Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

am-am

Orgia smaków w towarzystwie Sherry

bookfa

Science 2.9

I selskab med Sherry

2013, stron 108

 

Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia pojechałam na premierę książki kucharskiej I selskab med Sherry (W towarzystwie Sherry). Miałam podziwiać kreatywność studentów klasy Science 2 i oczywiście skosztować małe co nieco przyrządzone przez przyszłych szefów kuchni, czyli mistrzów garnka i patelni z prawdziwego zdarzenia.

Książkę napisali i wydali studenci elitarnej klasy Science 2 ostatniego roku kopenhaskiej szkoły gastronomicznej, która jest podobno najlepszą szkołą tego typu w Europie i czwartą na świecie. Wsród studentów tej grupy jest nawet jeden polskiego pochodzenia, urodzony w Szwecji, więc tak się składa, że dużo lepiej gotuje niż mówi po polsku. 

Burza mózgów około trzydziestu kreatywnych młodych ludzi zainspirowanych południową Hiszpanią, Guernicą Picassa oraz słynną hiszpańską Sherry z regionu Jerez doprowadziła do powstania książki kucharskej jakiej jeszcze nie było. Wszystkie przedstawione w niej dania zawierają hiszpańską Sherry jako jeden ze składników, lub proszą się, żeby je popijać wybornymi Sherry prosto z Jerez. Nie miałam pojęcia, ze jest jej aż tyle rodzajów, od bardzo wytrawnych, aż po ciężkie, prawie oleiste o duszącym zapachu i smaku rodzynków i że tak je wszystkie lubię.

Studenci skontaktowali się z hiszpańską ambasadą prosząc o pomoc w realizacji tego projektu. Hiszpanom pomysł się bardzo spodobał. Pani ambasador urzędująca w Kopenhadze wzięła studentów pod swoje skrzydła, a efekt końcowy przerósł oczekiwania chyba nawet samych studentów. Do Kopenhagi dostarczono między innymi dziesiątki butelek Sherry Jerez, hiszpańskie sery i wędliny, które studenci wykorzystali do przyrządzenia wymyślonych przez siebie dań. O inicjatywie duńskich studentów, imprezie promującej książkę i o samej książce napisały podobno wszystkie hiszpańskie gazety o zasięgu ogólnokrajowym.

Impreza odbyła się w fantastycznej XIX-wiecznej sali kolumnowej w centrum Kopenhagi. Z dworca miałam do przejścia tylko kilkadziesiąt metrów. Mimo grudnia, było zupełnie wiosennie i mimo, że zapomniałam zabrać z domu i szalik i rękawiczki, to nawet przez chwilę nie było mi ich brak.

Na zaproszonych na połączoną z degustacją premierę książki czekały wspaniale zaopatrzone bufety, morze Sherry i stosy książek. Nie wiem nawet dokładnie ile dań było przygotowanych, ale próbowałam masę różności. Tu przysmaki z serami, tam ryby i owoce morza, a jeszcze gdzie indziej drób. Do picia nie było niczego, co nie zawierałoby alkoholu, nawet lody miały smak sherry. Orgia smaków i uczta dla oka. Wszystko tak pięknie zaaranżowane, że każde danie było prawdziwym dziełem sztuki. Wszystko na wykrochmalonych, olśniewająco białych obrusach i pięknej porcelanie.

 

Jedyne danie, na którym się nie poznałam. Gumowa ośmiornica, a do tego jakieś algi i inne wodorosty. Sos był ok, ale nie uratował całości.

Książka zatrzymała tę imprezę w czasie. Otwiera ją cytat z Henryka IV Williama Shakespeare'a: If I had a thousand sons, the first human principle I would teach tchem would be to forswear thin potations and dedicate themselves to Sherry.

Satynowa w dotyku okładka zachęca, żeby do niej zaglądać i przypominać sobie od czasu do czasu to kilkugodzinne niebo w gębie. Bardzo ciekawie wydana pozycja. Kilkadziesiąt przepisów autorskich, opisy dań, gawędy o hiszpańskich inspiracjach i sherry oraz dossier każdego ze studentów. Oprócz tego, masa genialnie zaaranżowanych fotografii wykonanych przez studentów Kopenhaskiej Szkoły Technicznej. Na nich autorzy dań nie tylko przy pracy, a same dania zaprezentowane w bardzo nowatorski sposób. Wszystkie ilustracje wyświetlano przez cały czas na wielkim telebimie.

Książka na dziesiątkę! Okazało się, że wcale mi nie przeszkadza, że jest wydana w języku duńskim.

10/10

 

fbfbfb72

Ciacha na lato

bookfa

Cecilia Vikbladh

Sju sorters sommarkakor

Ica Bokforlag, stron 126, 2012

Okładka w słonecznie żółtą krateczkę i smakowite słodkości przyciągnęły mój wzrok. A jak zajrzałam do środka i zobaczyłam fotki tych wszystkich ciach i ciasteczek w letniej scenerii, to się poddałam, mimo, że dość twarda jestem w tej kwestii.

Już same tytuły poszczególnych rozdziałów są sprytnym zabiegiem, żeby włączyć wyobraźnię i nabrać ochoty na coś słodkiego, na dodatek nieznanego do tej pory, np. Brzęczenie trzmieli i morskie kąpiele, Torty pachnące latem. Jak się do tego doda zapewnienia autorki, że lato jest od tego, żeby siedzieć nad rzeką lub na piaszczystej plaży i opychać się pysznymi, muskającymi podniebienie ciastami, popijając je domowej roboty sokiem, to nabiera się od razu ochoty żeby coś z tego upiec, a potem poszukać najbliższej plaży. Nie ma co prawda ani słowa o osach, które nas przy tej okazji opadną, ponieważ jest ich w tym roku wyjątkowo dużo, ale kto by się przejmował osami?

W książce są dziesiątki przepisów na pyszności z owocami, waniliowym kremem, migdałami, czekoladą oraz przepisy na dość nietypowe wypieki, np. z lawendą lub lawendowym cukrem, czerwonymi buraczkami czy kremem z dzikiego bzu.

Staram się nie piec żadnych ciast poza specjalnymi okazjami, typu urodziny czy święta. Mam kilka, które zawsze się udają i które wszyscy domownicy lubią i tego się trzymam. Nad jednym przepisem wyjątkowo się napracowałam, bo uwielbiam sernik, a wykonanie go tradycyjnie po polsku było niemożliwe z powodu braku twarogu. Powstał jednak w końcu mój własny przepis na pyszny, mało pracochłonny sernik, który, o dziwo, przyjął się także w Polsce.

Cecilia Vikbladh jednak powiększy mój żelazny repertuar o dwa nowe przepisy. Jeden to „najlepsze ciasto świata”, a drugi „pianka z czarnej porzeczki na tofikowym spodzie”. Autorka pisze, że „najlepsze ciasto świata” Norwegowie uznali za swoje ciasto narodowe. Nic dziwnego. Już składniki obiecują, że będzie to coś wyjątkowego: bezy, krem waniliowy, migdały i maliny.

Nikt nie potrafi wyjaśnić fenomenu popularności wszelkich książek kucharskich. Sprzedają się i wypożyczają w bibliotece ciągle świetnie mimo, że w internecie aż się roi od przepisów na dosłownie wszystko co się da ugotować bądź upiec. Ja sama oprócz wielu książek, mam jeszcze zeszyt z przepisami, do którego wklejam wyciete z gazet i reklam oraz przepisane z netu. Wolę to, niż przepis na monitorze komputera. Magia papieru?

 

Sama sobie piekarzem?

bookfa

Martin Johansson

Surdegsbröd

Natur och kultur, 2009, stron 103

Jan Hedh, Klas Andersson

Bröd

Prisma, 2004, stron 239

To brzmi dosc nieprawdopodobnie bo nie mam maszyny, ktora by mi mieszala make z zakwasem ale kto wie (ci co mnie znaja dobrze, wiedza, ze mam powazny problem z zanurzeniem rak w mace)...

Pare tygodni temu jadlam chleb (na fotce powyzej) zrobiony wg. recepty Martina Johanssona, ktory upiekla moja corka. Przepyszny! Z suszonymi morelami i siemieniem lnianym. Zachecona jej sukcesami piekarskimi nabralam ochoty na wykonanie podobnego sama. Zauwazylam, ze chleby robione na zakwasie robia ostatnio u nas blyskawiczna kariere. Wreszcie chleby sa mniej slodzone i w sklepach pojawia sie coraz wiecej gatunkow na zakwasie. Kiedys kupienie takiego bylo zupelnie niemozliwe. Wracajac z Polski zawsze przywoze ze soba trzy rzeczy: ksiazki, chleb i kielbase. Moze jest szansa, ze niedlugo chleb nie bedzie juz artykulem pierwszej potrzeby. 

W ksiazce Jana Hedha jest nawet sporo o historii takich chlebow i, ze specjalistami w tej dziedzinie sa polscy piekarze. Ksiazka Jana Hedha wydana jest w formie albumowej i z kazdej strony atakuja cudne chleby. Jest tu spory wybor chlebow nie tylko na zakwasie ale to te najbardziej przemawiaja mi do wyobrazni. Jak ja wlacze na najwyzsze obroty to nawet wydaje mi sie, ze jestem w stanie poczuc ich zapach. No i od razu chce sie jesc. A najbardziej te ksiazkowe chleby.

Ksiazka Martina jest mniej "fachowa" juz na pierwszy rzut oka i czytajac ja, wydaje sie, ze produkcja chleba na zakwasie to prosta rzecz. Jest tu krotki kurs wyhodowania zakwasu domowym sposobem a potem karmieia go tak, zeby byl zawsze pod reka a takze zyl dlugo i szczesliwie w lodowce. Martin podaje 23 przepisy na chleby, ktore sam opracowal. Mowi o sobie, ze zostal domowym piekarzem dosc przypadkowo i, ze pieczenie chleba do uzytku domowego stalo sie jego pasja. To widac, kiedy sie czyta te ksiazke.

Martin Johansson prowadzie tez blog o chlebach, ktore wypieka: http://paindemartin.blogspot.com/

Przestudiowalam obie ksiazki dosc dokladnie. Jutro zeskanuje interesujace mnie strony i... moze jakis upieke. Zaczyn zrobi maz. Dam mu szanse sie wykazac.

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci