Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

Lekka lektura na ciężką zimę IV (4)

bookfa

Oto trzecia książka do wygrania. Tym razem jest to powieść Iry Levina Chłopcy z Brazylii. Akcja powieści toczy się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, a egzemplarz do wygrania został wydany w 1992 roku przez Wydawnictwo Wojciech Pogonowski.

Jeżeli ktoś ma ochotę przygarnąć Chłopców z Brazylii może się zgłosić w komentarzu pod tym wpisem lub na fejsie. Motywacja niekonieczna, ale może pomóc wygrać. Jeżeli chętnych będzie więcej niż jedna osoba, wylosuję szczęśliwca, jednego spośród tych którzy mnie przekonali, że powinni wygrać proponowany tytuł. Książki będą prezentowane jeszcze przez kilka dni, a ich losowanie odbędzie się po zaprezentowaniu ostatniej. Potem wszystkie zostaną wysłane do swoich nowych domów.

Zapraszam!

 

Lekka lektura na ciężką zimę IV (3)

bookfa

Albo raczej lekka lektura na bardzo lekką zimę? Za oknem prawie wiosna. W tej chwili jest PLUS 11 stopni. Sprawdziłam pomiary z tego samego dnia i okazuje się, że przez ostatnich 30 lat nie było nigdy tak wysokiej temperatury.

Ale co tam!

 

Jest kolejna książka. Dziś propozycja dla fanów Johna Irvinga. Do wzięcia jest Świat według Garpa wydany przez wydawnictwo Czytelnik. Egzemplarz mimo, że pochodzi z 1990 roku jest w stanie idealnym.

IMG_00091

Zasady udziału w losowaniu można znaleźć w poprzednim wpisie.

Zapraszam serdecznie!

Lekka lektura na ciężką zimę IV (2)

bookfa

Jak ten czas leci. Już po raz czwarty pomagam Mikołajowi choć trochę uprzyjemnić Wam święta. To edycja akcji dla fanów bloga i jednocześnie miłośników pożółkłych kartek i książek z duszą. Nie będzie żadnych nowości, które okupują pierwsze miejsca wydawniczych list przebojów.

W najbliższych dniach będą pojawiać się na blogu książki, które można będzie sobie wygrać. Dziś druga propozycja.

Jeżeli ktoś nabierze ochoty na którąś z prezentowanych może się po nią zgłosić w komentarzu pod wpisem na blogu lub na fejsie. Motywacja niekonieczna, ale mile widziana, może się zdarzyć, że to pomoże wygrać. Zgłoszenie dotyczy prezentowanego we wpisie tytułu. Jeżeli chętnych będzie więcej niż jedna osoba, wylosuję szczęśliwca, jednego spośród tych którzy mnie przekonali, że powinni wygrać proponowany tytuł. Książki będą prezentowane jeszcze przez kilka dni, a ich losowanie odbędzie się po zaprezentowaniu ostatniej. Potem wszystkie zostaną wysłane do swoich nowych domów.

Oto dzisiejsza propozycja, Przesłuchanie Ryszarda Bugajskiego. Dla czytelników o silnych nerwach zainteresowanych naszą mroczną historią. Jest to egzemplarz (stan idealny) z filmową okładką, wydany przez Niezależną Oficynę Wydawniczą w 1990 roku. Na podstawie wasnego scenariusza Ryszard Bugajski w kierowanym przez Andrzeja Wajdę Zespole Filmowym X nakręcił w 1982 film pod tym samym tytułem, który po burzliwej kolaudacji (wypowiedzi uczestników kolaudacji znajdują się na końcu książki) w Ministerstwie Kultury i Sztuki został objęty zarazem publicznego wyświetlania. Film wszedł do oficjalnej dystrybucji dopiero w 1990 roku. Według mnie to najlepszy film reżysera i najlepsza rola w karierze Krystyny Jandy.

IMG_00102

Zapraszam.

Lekka lektura na ciężką zimę IV (1)

bookfa

Oto rusza czwarta edycja zimowego rozdawania książek fanom bloga.

Nie wiem jak u Was, ale u mnie i tym razem nie ma śniegu, właściwie w ogóle nie ma zimy, jednak jak zwykle o tej porze roku są długie zimowe wieczory sprzyjające czytaniu. Pora więc znowu wygrać sobie książkę. Tym razem jest to propozycja dla fanów bloga i jednocześnie miłośników pożółkłych kartek i książek z duszą. Nie będzie żadnych nowości, które okupują pierwsze miejsca wydawniczych list przebojów.

misnaksiazkach

W najbliższych dniach będą pojawiać się na blogu książki, które można będzie sobie wygrać. Jeżeli nabierzecie ochoty na którąś z prezentowanych proszę się po nią zgłosić w komentarzu pod wpisem lub na fejsie. Motywacja niekonieczna, ale mile widziana, może pomóc wygrać. Zgłoszenie dotyczy prezentowanego we wpisie tytułu. Jeżeli chętnych będzie więcej niż jedna osoba, wylosuję szczęśliwca, jednego spośród tych którzy mnie przekonali, że powinni wygrać proponowany tytuł. Książki będą prezentowane przez kilka najbliższych dni, a ich losowanie odbędzie się po zaprezentowaniu ostatniej. Potem wszystkie zostaną wysłane do swoich nowych domów.

Oto pierwsza propozycja dla miłośników płaszcza i szpady i innych awantur. Klasyk gatunku Aleksander Dumas (ojciec) i jego powieść Czarny tulipan wydany przez Iskry w 1983 roku.

Serdecznie zapraszam!

Ze wspomnień utkane

bookfa

Barbara Piórkowska

Utkanki

Instytut Kultury Miejskiej, 2014, stron 103

Satynowa w dotyku różowiutka okładka, niewielki format i objętość, a ile nieoczekiwanych treści! Prawdziwa niespodzianka.

utkanki

Utkanki to zbiór myśli pełnych wspomnień utkanych z słów. Książka Barbary Piórkowskiej pięknie wydana przez mój ulubiony Instytut Kultury Miejskiej to dość niezwykły kawałek prozy miejscami gniewnej i pełnej niespodzianek. To trudna i zaskakująca lektura. Kreatywny język, bogactwo przemyśleń, metafor i neologizmów, a także często szokujących porównań zrobiły na mnie wrażenie.

Historia nie lubi kobiet, ich brzuchów, ich opowieści o dzieciach i obieraniu cebuli, o tym co już napisałam wcześniej, a co przemilczane i nieopowiedziane na moim osiedlu, pośród piaskownic, w których na pewno leżą gdzieś pod spodem czyjeś kości, takich kobiet też, może drobniejsze niż te w podręcznikach, z szerszymi miednicami, ale cały czas obecne. I piersi, którymi nakarmiły dzieci idące na wojnę – też tam leżą.

Autorka pisze o Gdańsku i ludziach, którzy tam przybyli, o tym jak ich geny oraz doświadczenia wplotły się w klimat tego miasta. Czytając trzynaście rozdziałów, z których każdy traktuje o małym odrębnym fragmencie życia nie mogłam się oprzeć spojrzeniu wstecz, we własną przeszłość związaną z innym miastem o równie skomplikowanej historii, pełnym podobnych przybyszów, o których pisze Barbara Piórkowska.

Znajomego nie chcę już znać, chcę porzucić moją przeszłość, nie przyznawać się do niej, jest mi niepotrzebna, obca, wzięłam tylko kilka naprawdę niezbędnych mi rzeczy i zostawiłam jej pazury tam, gdzie nie wracać chcę.

I tak dzięki niej, mimo, że myślałam, że porzuciłam własną przeszłość, spojrzałam nagle wstecz, na Szczecin, w którym też byłam przybyszem. I na swoje jakby poprzednie życie. Zrobiłam nieoczekiwanie dość osobliwy rachunek sumienia i zrozumiałam, że chociaż ja może nie wniosłam w życie mego miasta niczego szczególnego, to właśnie Szczecin, ten tygiel różności odcisnął na mnie na zawsze swoje piętno.

Warto!

Mdłości

bookfa

Niedobrze mi się robi. Ostatnio przewala się przez net kolejna fala analiz fenomenu czytelniczego w Szwecji.
TO NIE JEST ŻADEN FENOMEN!
Fenomenem jest nieczytająca Polska, te tabuny pseudointelektualistów i pseudointeligentów, którzy nie czytają niczego poza instrukcjami obsługi.

czytelnictwo
W Szwecji czytanie, obok oddychania, spania i jedzenia należy od najzwyklejszych czynności życiowych i nie ma w tym niczego nadzwyczajnego.

Czytają WSZYSCY.

O literaturze rozmawia się tu tak często i chętnie jak w Polsce o polityce. Do radia zaprasza się (nawet kilka razy w tygodniu) pisarzy, prezentuje i omawia nowości. Podobnie jest w telewizji, prawie każdy kanał telewizyjny ma własny program o literaturze, a jeśli nie cały program to przynajmniej cykliczne rozmowy o książkach w ramach bloków programowych. Każda szanująca się gazeta przynajmniej raz w tygodniu poleca coś do czytania, od kryminałów, bajek po dzieła naukowe.
Biblioteki są dla wszystkich, a nie dla wybranych. Kupują to co ludzie chcą czytać, nie mają ambicji zmuszać do czytania dzieł z najwyższej półki. Obowiązuje zasada, że każdy czyta co chce, najważniejsze, żeby czytał i korzystał w tym celu z biblioteki.


Czemu mi się robi niedobrze? Przede wszystkim dlatego, że niektórzy autorzy i blogerzy, którzy piszą o "szwedzkim fenomenie" oburzają się, że Polacy jeżeli już czytają, to czytają byle co. A przecież to właśnie niektórzy z nich piszą byle co lub polecją byle co. Może więc warto przestać krytykować CO ludzie czytają, bo dla każdego dobre jest co innego. Może dowolność w doborze lektury to jest jest pierwszy krok, żeby Polacy zaczęli czytać?

 

Na ulicy Rybnej pod numerem ósmym

bookfa

Zbigniew Białas

Tal

Wydawnictwo MG, 2015, stron 304

Tak naprawdę to co się tam wydarzyło pozostaje zagadką do dziś. Trzy zbrodnie w ciągu kilkunastu miesięcy, które miały miejsce w ponurym domostwie na Rybnej do dziś nie znalazły wyjaśnienia.

Grzeszolscy.JoteSfoto: JoteS

Tal  Zbigniewa Białasa oparta na często sprzecznych informacjach prasowych z lat trzydziestych to jednak bardziej opowieść o emocjach i ludzkiej naturze, niż dokument czy kryminał. Powieść jest pełna emocji, obnaża ciemne strony ludzkiej natury, mistrzowsko odzwierciedla realia życia codziennego i stosunki polsko-żydowskie przedwojennego Sosnowca.

 "Jeśli się komuś wydaje, że lata trzydzieste w Polsce to był czas meloników, kabaretów i strusich piór, należy takiej osobie uzmysłowić, że lata trzydzieste w Polsce to był dość ponury czas procesów, apelacji, kasacji, pieniactwa i ogólnego szwendania się po sądach."

 tal1

 

Tal to kolejna po Korzeńcu i Pudrze i pyle świetnie skonstruowana opowieść o Sosnowcu napisana wyjątkowo barwnym językiem. Mam nadzieję, że autor nie weźmie mi za złe, że porównam tę powieść do jednego z dzieł Trumana Capote. Jeżeli ktoś czytał Z zimną krwią to będzie wiedział, co mam na myśli.

Intryganci i ich ofiary, śmiertelna trucizna jakby rodem z powieści Agathy Christie, nietuzinkowy znany warszawski adwokat, mroczny krakowski hotelik, to elementy tej mieszanki wybuchowej.

"Atmosfera jest czysta jak łza! Zięć jest porządnym człowiekiem. Przykładny ojciec, przykładny mąż, głowa rodziny! – A w desperackim przypływie inwencji rzuciła jeszcze argument najsilniejszy: - Żarliwy katolik!"

Autor sprawnie manewrując faktami i fikcją literacką buduje nastrój pełen niepewności i grozy, niepozbawiony jednak momentów humorystycznych, a jednocześnie z prawdziwym kunsztem... manipuluje czytelnikiem.

Początkowo wydawało mi się, że tylko obserwuję życie codzienne jednej z wielu przeciętnych sosnowieckich rodzin. Kiedy doszło do tragedii z każdym kolejnym rozdziałem byłam coraz bardziej pewna, że wiem kto jest winowajcą i tak jak cały ten sosnowiecki tłum spodziewałam się ukarania winnego. Autor jednak skutecznie sprowadził mnie na ziemię uzmysławiając mi, że rozwiązanie nie zawsze jest takie proste jakby się mogło wydawać, że trzeba spojrzeć na fakty także z innej strony. Może zachowanie Pawła Grzeszolskiego, głównego bohatera dramatu spowodowane było strachem, że dla tłumu żądnego niezdrowej sensacji nie jest istotne kto jest naprawdę winny, a sam proces sądowy ma drugorzędne znaczenie, bo tłum niezależnie od sądu i tak wyda własny wyrok?

 "Tak paliła się do składania zeznań, że ledwie zdążyła powiedzieć, że urodziła się dziewiątego czerwca 1902 roku w Sosnowcu i z drugiego męża nazywa się Niemczakowa. Od razu przystąpiła do frontalnego ataku (…) - To był wielki błąd nasz, Wysoki sądzie, że myśmy tego tchórza ukrywali, z tego się wszystkie nasze utrapienia zaczęły."

 Z każdą kolejną przeczytaną stroną pojawia się coraz więcej niewiadomych. Ponieważ trudno jest stwierdzić gdzie kończą się fakty a zaczyna fikcja, po zakończeniu tej pasjonującej lektury pozostanie wiele znaków zapytania związanych z tą jedną z najbardziej zagadkowych zbrodni II Rzeczypospolitej. I według mnie jest to dodatkową zaletą tej znakomitej powieści.

 

10/10

Przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MG

 

Trzy ofiary, w tym jedna całkiem martwa

bookfa

Alek Rogoziński

Ukochany z piekła rodem

Melanż, 2015, stron 270

Czytając tę powieść obiecywałam sobie, że pisząc o niej nie wspomnę o Joannie Chmielewskiej z dwóch względów. Po pierwsze nie lubię porównywać, bo każdy autor jest niepowtarzalny, a po drugie, bo to sugeruje naśladownictwo, co w przypadku debiutu absolutnie nie jest wskazane.

Kiedy jednak dotarłam do końca powieści przeczytałam, że Alek dziękuje mamie za to, że gdy miał osiem lat wręczyła mu Wszystko czerwone Joanny Chmielewskiej. Zgaduję, że ta lektura zrobiła na przyszłym pisarzu już wtedy duże wrażenie.

 

ukochanyzpieklarodem

Bohaterką powieści jest popularna autorka romansów, Joanna. Do szczęścia nie brakuje jej właściwie niczego poza wielką, dozgonną miłością. Wygląda na to, że w Zakopanem los jej sprzyja, bo stawia na jej drodze sporo młodszego przystojnego fotografa. Joanna z miejsca traci dla niego głowę. Szybko zostają parą i zamieszkują razem. Sielanka nie trwa jednak zbyt długo. Pewnego dnia Joanna (wchodząc po drabinie do domu przez okno w łazience) natyka się na zwłoki swojego amanta. Zszokowana zbrodnią razem ze swoją menedżerką Betty rozpoczyna własne śledztwo, ponieważ nie bardzo wierzy w skuteczność policji.

Nie wykluczam, że wybór imienia i profesji głównej bohaterki jest ukłonem autora w stronę jedynej i absolutnie niepowtarzalnej Joanny Chmielewskiej. Fascynacja ośmiolatka! Ja sama, jako wielbicielka literatury sensacyjnej od zawsze, czytałam w tym wieku takie kryminały jak Uwaga czarny parasol i Kapelusz za sto tysięcy Adama Bahdaja. I do dziś wspominam je z wielkim sentymentem. Na marginesie dodam, że Wszystko Czerwone Joanna Chmielewska miała napisać dopiero za pięć lat.

Alek Rogoziński wziął udział w tegorocznej edycji A może nad morze? Z książką. Miałam więc okazję poznać go osobiście i mam wrażenie, że Ukochany z piekła rodem to „cały” Alek Rogoziński. Wierzcie mi, Alek to niezwykła osobowość!

"Urodziłem się w czasach, kiedy cały nasz kraj żył na kredyt, władzy nikt nie kochał (a i tak jedyna słuszna partia zdobywała 99% głosów w "wyborach"), ale ludzie byli dla siebie o wiele bardziej serdeczni niż teraz. Wychowałem się na samych tylko niedozwolonych lekturach. Gdy inne - normalne! - dzieci czytały "Abecadło" i obowiązkową lekturę "Timur i jego drużyna", tudzież oglądały w telewizji "Przygody Bolka i Lolka", ja zaczytywałem się w powieściach Joanny Chmielewskiej i Agathy Christie, w kucki z przedpokoju (żeby rodzice nie wiedzieli, choć mam wrażenie, że i tak podejrzewali, że tam jestem) podglądałem kolejne odcinki serialu "Ja, Klaudiusz...", nakręconego na podstawie znakomitej powieści Roberta Gravesa, a potem, już w latach 80., chodziłem na wagary do kina "Moskwa" na "Pokój z widokiem" Jamesa Ivory, czyli ekranizację genialnie napisanej książki E.M. Forstera. Obejrzałem ten film kilkanaście razy (kiedyś repertuar zmieniał się w kinach o wiele rzadziej niż dzisiaj!), ale to i tak nie jest mój rekord, bo więcej razy widziałem "12 prac Asterixa" i "Powrót do przyszłości". Dzisiaj nadal mam w sobie wiele z dzieciaka. Znakomicie bawię się na komediach (i to, niestety, nie tylko tych Woody'ego Allena, co jeszcze jako tako by uszło w oczach intelektualistów), chętnie wracam do komediowego cyklu powieści śp. Sue Townsend o Adrianie Mole'u albo pamiętnika Bridget Jones, no i niezmiennie od czasu, gdy miałem 12 lat kocham Madonnę (pewnie mi już nie przejdzie). I nadal - tak jak w czasach młodości - moim idolem jest dobry wojak Szwejk. A ponieważ jestem zodiakalnym Wodnikiem, więc mam też i drugą - bardziej ponurą stronę natury, która kocha mroczne powieści historyczne, twórczość Petera Greenaway'a i melancholijną muzykę barda francuskiego variete - Jean-Louisa Murata. To tyle. I tak wyszło tego zdecydowanie za dużo..."

Ukochany z piekła rodem to lekka i przyjemna powieść kryminalna z nieoczekiwanym zakończeniem. Czyta się świetnie dzięki dowcipnym dialogom oraz barwnym postaciom pierwszo- i drugoplanowym. Podejrzewam, że tworząc osoby dramatu autor inspirował się postaciami ze świata realnego i dla nich jest to jeszcze bardziej rozrywkowa lektura. Niestety nie jestem z branży, więc nie rozszyfrowałam who is who.

Jedyne co mi nieprzyjemnie zgrzytnęło w lekturze to scena w windzie, czyli rozdział XVI. Żeby ukryć tożsamość jednej z osób autor posługuje się określeniem „osoba”. Cały ten rozdział wypada, delikatnie mówiąc, drętwo i psuje mi efekt całości. Zrezygnowałabym z tej sceny bez żalu.

Powieść kończy się wprowadzeniem do kolejnej dostępnej już w księgarniach Morderstwo na Korfu. Na pewno przeczytam. I mam nadzieję, że to będzie wcześniej niż później!

8/10

Czwarty tom trylogii

bookfa

David Lagerkrantz

Co nas nie zabije

Czarna Owca, 2015, stron 608

Kiedy się dowiedziałam, że historia opisana przez Stiega Larssona będzie miała swój ciąg dalszy prawie umarłam z zachwytu. Larssonowska trylogia bardzo mi się podobała, ze szczególnym naciskiem na tom pierwszy. Wyrazisty duet, Lisbeth Salandner i Mikael Blomkvist, zrobił na mnie duże wrażenie. Bardzo ciekawy wątek kryminalny przeplatał się z mega ciekawymi wątkami społeczno-politycznymi. A ja to bardzo lubię.

co_nas

David Lagerkrantz miał z jednej strony ułatwione zadanie, bo miał już bohaterów i pewne sugestie w jakim kierunku ma podążyć akcja powieści. Z drugiej jednak strony dużym utrudnieniem była popularność trylogii i oczekiwania związane z kwestią ewentualnego podobieństwa do oryginału. Jestem pełna podziwu jak dobrze sobie poradził z tym wyzwaniem. Dla mnie jest to powieść jak najbardziej oryginalna, jeżeli chodzi o język i styl. Czytałam jednak opinie, że Lagerkrantz świetnie imituje styl Larssona. Jak to możliwe???

Co nas nie zabije jest udaną kontynuacją pierwowzoru. Lisbeth i Mikael trochę się zmienili, co nie wydaje się być wcale dziwne po tym wszystkim co przeżyli dzięki wyobraźni Stiega Larssona. Lisbeth wspięła się na kolejne szczyty jako hakerka, Mikael znów popadł w niełaskę i węszy za nowym tematem, który da mu szansę ponownie zabłysnąć. Dzięki profesorowi Balderowi, ekspertowi od badań nad sztuczną inteligencją, który odkrył szokujące fakty na temat działalności amerykańskich służb specjalnych drogi Blomkvista i Salander znów się zejdą.

Bardzo interesujący, według mnie, jest wątek o autystycznym chłopcu Auguście. Jest to od jakiegoś czasu bardzo modny element skandynawskich powieści, nie tylko kryminalnych. W powieściach nagminnie pojawiają się dzieci cierpiące na różne rzadkie przypadłości.

"Czasem odnosił wrażenie, że trzy prace, które zdążył już stworzyć August, dowodzą, nie tylko artystycznego i matematycznego talentu, lecz również szczególnej mądrości. Wydawały się tak dojrzałe i złożone w swej matematycznej precyzji, że nie potrafił ich połączyć z obrazem swojego syna – upośledzonego dziecka. (…) Jako ojciec autystycznego dziecka wcześnie zetknął się z pojęciem sawanta. Wiedział, że to ktoś o mocno ograniczonych możliwościach poznawczych, jednocześnie wybitnie uzdolniony w jakiejś dziedzinie."

Wątki te prowadzone są z reguły bardzo starannie i ze znajomością tematu. Nie tylko komplikują one akcję w nieoczekiwany sposób, ale też w sposób trudny do przewidzenia popychają ją do przodu.

 Zaletą Co nas nie zabije jest to, że autor zgrabnie wplata w akcję to co działo się w poprzednich trzech tomach, więc jeśli ktoś zacznie swoją przygodę z Millennium od tej powieści, to i tak bez problemu się w niej odnajdzie.

Prawie równie interesujące jest to co się działo w związku z wydaniem najpierw trylogii, a teraz kolejnego tomu o tandemie Salander & Blomkvist. Śmierć Stiega Larssona, walka o prawa autorskie jego partnerki życiowej z ojcem i bratem autora, to temat na kolejną powieść sensacyjną. Jak wiadomo z powodów nieuregulowanej sytuacji prawnej partnerów prawa autorskie i tantiemy przypadły w końcu ojcu i bratu autora. Nie mnie oceniać ile jest w tym sprawiedliwości, a ile zwykłej pazerności, jednak bardzo podoba mi się decyzja spadkobierców, którzy wszystkie zyski związane z wydaniem kontynuacji Millennium postanowili przekazać antyrasistowskiemu periodykowi EXPO, którego jednym z założycieli był właśnie Stieg Larsson.

9/10

 

Po dwóch rozdziałach Millennium 4

bookfa

Zdaję sobie sprawę, że po przeczytaniu kilkunastu stron nie jestem zbyt wiarygodnym źródłem opiniotwórczym, o samej książce będzie więc na razie niewiele. Skupię się tym razem na tym, co się dzieje wokół książki, a dzieje się sporo.

Jestem zaskoczona medialnym szumem jaki wywołała kontynuacja Millennium. Temperatura w kręgach okołoliterackich wyraźnie się podniosła. Od premiery książki minęło zaledwie kilka dni, a już pojawiła się masa, często sprzecznych opinii na jej temat. Wygląda na to, że recenzenci w tempie, jak dla mnie trudnym do ogarnięcia, zdążyli przeczytać, przeanalizować ponad 500 stron Millenium 4 oraz napisać dogłębne recenzje, które wynoszą książkę na szczyt, lub kompletnie pogrążają. New York Times, USA Today, Guardian zachwycają się Co nas nie zabije. Washington Post stoi natomiast po przeciwnej stronie barykady, czyli po stronie wdowy po pisarzu, która chyba zanim jeszcze przeczytała dzieło Lagerkrantza wydała wyrok: Larsson zasługuje na coś lepszego, niż to.

 Millenium_4

W szwedzkim dzienniku Expressen Jens Liljestrand napisał o książce: Mimo niedociągnięć stylistycznych Stiega Larssona - teraz to widać wyraźnie - jest niemożliwe, żeby kopia choć trochę zbliżyła się do oryginału.

Stało się coś niesłychanego. David Lagerkrantz, pisarz o sporym dorobku, który debiutował jako pisarz w 1997, ma na koncie 11 książek i był nominowany do prestiżowej szwedzkiej nagrody literackiej Augustpriset w 2012 za książkę Ja, Ibra (o piłkarzu Zlatanie Ibrahimowiću) stał się nagle obiektem dosyć niezdrowego zainteresowania. Jedni nazywają go miernym naśladowcą, inni wychwalają.

david_lagerkrantz_ricard_erikssonfoto Ricard Eriksson

W świecie literackim chyba prawie wszyscy znają dziś to nazwisko. To nie debiutant, ale dopiero teraz trafił na usta wszystkich. Nie wiem i nie rozumiem skąd wziął się trend nazywania go naśladowcą Larssona. Wiadomo, że trylogia Millennium jest złotą kurą i ze względu na to, wydawcy nie chcą, żeby ot tak sobie zdechła. Mnie jako fankę Lisbeth bardzo to cieszy. Kiedy kończyłam czytać trzeci tom Millennium popadłam niemal w czarną rozpacz, że to już koniec. Miałam jednak cichą nadzieję, że może gdzieś leży jakiś brudnopis z dalszymi losami bohaterów tej trylogii...

Nie znam kulisów wyboru autora kontynuacji, ale już teraz mogę stwierdzić, że wcale nie wybrano źle. W Millennium 4 pojawiają się wcześniejsi bohaterowie (niech żyje Lisbeth!), ale oprócz nich także sporo nowych postaci i całkiem nowa historia napisana bardziej zaawansowanym językiem, gdzie zdania złożone nie należą do rzadkości. Lagerkrantz nie kopiuje stylu swojego poprzednika, wręcz przeciwnie, pisze własnym. Dzięki temu miłośnicy Lisbeth i Mikaela (ja! ja! ja!) mogą śledzić dalsze losy swoim ulubionych bohaterów. Nie widzę w tym nic złego. No bo co w tym złego???

No cóż... to, że się wszystkim nie dogodzi powszechnie wiadomo.

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci