Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

przeczytane w pracy

Super bajka o Super-Charliem

bookfa

Camilla Läckberg

Super-Charlie i złodziej pluszaków

Tukan förlag, 2012, stron 36

Do tej pory nie przeczytałam ani jednego kryminału Camilli Läckberg. Natomiast z historyjkami dla dzieci o cudownym pod każdym względem Charliem jestem na bieżąco i czytam je w bibliotece jako jedna z pierwszych. Przypomnę, że Charlie jest niezwykłym dzieckiem, Charlie jest super, bo wkrótce po urodzeniu spadł na niego gwiezdny pył. Umie oczywiście chodzić, a nawet latać, umie mówić, zmieniać sobie pieluchy, zrobić sobie kanapkę kiedy jest głodny. Udaje jednak zwykłego, raczkującego dzidziusia, który ślini się i gaworzy, bo właśnie tego oczekują od niego dorośli. Jego tajemnicę, oczywiście zupełnie przypadkiem, odkryła kiedyś babcia, ale nie zdradziła jej nikomu. W tym tomie Charlie próbuje wytrenować sobie słuch absolutny, co nie jest wcale takie proste nawet dla kogoś takiego super pod każdym względem jak Charlie.

Od razu kupiliśmy dwa egzemplarze, bo kiedy kupiliśmy pierwszą bajkę o Charliem, to ustawiła się po nią tak długa kolejka, że musieliśmy i tak zaraz kupić drugi egzemplarz, żeby trochę skrócić kolejkę i dać dzieciakom szansę na przeczytanie Charliego zanim osiągną wiek dojrzały. Drugi tom pod tytułem Super-Charlie i złodziej pluszaków podobał mi się tak samo jak pierwszy.

W nocy ktoś zakradł się do pokoju starszej siostry Charliego i ukradł jej ulubionego pluszaka. Kiedy cały dom zostaje przewrócony do góry nogami, a mimo to pluszak się nie znajduje, tata policjant obiecuje śledztwo i  wytropienie złodzieja. Ponieważ wyników śledztwa brak, Super-Charlie razem z bacią prowadzą śledztwo na własną rękę i to właśnie Charlie dzięki swoim talentom odkrywa kto jest złodziejem. Oczywiście okazuje się być nim ktoś poza wszelkim podejrzeniem. Nawet ja osłupiałam kiedy złodziej został zdemaskowany.

Jestem po raz kolejny pełna podziwu dla Camilli Läckberg za jej pomysłowość. Po książeczkę sięgną z takim samym zainteresowaniem dzieci jak i dorośli i każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Także w tej bajce dorośli wyczytają między wierszami sporo o prywatnym życiu autorki.

Camilla Läckberg jest pisarką bardzo znaną i bardzo bogatą, a może nawet bardziej bogatą niż znaną? Jej życie śledzone jest przez Szwedów tak samo jak życie innych celebrytów i rodziny królewskiej. Wiadomo, że Camilla niedawno rozwiodła się z Martinem, czyli powieściowym tatą - policjantem. Nie ma więc już nawet w tej książce zdjęcia ślubnego Camilli i Martina, które wisiało na ścianie w pierwszym tomie o Charliem. Tak więc dzieci ucieszą się, że złodziej został złapany, a dorośli dowiedzą się co słychać u autorki. Do tego wszystkiego ABSOLUTNIE fantastyczne i pełne humoru ilustracje Millis Sarri. Mam nadzieję, że książka ukaże się też wkrótce w Polsce, zwłaszcza, że już wkrótce szwedzki Tukan wyda trzeci tom przygód Charliego pod tytułem Super-Charlie i tajemnica babci.

Ciekawostka: do Iphona i Ipada istnieją darmowe gry Super-Charlie.

7/10

Autorka czyta fragment drugiej części (warto zobaczyć, choćby ze względu na możliwość obejrzenia ilustracji) :

 

To się nazywa "liznąć temat"

bookfa

Beata Agnieszka Konar

Kiedy mama wyjechała

Gryf Förlag, 2012, stron 31



No to przeczytałam drugą książkę Beaty Konar, „Kiedy mama wyjechała”. Osiem rozdziałów, całe 26 stron! Czy to w ogóle można nazwać książką? Po przeczytaniu pierwszej, "Natashan", napisałam entuzjastyczną recenzję i oczekiwałam czegoś podobnego, a tu taki zawód!

Szaty graficznej nie będę się tym razem czepiać, jest doskonała. Nie wiem czy można lepiej zilustrować to, że strach ma wielkie oczy.

Historia opisana na tych 26 stronach, zaczyna się w momencie, kiedy mama mówi Paulince, że musi musi wyjechać slużbowo na kilka tygodni i w tym czasie Paulinka zamieszka u koleżanki.  Nie chodzi oczywiście o żaden wyjazd służbowy tylko o pobyt w szpitalu i czekającą mamę operację. Rodzice Paulinki niedawno się rozwiedli i dziewczynka bardzo tęskni za tatą. Jest bardzo zawiedziona, że pod nieobecność mamy z nim nie zamieszka. Wyjazd mamy i przeprowadzka do koleżanki, która wcale się z tego nie cieszy i okazuje to na każdym kroku, powoduje, że Paulinka czuje się bardzo samotna, jeszcze bardziej się boi i tęskni. A jest pozostawiona ze swoim strachem właściwie zupełnie sama. Te 26 stron, to maksymalnie skondensowana opowiastka o tym, jak się kłamie dla „dobra dziecka” i nic więcej. Po „Natashan” spodziewałam się bardziej pedagogicznej historii z kluczem, która jednocześnie pokaże dzieciom, że nie taki diabeł straszny i dorosłym, jak postępować w tego typu sytuacjach kryzysowych. Dostałam jednak tylko mało edukacyjną historyjkę o tym, jak nie powinno się załatwiać życiowo ważnych spraw. Fakt, że czytelnik dowie się jak nie należy robić, nie jest niestety jednoznaczny z tym, że będzie wiedział jak powinien postąpić. Raczej na pewno nie będzie wiedział i z tej broszurki na pewno się tego nie dowie.

Seria ma być kontynuowana. Mam nadzieję, że będzie bardziej przypominać tom pierwszy tej serii, niż drugi, który mnie po prostu rozczarował. Zupełnie nie tego się spodziewałam.

4/10

 

Świat według przedszkolaka

bookfa

Beata Agnieszka Konar

Natashan

Gryf Förlag, 2011, stron 84

 

Czytanie Natashan należałoby zacząć od obłożenia jej w papier. Może być nawet szary, i tak będzie lepszy od oryginalnej okładki. Gdyby była to książka o wampirach czy innych potworach, to byłoby ok. Ale nie jest. Na co więc i po co z okładki straszy gromada niebieskich i fioletowych postaci o wyłupiastych, czerwonych oczach w towarzystwie czterozębnego, zielonego potwora o wielkiej paszczy?

Natashan to fantastyczna książka edukacyjna dla dzieci i rodziców, doskonale osadzona w szwedzkich realiach. Autorka sugeruje, że grupa odbiorcza, to dzieci w wieku od lat pięciu do dziesięciu. Ja bym jednak obniżyła tę granicę, powiedzmy do lat ośmiu. Myślę, że starsze dzieci nazwą Natashan dziecinną. Jednak dla dzieci, które już dorosły i mają własne dzieci, będzie to znowu świetna lektura. Bardzo pouczająca. Bez moralizowania i mentorskiego tonu autorka pisze o sprawach życiowo ważnych dla kilkulatków, dla których mama i tata przestają już być całym światem.

Książeczka składa się z kilkunastu krótkich rozdziałów, a każdy z nich przemyca wiele mądrych treści zarówno dla dzieci jak i dorosłych. W bardzo umiejętny sposób tłumaczy wiele ważnych i często trudnych spraw, jak przyjaźń, zaufanie, choroba, starość czy śmierć. Każdy rozdział to materiał przygotowujący do dyskusji o życiu, w sposób odpowiedni dla poziomu kilkulatka. Dla dorosłego czytelnika, to świetne przypomnienie tego, jak wół sam cielęciem był, bo wielu niestety skutecznie o tym zapomniało.

Bohaterka książeczki Natasha, ma prawie sześć lat. Mieszka w Szwecji, jej mama jest Polką, a tata Serbem. Jak to się tutaj u nas określa, pochodzi z rodziny wielokulturowej.

 „Jestem trochę Szwedką, ponieważ urodziłam się i mieszkam tutaj. Jestem trochę Polką, jak mama,  dziadek i babcia, trochę Serbką jak tata i jego rodzice. Jestem też trochę Chorwatką, bo dziadkowie, rodzice taty, mają domek letniskowy w Chorwacji i tam jest pięknie latem. Jestem także trochę Afrykanką czy też może Amerykanką? (…) Amerykanką, bo w kraju gdzie mówi się I love you, mieszka młodszy brat dziadka, Włodek. Jestem też trochę Francuzką, bo we Francji mieszkają wszyscy kuzyni mamy.”

 Natasha czuje się bardzo samotna. Jej najlepsi przyjaciele z przedszkola zaczęli właśnie chodzić do szkoły, dziadek wydaje się myśleć, że inne dzieci w jej wieku są lepsze i mądrzejsze, a rodzice uważają, że najbardziej ze wszystkiego lubi być niegrzeczną. Natasha jest narratorką tej opowieści i autorce należą się duże brawa, za to, że tak umiejętnie i wiarygodnie umiała spojrzeć na świat oczami przedszkolaka.

Beata Agnieszka Konar, to według mnie kobieta-orkiestra. Pisarka, dziennikarka, producentka i filmowiec. Zaimponowała mi swoimi umiejętnościami pedagogicznymi, intuicją oraz wrażliwością na problemy kilkulatków, które wielu dorosłych uważa za mało, lub zupełnie nieistotne. Autorka należy do tej stosunkowo niewielkiej grupy, która nie zapomniała jak to było być cielęciem i tylko dlatego potrafiła napisać tak wspaniale i bezboleśnie pouczającą książkę, którą chce się czytać.

Natashan to debiut autorki, pierwsza z zaplanowanej serii książek o sprawach ważnych i trudnych, do wspólnego czytania dla dzieci i dorosłych.

Właśnie ukazała się jej następna książka Kiedy mama wyjechała, a kolejna, Teresa, Leo i zaginiony dziadek już się pisze. Wszystkie wydane przez wydawnictwo Gryf, założone przez samą autorkę. Najprawdopodobniej było jej szkoda czasu na pukanie do drzwi wydawnictw i przekonywanie, że  książkę Natashan naprawdę warto wydać, została więc także wydawcą. A nie mówiłam, że to kobieta-orkiestra?

 

Tłustym drukiem fragment książki. 

7/10

 

Ostrożnie z lustrem!

bookfa

Mårten Sandén

Ett hus utan speglar (Dom bez luster)

Raben&Sjögren, 2012, stron 155

 

Ett hus utan speglar czyli Dom bez luster, to świetna powieść dla starszych dzieci i... dorosłych, a według mnie zwłaszcza dla dorosłych. Pełna smutku, tajemnicza i wieloznaczna. To opowieść o zawiści, pazerności, żałobie i śmierci. Daje sporo do myślenia.

 

 

Tytułowy dom bez luster, to dom Henrietty, ciotki jedenastoletniej Thomasiny. Krewni starej i bardzo chorej Henrietty zebrali się w domu z różnych względów, jedni z troski o nią, inni z powodu spadku, na który liczą po jej śmierci.

Dom jest bardzo duży i pełen ciemnych zakamarków, idealny do zabawy w chowanego. Henrietta i jej kuzynostwo często bawią się właśnie w chowanego, ale nie dlatego, że dom jest do tego idealny, tylko dlatego, że to jedyna wspólna zabawa, która im się udaje. Najmłodsza z kuzynostwa, Signe, nie odzywa się do nikogo, jest zamknięta w sobie i jakaś wiecznie nieobecna duchem, jej brat Erland to mały, złośliwy typ, który cieszy się tylko wtedy, kiedy komuś dokuczy. Wilma, to pełna kompleksów mała snobka, wiecznie z siebie niezadowolona i zazdroszcząca wszystkiego swoim szkolnym koleżankom.

Najmłodsza Signe nagle znika w trakcie jednej z zabaw w chowanego, a kiedy się odnajduje jest jakaś odmieniona. Okazuje się, że Signe znalazła pokój pełen luster i spotkała w nim dziwną dziewczynkę, jakby z innej epoki. Spotkanie tajemniczej dziewczynki o imieniu Hetty jest początkiem trudnych do wyjaśnienia zdarzeń. I chociaż można przewidzieć w jakim kierunku zmierza powieść i jakie są zamiary autora, to jednak do końca trzyma czytelnika w niepewności i mnoży pytania.

Ile można zobaczyć w lustrze?

Odbicie lustrzane pokazuje tylko część prawdy?

Dzieci są lustrzanym odbiciem swoich rodziców?

Wisienką na torcie są wspaniałe czarno-białe ilustracje, których autorką jest Moa Schulman.

 

8/10

 

Nawet jeżeli pisać każdy może, to dla dzieci niekoniecznie każdy powinien

bookfa

Katarina Mazetti

Spöken och spioner (Duchy i szpiedzy)

Alfabeta, 2012, stron 157

 

Katarina Mazetti, jak kilku innych znanych szwedzkich pisarzy przed nią, zaczęła pisać też dla dzieci. Wspomniałam o tej książce we wpisie o targach w Göteborgu, pora na obiecane więcej.

Duchy i szpiedzy, to początek serii sensacyjnych książek dla starszych dzieci. Autorka zdążyła napisać już nawet kolejną, Dzikusy i wombaty.

Zachwycać się niestety nie będę. Okazuje się, że jeżeli się pisze dobre powieści dla dorosłych, nie znaczy to wcale, że będzie podobnie z powieściami dla dzieci. Dla dorosłych napisała już kilka, z których Facet z grobu obok, została nawet sfilmowana i film odniósł spory sukces. Jako ciekawostkę dodam, że główna bohaterka sfilmowanej powieści jest bibliotekarką.

Ktoś kiedyś powiedział, że dla dzieci pisze się tak samo jak dla dorosłych, tylko trudniej. Czytając Duchy i szpiegów dochodzę do wniosku, że w tym przypadku to się sprawdziło. Autorka tego nie udźwignęła.

Zapowiada się niby nieźle. Czwórka spokrewnionych ze sobą dzieciaków, w wieku od lat 9 do 12 przyjeżdża w wakacje na prawie bezludną wysepkę jednego ze szwedzkich archipelagów. Jedynymi mieszkańcami wyspy są swobodnie hasający sobie po niej kucyk i ciotka tej czwórki, artystka tworząca bliżej nieokreślone dzieła z blachy i sznurka. Jak na ekscentryczną artystkę przystało, ciotka nie za bardzo radzi sobie z obowiązkami opiekunki i pozostawia dzieciom więcej swobody niżby wypadało. Dzieciarnia cieszy się latem, pięknym miejscem i swobodą. Jeden z bohaterów, francuski kuzyn Alex zamierza zostać w przyszłości znanym kucharzem, więc pichci reszcie różne frykasy (kilka przepisów jest nawet na końcu książki). I całe szczęście, inaczej całej czwórce groziłaby śmierć głodowa. Ciotka nie gotuje, nie ma nawet lodówki. Nie ma też łazienki, bieżącej wody, ani nawet prądu. Zagadka kryminalna pojawia się w momencie, kiedy ze spiżarni w tajemniczy sposób znika jedzenie. Kuzynostwo zaczyna więc prowadzić śledztwo. Od tej pory jest nudno, płasko i byle jak. Na dodatek propagandowo, anty-rasistowsko i anty-piracko, a mimo to mało wychowawczo.

Ponieważ każdy zasługuje na drugą szansę, przeczytam jeszcze Dzikusy i wombaty.

 

4/10

 

Więcej do oglądania niż do czytania, a z każdej strony wieje grozą

bookfa

Neil Gaiman

Koralina

Epix Bokförlag AB, 2011, stron 192

Koralina ma swoje kolejne pięć minut. W 2002 została wydana książka, w 2009 powstał film, a zaraz po nim także teatralne adaptacje.

Nasz gdański kolega zrobił mojej młodszej córce urodzinowy prezent w postaci biletów na spektakl w gdańskim teatrze Miniatura. Poszłyśmy więc do teatru obejrzeć teatralną wersję Koraliny i wyszłyśmy z niego bardzo ukontentowane. Inscenizacja bardzo nam się podobała. Potem, zajadając się lodami w Galerii Bałtyckiej, moje rozgorączkowane dziecko opowiadało mi z zapałem co lepsze fragmenty po raz kolejny. To, że podczas przedstawienia siedziałam obok, nie miało żadnego znaczenia.

Teraz trafiła do rąk czytelników komiksowa wersja Koraliny. Świetne ilustracje pobudzające wyobraźnię idealnie współgrają z dość niesamowitą fabułą.

Koralina wprowadza się do starego, zaniedbanego domu wraz z rodzicami, którzy zajęci pracą nie poświęcają córce tyle czasu ile ona by chciała. Koralina zaczyna więc wędrówki po domu i wgłąb zapuszczonego ogrodu. W czasie jednej z wypraw po domu trafia na tajemnicze drzwi, prowadzące podobno do nikąd. Kiedy odkrywa, że trafia do świata podobnego do tego, w którym mieszka, z drugimi, na pierwszy rzut oka, bardziej troskliwymi rodzicami ma zamiar tam zostać. Jednak szybko przekonuje się, że to tylko pozory i postanawia wrócić do swojego prawdziwego domu. Tam odkrywa, że rodzice zniknęli. Odzyskanie ich oznacza bezwzględną walkę na śmierć i życie z "drugą" matką.

Jak to zwykle w bajkach bywa, nawet tych najstraszniejszych, wszystko skończy się dobrze, choć nie ten przewidywalny koniec jest najważniejszy, tylko to co się wydarzy zanim „będą żyli długo i szczęśliwie”.

6/10

 

Zalety nieumiejętności czytania

bookfa

Johanna Thydell

Han tänkte på dem som färger (Myślał o nich jak o barwach)

Novellix, 2011, stron 28

Johanna Thydell to moja ulubiona pisarka młodego pokolenia, od samego debiutu a nawet wcześniej. Pochodzi z mojej miesciny i dzieki temu, przez kilka lat, miałam przyjemność czytać jej felietony w naszej lokalnej gazecie. Wpadła mi w oko świetnym stylem i nieczęsto spotykaną gietkością pióra. Biorąc pod uwagę jej młody wiek, od razu mój nos mi podpowiedział, że oto pojawił się wielki talent. Przepowiadałam jej błyskotliwą karierę i nie pomyliłam się. Jej debiutancka powieść „I taket lyser stjärnorna” zgarnęła najbardziej pożądaną szwedzką nagrodę literacką, Augustpriset. Do tej pory przetłumaczono tę powieść na dwanaście języków a także przeniesiono ją na ekran.

Z dnia na dzień stała się sławna a nie była na to wcale przygotowana. Po debiucie, powieści dla młodzieży z wątkami autobiograficznymi, nastąpiła dość długa przerwa. Następna powieść „Det fattas en tärning” to kolejny sukces. Nad jedną i drugą wylewałam łzy, choć nad pierwszą jednak więcej. Trzecia powieść „Ursäkta att man vill bli lite älskad” to kolejna niespodzianka. Nareszcie żadnego powodu do łez. Powieść z życia zakochujących się po raz pierwszy nastolatków. Tą powieścią udowodniła sobie (bo czytelnikom wcale nie musiała), że potrafi sprostać oczekiwaniom, że sukces jej debiutu to nie kwestia szcześcia i przypadku.

foto Mia Carlsson

Miałam okazję spotkać ją kilka razy. Przesympatyczna, wrazliwa dziewczyna, której smakowało moje ciasto czekoladowe. Prowadziła kiedyś w naszej bibliotece wakacyjny kurs kreatywnego pisania dla młodzieży, do dziś ciepło wspominany przez moją starszą córkę.  To są zalety małych mieścin, pisarze na wyciągnięcie ręki.

Teraz zaskoczyła mnie (i pewnie nie tylko mnie) po raz kolejny.  Krótkie opowiadanie „Han tänkte på dem som färger” zaskoczyło mnie intensywnością uczuć. Na dwudziestu ośmiu stronach, które  czytałam od poczatku kilka razy bo za każdym razem kiedy brałam je do ręki żeby dokończyć, stwierdzałam, że jest tak krótkie, że mogę je przeczytać całe naraz i zaczynałam od początku. Potem po raz kolejny okazywało się, że znów nie zdążę przeczytać całości i tak w kółko. Po prostu nie umiem czytać opowiadań. Jednak dzięki temu odkryłam więcej istotnych szczegółów, na które nie zwróciłabym pewnie większej uwagi, czytając je tylko raz. Narratorem jest nieznany nawet z imienia młody, utalentowany plastycznie chłopak, skazany na utratę bliskiej osoby, skupiony na wspomnieniach z dzieciństwa i unikaniu budowania bliższych relacji z kimkolwiek. Całość napisana fantastycznie mistycznym językiem, niejednoznaczna na tyle, że za każdym razem trochę inaczej smakuje się niektóre szczegóły. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że autorka po raz kolejny próbuje rozliczyć się z bolesną przeszłością mimo, że głównym bohaterem jest bezimienny on, nazywany pieszczotliwie w dzieciństwie przez matkę ”Ettan”. Jak widać, niektóre rany goją się wyjątkowo długo i opornie.

7/10

Rzecz o zawartości szaf

bookfa

Ebba von Sydow

Kungligt snygg (Królewsko piękna)

Bonnier Fakta, 2011, stron 160

Za sto lat może to być całkiem interesująca książka. Dziś niestety kojarzy mi się raczej z podręcznikiem dla plotkarzy. Kto, gdzie i jak wyglądał, w co był ubrany, kto szył kreację itd... Biorąc jednak pod uwagę niezwykłą dziś u nas popularność blogów outfit, znajdzie pewnie spore grono czytelników albo przynajmniej zaciekawionych oglądaczy.

Stworzyć stusześćdziesięciostronicowe, bogato ilustrowane dzieło o tym jak ubierają się wpółczesne arystokratki to raczej inwestycja na przyszłość. Kiedyś będzie to pewnie kopalnia wiedzy o naszych czasach, modzie i zwyczajach, ze szczególnym uwzględnieniem koronowanych głów. Z niej dowiedziałam się, że królewski dress code to między innymi kapelusz na głowie i niepomalowane paznokcie, kiedy jej królewska wysokość raczy się udawać z oficjalną wizytą, bez skandalu obyczajowego, który mógłby zatrząść królewskimi dworami.

Ebba von Sydow (z tych von Sydow, Max von Sydow to jej rodzina) potraktowała rzecz niezwykle poważnie, przyjrzała się detalom garderoby kilkunastu królowych, księżnych i księżniczek, także tych jeszcze małoletnich. Najsłynniejsze First Ladys czyli Jackie Kennedy i Michelle Obama też miały zaszczyt zostać poddane wnikliwej analizie autorki.

Za sporą przesadę uważam umieszczenie podobizny autorki na okładce książki oraz na początku każdego nowego rozdziału. Bohaterki opisane przez autorkę musiały zadowolić się tyłem okładki.

Przekartkowałam bo niestety nie dałam rady czytać o kolejnych kreacjach wielkich projektantów za bajońskie sumy. Książka wydana tak bardzo starannie, że sama pcha się w ręce. Na pewno znajdzie grono zachwyconych odbiorców, do których ja się niestety nie zaliczam ale mimo to z ciekawością ją przejrzałam.

4/10

Moze nie ta Läckberg, ktorej mozna by sie bylo spodziewac

bookfa

Camilla Läckberg

Super-Charlie

Tukan förlag, 2011, stron 32

Moge sie pochwalic, ze wreszcie przeczytalam "cos" Läckberg. Nie jest to kryminal prosto z Fjällbacki, a bajeczka dla dzieci, o chlopczyku imieniem Charlie.

 Charlie jest niezwyklym dzieckiem, Charlie jest super, bo spadl na niego gwiezdny pyl. Umie latac, mowic, zmieniac sobie pieluchy, a nawet zrobic sobie kanapke kiedy jest glodny. Udaje jednak zwyklego, raczkujacego dzidziusia, ktory slini sie i gaworzy, bo tego oczekuja od niego dorosli. Jego tajemnice, oczywiscie zupelnie przypadkiem, odkrywa babcia, ale nie zdradza jej nikomu.

Charlie ma starsze rodzenstwo, brata i siostre. Tata jest policjantem, o mamie niewiele wiadomo. Jednak jak sie przyjrzec swietnym ilustracjom autorstwa Millis Sarri, to wyraznie widac, ze tata policjant to Martin Melin, policjant, ktory zablysnal na pare chwil, biorac udzial w reality show „Robinson”, potem zostal osobistym doradca Camilli Läckberg w sprawach kryminalnych, potrzebnych przy pisaniu powiesci, a nastepnie zostal jej kolejnym mezem. Martin jest tez tatusiem. Jego synek ma na imie Charlie i to wlasnie on jest bohaterem tej bajeczki. Mama jest oczywiscie sama Camilla Läckberg. Na jednej ze stron bajeczki, na scianie w pokoju dzieciecym wisi zdjecie slubne Camilli i Martina oraz pod spodem, Leifa G.W. Perssona (???). Rodzenstwo Charliego to dzieci Camilli z poprzedniego malzenstwa. Babcia to matka Camilli, a dziadek to ojciec Martina.

Autorce ilustracji udalo sie swietnie sportretowac rodzine Läckberg – Melin. Nie ma watpliwosci kto jest kim i, ze nie ma mowy o zadnym przypadku. Tym sposobem powstala ksiazeczka, ktora chetnie czytaja i dzieci i dorosli. Dla dzieci przeznaczona jest pouczajaca i zabawna historyjka o tym, jak poradzic sobie z paskudnym chlopakiem ze starszej klasy, ktory dokucza mlodszym . Dla rodzicow jest cala reszta, a obrazki podobaja sie wszystkim. Niedlugo bedzie tez do kupienia w Polsce. Mam nadzieje, ze wydawnictwo nie spaskudzi calosci i wyda ja z oryginalnymi ilustracjami, ktore sa w tym przypadku rownie wazne jak cala reszta.

Brawo dla Camilli Läckberg za swietny pomyl, zeby zarobic kolejne miliony. Tego jeszcze nie bylo.

7/10

Odpowiedzialnosc pilnie poszukiwana

bookfa

Torbjörn Flygt

Fiskplåt och bajsdrakar

 Tiden, 2007, stron 139

Torbjörn Flygt, laureat prestizowej nagrody Augustpris, zadebiutowal ta powiescia jako pisarz dla dzieci. I wystrzelil z grubej rury. Od poczatku lektury czulam lekki niepokoj.

Rodzice z dwojgiem dzieci wybieraja sie na wakacje. Kiedy mama, robiac zakupy na dworcu, nie zdazy wrocic przed odjazdem pociagu, nie wrozy to nic dobrego. Dzieci zostaja pod opieka ojca fajtlapy, ktory jest rownie przerazony nieobecnoscia zony co dzieci brakiem mamy. Mama ma przy sobie paszporty, pieniadze i bilety a pociag wlasnie rusza z Hamburga na poludnie Europy, do Wloch. Sytuacja wyglada dosc nieciekawie i przez wieksza czesc ksiazki dzieci sie boja, ze wszyscy zaraz zostana wyrzuceni z pociagu, ze mamie sie cos stalo i ze staruszek w sasiednim przedziale jest martwy.

Cale szczescie, ze powiesci dla dzieci nie zawsze sa do konca realistyczne a niektore watki czesto sie upraszcza. Inaczej pisarz zaplatalby sie po uszy probujac je wyjasnic a podroz nie mialaby szansy zakonczyc sie szczesliwie mimo wszystkich komplikacji.

Ja, jako dorosly czytelnik balam sie wszystkich ewentualnych konsekwencji i zal bylo mi dzieci. Cala podroz pociagiem odbyly w strachu, bez poczucia bezpieczenstwa, ktorego zrodlem zwykle bywaja rodzice, w towarzystwie ojca, nieodpowiedzialnego polidioty. Bo jak inaczej nazwac faceta, ktory np. bez grosza przy duszy, udaje sie do wagonu restauracyjnego, zamawia wystawny obiad suto podlewany winem i megalody dla wszystkich na deser a potem ulatnia sie z restauracji z mlodsza latorosla zostawiajac starsza z niezaplaconym rachunkiem w przekonaniu, ze na pewno jakos sobie poradzi?

Do tej pory nie czytalam ksiazki, w ktorej atmosfere strachu buduje sie na nieodpowiedzialnosci rodzicow. Mam nadzieje jednak, ze dzieci, ktore beda ja czytac beda bac sie mniej ode mnie.

4/10

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci