekać na mnie. Oprócz niej wzięłam sobie jeszcze Sommarljuss Jona Kalmana Stefanssona, islandzkiego pisarza nagrodzonego za tę właśnie powieść. Zapowiada się bardzo interesująco. Na kolejne zajęcia kursu wybrałam trzy książki z własnych zbiorów, które położyłam w wystawowym oknie. Nie miałam sumienia tak po prostu wziąć sobie dwóch i nie dać nic w zamian. Dając trzy za dwie, poczułam się od razu lepiej.

Kolejna wśród prezentowanych grzbietów, to już wcześniej recenzowana przeze mnie Sprawa zaginionych książek Iana Sansoma. Wyszła w wydaniu kieszonkowym, a ja, zachwycona nią, po prostu musiałam ją mieć na własność, więc zamówiłam i mam.

Anders De La Motte, to najprawdopodobniej nazwisko warte zapamiętania. [geim], to jego debiut, bardzo udany, bo nagrodzony przez Svenska Deckarakademin, jako najlepszy debiut roku 2010. Jeszcze nie czytałam, choć ukazała się już nawet kontynuacja p.t. [buzz]. Wydanie kieszonkowe świadczy o tym, że książka ma wzięcie, a mnie na dodatek, udało się kupić ją za grosze w antykwariacie.

Änglavakter, to trzecia powieść Kristiny Ohlsson, wydanie szwedzkie. Pierwszą mam po polsku, drugiej nie mam wcale (na razie!). Też wresja kieszonkowa i też za grosze w antykwariacie.

Kolejna nowość w mojej biblioteczce to Eva Jurija Woronina i Rinata Wałujewa. Wydana przez jeszcze mało znane wydawnictwo CEL, które może się pochwalić dopiero kilkoma pozycjami na swym koncie, ale dla rusofila bardzo interesującymi. Eva to historia kobiety, która dotarła na szczyt polityczny i biznesowy. Na okładce można przeczytać, że nie jest to książka o Julii Tymoszenko, choć losy obu kobiet są bardzo podobne. Dla mnie historia Tymoszenko, kobiety znikąd, której udało się wydać córkę za angielskiego arystokratę, dojść do wielkich pieniędzy i zrobić polityczną karierę w kraju, gdzie kobiety w polityce są rzadkością, jest zagadką. Chętnie się dowiem „jak to się robi”.

Jedz, módl się, jedz czyli jak przypadkiem znalazłem spokój, równowagę i oświecenie Michaela Bootha będzie świetnym aneksem do podróży mojej córki po Indiach i jej opowieści co tam przeżyła i zobaczyła. Zdjęcia i filmiki, na których uwieczniła wprost nieprawdopodobną egzotykę rozbudziły moją ciekawość. Można z niej też podobno dowiedzieć się czegoś o facetach 40+, a to temat, który nie jest mi obojętny z osobistego punktu widzenia. Mam takiego faceta w domu i coraz częściej wrażenie, że nie znam się nic a nic na męskiej logice. Książka podobno iskrzy humorem i autoironią, czyli to jest coś akurat dla mnie.

Wyklęte pokolenia Janusza Rolickiego właśnie czytam. Wspaniała saga rodzinna, ciągnąca się od 1864 roku aż do 1945, na Ukrainie, w Rosji, na Syberii i w Polsce. Jest to powieść o Polakach i polskości, tęsknocie i rozdarciu. Jeżeli mieszka się za granicą, myślę, ze odbiera się ją chyba w sposób szczególny. Napiszę o niej obszerniej wkrótce, po przeczytaniu całości.

Dwie ostatnie, to perły rodem z PWN. Jeżeli jakieś wydawnictwo gwarantuje wysoki poziom tego co wydaje, to jest to dla mnie właśnie PWN. Arystokracja. Polskie rody Marcina K. Schrimera i Dobre maniery w przedwojennej Polsce Marii Barbasiewicz, to fantastyczne opracowania z imponującą bibliografią, pięknie wydane, a ilością fotografii (zwłaszcza ta pierwsza wymieniona) przypominające pamiątkowy album rodzinny. Przejrzałam je dokładnie od razu po rozpakowaniu paczki trzęsącymi się z emocji rękami, a wkrótce przeczytam powoli i dokładnie, delektując się i treścią i fotkami. Fantastycznie lekkostrawna lekcja historii gwarantowana. Podobnie było w przypadku recenzowanych kiedyś przeze mnie, dwóch pozycji PWN o okresie międzywojennym.

 No i kto by w takiej sytuacji przejmował się brakiem miejsca?

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci