Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

Tajemnice są wszystkim co mamy tylko dla siebie

bookfa

Magdalena Parys

Biała Rika

Znak litera nova, 2016, stron 299

Ci, którzy czytali poprzednie książki Magdaleny Parys, zachwycają się jej innością. Ja mam ten komfort, że jeszcze nie czytałam ani Magika, ani Tunelu, więc nie porównuję jej z niczym, po prostu delektowałam się tym co czytałam, bo to kawał doskonałej literatury, którą świetnie się czyta.

Kiedy Rika rodziła pierwszego syna nie powinno jej się wyrwać żadne słowo po niemiecku, a jednak się wyrwało…

rika

Niesamowicie osobista powieść, która zmusza czytelnika do refleksji nad własną przeszłością. Ile wiemy o sobie? Ile wiemy o rodzicach, dziadkach, pradziadkach? Każdy ma swoje tajemnice, a decyzje podejmowane przez przodków często decydują o losach kolejnych pokoleń. Tak też jest z babcią Dagmary, bohaterki i narratorki Białej Riki. Nie wiem ile w tej książce jest prawdy, bo miałam wrażenie, że jest nią wszystko. Czytając na końcu powieści słowa autorki, że „prawdziwe w Białej Rice są tylko emocje i broszka babci Riki” czuję lekki żal, ale i ulgę, gdyż czasami było mi bardzo trudno przewracać kolejne strony.

Mam z Dagmarą sporo wspólnego. Obie dorastałyśmy w Szczecinie, obie wyemigrowałyśmy. Ja miałam jednak w tym momenie mniej więcej dziesięć lat więcej niż ona. To trochę ułatwiało sprawę, bo wyjeżdżałam na własne życzenie, a jednocześnie utrudniało, bo nie było nikogo komu mogłabym się zwierzyć z obaw lub na kogo zwalić winę, gdyby ta decyzja okazała się jedną wielką pomyłką. Nie byłam też „uciekinierką”. Wyjeżdżałam jak najbardziej legalnie, jako cudzoziemska żona żegnana przez przyjaciół kwiatami po hucznej pożegnalnej imprezie. Zrobiłam obowiązkową obiegówkę, zrzekłam się też obywatelstwa na wyraźne żądanie władz konsularnych. Dagmara ma trochę inne wspomnienia z początków swojej emigracji. Jest spostrzegawczą i wrażliwą nastolatką, która nie emigruje z własnego wyboru i mimo okoliczności wyjątkowo szybko aklimatyzuje się w nowych warunkach. Każda z nas na swój sposób przeszła przez to samo: odrzucenie, potrzebę akceptacji i stworzenie sobie nowego miejsca na ziemi, o którym będzie można kiedyś powiedzieć „moje”. Powieściowa Dagmara dość wcześnie zaczyna poszukiwać prawdy o przeszłości rodziny swojego ojczyma, którego nazywa „nietatą”. Zastanawia ją między innymi dziwny akcent babci Riki.

Babcia Rika i jej bliźniacza siostra Gerda, dziadek Karol. Wielka miłość, wielki dramat. Odwaga jednej z sióstr i jej brak u drugiej siostry zmieniły losy całej rodziny, a także następnych pokoleń. Są też rzeczy, których nigdy nie da się wybaczyć.

Warto wspomnieć o narracji powieści i rysunkach autorki. Próbuje ona narysować rodzinne drzewo genealogiczne, ale wychodzą z tego tylko odrębne gałęzie. Wspomnienia Dagmary komentuje czasem rodzina, a czasem redaktorka powieści. Według mnie ten nietuzinkowy zabieg narracyjny czyni powieść bardziej realną i bardziej interesującą. Tym sposobem prawda o rodzinie wydaje się być jedynie pewną wersją wspomnień i tego, co się wie i chce pamiętać, a nie tym co się rzeczywiście wydarzyło. Brak chronologii zdarzeń jest także zaletą. Kiedy już mi się wydawało, że wszystko ogarniam, okazywało się, że czekała mnie kolejna niespodzianka.

Specjalne podziękowania dla autorki za Szczecin. Mogłam podążać za Dagmarą do znajomych mi miejsc. Choć za nic nie mogę sobie przypomnieć ulicy Żeromskiego, a tylko park Żeromskiego, przez który kiedyś w nocy niosłyśmy z koleżanką długą metalową drabinę i zostałyśmy zatrzymane do wyjaśnienia przez milicyjny patrol. Przy okazji przekonałam się jak niewiele wiem o wojennej i powojennej historii mego ukochanego miasta. Kilkanaście przedwojennych fotografii Szczecina wisi u mnie w domu do tej pory, choć opuściłam to miasto ponad trzydzieści lat temu.

10/10

Przeczytałam przedpremierowo dzięki uprzejmości wydawnictwa.

Ten cholerny Vernon

bookfa

Valerie Despentes

Vernon Subutex

Wydawnictwo Otwarte, 2016, stron 376

Chcecie przeczytać coś co Was zaskoczy, wprawi w osłupienie, pozostawi po sobie niesmak, a jednocześnie szok i zachwyt, to przeczytajcie koniecznie tę książkę. Przeczytałam właśnie tom pierwszy i czekam z niepokojem na polski przekład drugiego.

 Vernon Subutex - Valerie Despentes

 

Obawiam się, że Vernon Subutex pojawił się w moim życiu, żeby pozostać w nim na zawsze. Nieudacznik życiowy, irytujący i bierny typ o w sumie niezbyt skomplikowanej osobowości, dający się nieść otaczającej go rzeczywistości prostą drogą ku przepaści. Świat Vernona jest brutalny, bezwzględny, na ciągłym haju, a Vernon dzięki swojej bierności z góry skazany jest na porażkę. Od pierwszych stron wiadomo, że ta historia nie może skończyć się dobrze. Nie wiem ile będę potrzebowała czasu, żeby "wyjść" z tej powieści. A wszystko przez tego cholernego Vernona!

Virginie Despentes zaskakuje surowością języka. Zero kompromisu. Zero autocenzury. Czytelniczy dyskomfort gwarantowany. Jak dla mnie to mistrzostwo świata. Uwielbiam książki, które mnie zaskakują, bohaterów powieści, którzy mnie irytują, a w tej powieści wszystko to jest. Nawet w nadmiarze.

Jeżeli ktoś chce się trochę przygotować na tę czytelniczą jazdę bez trzymanki, może najpierw poszperać w życiorysie Valerie Despentes, prawdziwej enfant terrible francuskiej literatury, a potem sprawdzić co to takiego ten subutex, bo nazwisko głównego bohatera nie wydaje mi się być przypadkowe. Niewiele to pomoże, ale pozwoli zorientować się jak stroma jest ta równia pochyła pod tytułem Vernon Subutex.

MOCNE! POLECAM!

 

10/10

Dwa światy

bookfa

Czasem tak jest, że człowiek musi, bo inaczej się udusi. Dlatego muszę zacytować niezwykle trafne uwagi Katarzyny Tubylewicz z Magazynu Świątecznego Wyborczej o szwedzkim i polskim czytelnictwie mimo, że nie czytałam jeszcze jej książki "Szwecja czyta, Polska czyta". Pozwolę sobie dodać do tego parę słów komentarza (kursywą) wynikającego przede wszystkim z moich doświadczeń jako przypadkowej bibliotekarki.

 

Jesteśmy bratnimi narodami. Szwed ma meble z Ikei i Polak ma meble z Ikei, Szwed lubi wódkę i Polak lubi wódkę, Szwed jeździ Volvo, Polak chciałby jeździć Volvo. Ale go sobie nie kupi, bo go nie stać. A nie stać, bo nie czyta.

Aż 70 % Szwedów marzy o tym, żeby napisać książkę, dlatego po drugiej stronie Bałtyku świetnie sprzedaje się "Skriva" ("Pisanie"), miesięcznik dla aspirujących autorów. Polacy także chcą pisać. Dowodem dziesiątki wydawanych własnym sumptem debiutów, tuziny blogów literackich. Wydaje się jednak, że przeciętny Szwed ma większe szanse, by zaistnieć. Zapewne dlatego, że więcej czyta - 20 min dziennie - i kupuje więcej książek. Trylogię Stiega Larssona kupiły niemal 4 mln Szwedów, kryminały Larsa Keplera rozeszły się w 2,4 mln egzemplarzy. To oczywiście wyjątki, ale choć Szwecja ma tylko 9 mln mieszkańców, to gdy tamtejszy wydawca mówi, że ma bestseller, chodzi mu o pozycję, która sprzedała się w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy. W 38-milionowej Polsce za bestsellerową uznaje się książkę, którą kupiło kilkanaście tysięcy ludzi.

Dlaczego nowocześni, zapatrzeni w komórki i laptopy Szwedzi znajdują czas na czytanie, którego Polakom zawsze brakuje? Dlaczego Szwed na greckiej plaży jest zanurzony w książce, a Polak tylko się smaży za parawanem?
Przyczyn jest tyle, że wypełniły całą książkę "Szwecja czyta. Polska czyta", niemniej spróbuję je krótko podsumować.

szwecjaczytapolskaczytakrytykapolityczna

H jak historia
Wiara w wartość czytania ma w Szwecji kilkusetletnią tradycję. Kiedy w 1592 roku kraj przeszedł na protestantyzm, Kościół luterański zaczął wymagać od wiernych czytania Biblii. W 1686 roku w prawo kościelne wpisano dążenie do powszechnej umiejętności czytania, dzięki czemu w 1850 roku już 80 proc. Szwedów umiało czytać. W Polsce i innych krajach katolickich, np. w Hiszpanii i Włoszech, czytało wtedy zaledwie 20-30 proc. społeczeństwa.

Zaczęło się najprawdopodobniej od obowiązku czytania biblii, ale na tym się nie skończyło. W 1723 roku nałożono na rodziców obowiązek nauczania dzieci czytania. W 1842 wprowadzono obowiązek szkolny. Kształcenie dzieci w Szwecji już na początku ubiegłego wieku było na wysokim poziomie, a czytanie i korzystanie z biblioteki oczywistą częścią programu nauczania.

D jak demokracja
Szwedzi od lat wiedzą, że upadek czytelnictwa jest groźny dla demokracji, bo tylko ludzie oczytani, a więc krytyczni i obeznani ze światem, mogą świadomie śledzić debatę publiczną i brać w niej czynny udział. Dlatego państwo i samorządy inwestują w biblioteki, żeby obywatel miał do nich zawsze blisko. - W centrum każdej miejscowości czy osiedla muszą być sklep spożywczy i biblioteka - uśmiecha się Eva-Maria Häusner ze sztokholmskiej Kungliga biblioteket, Biblioteki Królewskiej. A jeśli miejscowość składa się z jednego czy kilku domów? Żaden problem: między wyspami Archipelagu Sztokholmskiego kursuje łódź biblioteczna.
- Biblioteka to dobry biznes - mówi Katti Hoflin, dyrektorka sieci sztokholmskich bibliotek i pisarka. - Czytanie nie tylko rozwija wyobraźnię, wpływając na kreatywność i innowacyjność, ale też zwiększa empatię. To zaś przyczynia się do wzrostu zaufania społecznego, a kraje, w których jest ono wysokie, lepiej funkcjonują pod każdym względem - i politycznym, i gospodarczym.

Jeżeli śledziliście losy przypadkowej bibliotekarki, to wiecie, że oprócz bibliotek, filii bibliotecznych, bibliotek- łódek istnieje też coś takiego jak bibliobus, który dojedzie wszędzie tam, gdzie znajduje się ktoś kto chciałby korzystać z biblioteki.

E jak egalitaryzm
- W Szwecji jest silne przekonanie, że ludzie wykształceni muszą promować kulturę i czytelnictwo wśród wszystkich warstw społecznych. W Polsce silne są elitaryzm i przekonanie, że istnienie ciemnych mas to jakieś prawo przyrody, że tak zawsze było i będzie - twierdzi tłumacz literatury polskiej Stefan Ingvarsson.
Przekonanie, że czytać mogą i powinni wszyscy, przyczyniło się do rozwoju szwedzkiej powieści, tego najbardziej egalitarnego z gatunków literackich. W Szwecji na pytanie, co jest najważniejsze w literaturze, krytycy, pisarze, czytelnicy i wydawcy odpowiedzą: opowieść, dobra historia. W Polsce odpowiedź zabrzmi: język. W Szwecji, dyskutując i pisząc o książkach, wiele miejsca poświęca się tematowi, strukturze utworu i wiarygodności bohaterów, w Polsce w zanikającej debacie literackiej najważniejsze są dywagacje na temat stylu. Polska ma lepszych poetów i przekonanie, że dobra literatura jest mało przystępna, a szwedzką - starannie skonstruowaną i zredagowaną - powieść czyta cały świat.

Kiedyś w szwedzkich bibliotekach nie było literatury "zbyt popularnej", ale z czasem zmieniono zasady zakupu książek właśnie po to żeby mniej wymagający czytelnik też mógł znaleźć coś dla siebie. Książki z najwyższej półki trafiają do bibliotek z reguły odgórnie i bezpłatnie od Kulturrådet. W ten sposób ministerstwo kultury wspiera bardziej "zaawansowane" czytelnictwo.

P jak pragmatyzm
- Często porównuję sukcesy szwedzkiej literatury z sukcesami szwedzkiej muzyki pop. Mamy sprzyjającą infrastrukturę, wiele szkół i kursów pisania kreatywnego. Poza tym Szwedzi są dobrymi przedsiębiorcami. Skoro mamy dobry produkt - a książka też jest produktem - to dla tego produktu tworzymy cały przemysł - mówi agentka literacka Lena Stjernström.
I nie chodzi tylko o to, że Szwedzi, naród ceniący rozsądek i pragmatyzm, zbudowali system ściśle współpracujących bibliotek, a działalność instytucji zajmujących się czytelnictwem jest skoordynowana. Jak w każdym biznesie Szwedzi sprawdzają, co można poprawić, i szukają nowych dróg. Na przykład tworząc specbiblioteki dla wybranych grup.
Jedną z najsłynniejszych jest sztokholmska Tio Tretton, do której wstęp mają tylko dzieci od 10 do 13 lat. Powstała, bo badania wykazywały, że ta grupa wiekowa przestaje chodzić do bibliotek dla maluchów, a nie czuje się pewnie w bibliotekach dla nastolatków. W Tio Tretton można gotować, nagrywać piosenki i czytać książki tuż pod sufitem, na drabinkach, a animatorzy zawsze mają czas na słuchanie pomysłów. Projektanci oparli się na ankietach, w których dzieci opisywały swoje wymarzone miejsce.

Traktowanie książki jako produkt może lekko bulwersować, ale to jest najlepsze, co mogło się przydarzyć szwedzkiej książce. Przedsiębiorczość Szwedów jest dobrze znana, umieją zadbać o rozwój i promocję, czego dowodem są sukcesy szwedzkiej literatury za granicą.

Byłam w Tio Tretton. Niesamowite miejsce! Biblioteka to tylko część działalności Tio Tretton, ale właśnie to jest dowodem, że jest ważną częścią pozaszkolnego życia tej grupy wiekowej.

Inny przykład: wśród nastoletnich chłopców spada czytelnictwo. Zajmująca się jego promocją Szwedzka Rada Kultury nie postawiła jednak na spotkania w bibliotekach, bo eksperci wyjaśnili urzędnikom, że aby się stać czytelnikiem, trzeba uznać czytanie za coś atrakcyjnego, a akcje biblioteczne docierają do już przekonanych. Zamiast tego zadano sobie pytanie: co młodzi chłopcy robią w wolnym czasie? Najczęściej grają w piłkę lub uprawiają inne sporty. Dlaczego więc nie zacząć współpracy z trenerami klubów sportowych? Rada zaczęła zabiegać o to, by jadące na zawody nastolatki miały w autokarze dobre lektury, a trenerzy mówili im, że czytanie jest cool. Bo oni szybciej zachęcą opornych chłopaków do książki niż nauczycielka tłumacząca, że "czytelnictwo wzbogaca język".

Żeby zachęcić nastoletnich chłopców do czytania w konkursach czytelniczych można było w naszej bibliotece wygrać  nie kolejne książki, a np. X-box, czyli coś o czym marzy każdy nastolatek, a ciągle nie każdy ma. To dobra przynęta! Za książki chwytali ci chłopcy, którzy ostatnimi czasy czytali niewiele. Każdy chciał wygrać.

P jak pisarz
Szwecja dba nie tylko o odbiorcę, ale również o twórcę. W 1954 r. wprowadzono uiszczaną przez państwo opłatę biblioteczną, która rekompensuje autorom straty wynikającego z tego, że ich książki są nie tylko sprzedawane, ale także wypożyczane. W zeszłym roku do Funduszu Pisarzy trafiło dzięki niej ponad 139 mln koron (blisko 64 mln zł), z czego 53 mln wypłacono pisarzom i tłumaczom, a resztę przeznaczono dla twórców w postaci stypendiów.
Zresztą sami ludzie pióra potrafią lobbować w swoich sprawach i są solidarni. Tu żaden przytomny autor nie pisałby paszkwili na domagającą się lepszych zarobków dla pisarzy Kaję Malanowską. Większość twórców należy do silnego związku zawodowego, który zapewnia bezpłatną pomoc prawników i dzięki umowom ramowym z wydawnictwami gwarantuje przyzwoite zaliczki oraz to, że tantiemy autorskie nie będą niższe niż 25,5 proc. ceny hurtowej książki. Związek Pisarzy i Tłumaczy pilnuje nawet tego, by honoraria za spotkania autorskie w bibliotekach nie były mniejsze niż 6 tys. koron (około 3 tys. zł), a ostatnio wynegocjował z rządem podwyżkę opłaty bibliotecznej.

Tłumacze w Szwecji mają silną pozycję. Docenia się ich pracę. Wspiera ich Szwedzka Rada Kultury. Tłumacz może na koszt Rady przetłumaczyć kilkanaście stron obcojęzycznej książki (lub z języka szwedzkiego na  jakiś język obcy), żeby poźniej próbować znaleźć wydawcę. Honorarium za te kilkanaście stron jest kilkakrotnie wyższe niż tłumacz w Polsce otrzymuje za całą powieść. Nawet jeśli książki nie uda się wydać, tłumacz zachowuje honorarium.

M jak media
W największym dzienniku "Dagens Nyheter" codziennie ukazują się dwie-trzy duże recenzje. Powieść opublikowana w uznanym wydawnictwie może liczyć na 17-20 recenzji w prasie papierowej, a wywiady z autorami robi się częściej niż z politykami.

Wywiady w gazetach, radiu i telewizji, spotkania z autorami, recenzje, przeceny i promocyjne ceny nowości to szwedzka codzienność. Czasem strach otworzyć lodówkę...

Popularną rozrywką są kluby książkowe wśród znajomych. Spotykają się mniej więcej raz w miesiącu, żeby przy kolacji i lampce wina podyskutować o przeczytanej lekturze.

***
Jak widać, literatura jest w Szwecji jednocześnie czymś egalitarnym - bo czytają wszyscy - i prestiżowym, bo warto i modnie o niej dyskutować oraz pisać. Odwrotnie niż w Polsce. Zdaje się, że w naszym podejściu do książki musimy zmienić niemal wszystko.

 

Czuję się bardzo zachęcona do przeczytania Szwecja czyta, Polska czyta!

 

Widoczek z buźką

bookfa

Gdyby ktoś pomyślał, że pewnie wstałam dzisiaj lewą nogą, to zapewniam, że nie. Po prostu znalazłam w necie to:

„Dziewczyna z kabaretu” to wydane pod nowym tytułem długo wyczekiwane wznowienie powieści Manuli Kalickiej „Rembrandt, wojna i dziewczyna z kabaretu”.

Z lewej nowa szata graficzna, z prawej poprzednia. Kupiłam sobie tę z prawej, wiele lat temu. Na tę z lewej pewnie w ogóle nie zwróciłabym uwagi. I tak przegapiłabym świetną lekturę.

Namnls

 

***

Zapraszam na błyskawiczny konkurs.

Czym różnią się te okładki?

 twarze_colage1

I po konkursie.

NICZYM się nie różnią. Na wszystkich widoczek i buźka.


Zaczynam się coraz bardziej cieszyć z e-booków. Przynajmniej nie muszę tego oglądać.
Szanowni wydawcy, kiedy wreszcie zlitujecie się nad czytelnikami i... autorami???

Dwie papierowe książki

bookfa

Tradycyjnie nie będzie żadnych podsumowań, statystyk ani rankingów. Udało mi się przeczytać w ubiegłym roku kilka bardzo dobrych książek, z których muszę wymienić Cwaniary Sylwii Chutnik, o której jednak do tej pory na blogu nie napisałam. Nie jest ona wyjątkiem, jeszcze kilkanaście innych czeka na swoje blogowe notki.

***

Dostałam kilka dość osobliwych prezentów gwiazdkowych, o których nie będę się rozpisywać. Oprócz tego DWIE książki papierowe i kilka e-booków. E-booki w ramach ochrony lasów z komentarzem, że pora zacząć przestać być egoistą lubiącym szelest i zapach papieru prosto z drukarni. Trudno mi było znaleźć wystarczające kontrargumenty, więc wyraziłam zgodę na kontynuowanie tej nowej tradycji także przy okazji kolejnych świąt.

Święta miałam lekko rozjechane, bo Wigilia w Lundzie, pierwszy i drugi dzień świąt w moim domu, a potem Sylwester w jednym z kaszubskich hoteli. W Polsce czekała na mnie niespodzianka w postaci jednej papierowej książki.

1001

Problem z nią polegał na tym, że sporo ważyła i w końcu nie poleciała ze mną do domu, tylko zostanie w Gdyni aż do wakacji. Do końca miałam nadzieję, że uda mi się ją jakoś upchać w bagażu, który przecież mógł ważyć aż 32 kilo. Niestety, musiałabym zostawić połowę ubrań, żeby waga się zgadzała, więc z wielkim żalem w końcu odłożyłam książkę.

Drugą papierową książką ostatnich świąt jest Dżoker Michała Piedziewicza, która z kolei czekała na mnie w domu, po powrocie z Polski.

Dzoker_azymut

Wydawnictwu MG serdecznie dziękuję! Zapowiada się rewelacyjna lektura!

Niniejszym rok czytelniczy 2016 uważam za rozpoczęty.

Książkowych świąt Bożego Narodzenia!

bookfa

Zacznę od wyników losowań czwartej edycji Lekkiej lektury na ciężką zimę 4.

agnes

eldka

maggie1

izawol

padma1

Było jak zwykle kameralnie. Dziękuję wszystkim za udział w loterii. Gratuluję zwycięzcom i bardzo proszę o podesłanie mejlem adresów pocztowych. Mój adres mejlowy znajdziecie w bocznej szpalcie bloga.

 choinka_z_ksiazek1

Wszystkim fankom i fanom bloga życzę bardzo książkowych świąt. Wielu książek pod choinką, wielu wolnych chwil na czytanie i rozmowy o książkach w całym 2016 roku. Autorkom i autorom nieustającej weny, a zaprzyjaźnionym wydawnictwom samych hitów czytelniczych. Wszystkim dziękuję za to, że jesteście i za wspaniały książkowy rok!

Lekka lektura na ciężką zimę IV (5)

bookfa

Postaram się krótko i na temat. Wystartowałam w tym roku z akcją chyba trochę późno, bo robię wpis na kuchennym stole między półmiskami i blachą z ciastem. Żeby nie zderzyć się w końcu z Mikołajem i jego worem pełnym prezentów tym wpisem kończę tegoroczną edycję Lekkiej lektury na ciężką zimę.

Tym razem jest to Poniedziałek, który zaczyna się w sobotę Arkadija i Borysa Strugackich. Jest to dzieło trudne do sklasyfikowania. Jedni nazywają to SF, inni satyrą, a jeszcze inni socjalistyczną komedią lub surrealistycznym matrixem. Jest szansa, żeby się przekonać kto ma rację. Proponuję egzemplarz wydany przez Iskry i Radugę w roku 1989.

IMG_00071

Jeżeli ktoś ma ochotę przygarnąć proponowaną książkę może się zgłosić w komentarzu pod tym wpisem lub na fejsie. Motywacja niekonieczna, ale może pomóc wygrać. Jeżeli chętnych będzie więcej niż jedna osoba, wylosuję szczęśliwca, jednego spośród tych którzy mnie przekonali, że powinni wygrać proponowany tytuł.

 IMG_00011

Zapraszam po książkę. Jednocześnie bardzo dziękuję za udział w losowaniach. Jutro lista szczęśliwców do których zaraz po świętach wyślę książki.

Lekka lektura na ciężką zimę IV (4)

bookfa

Oto trzecia książka do wygrania. Tym razem jest to powieść Iry Levina Chłopcy z Brazylii. Akcja powieści toczy się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, a egzemplarz do wygrania został wydany w 1992 roku przez Wydawnictwo Wojciech Pogonowski.

Jeżeli ktoś ma ochotę przygarnąć Chłopców z Brazylii może się zgłosić w komentarzu pod tym wpisem lub na fejsie. Motywacja niekonieczna, ale może pomóc wygrać. Jeżeli chętnych będzie więcej niż jedna osoba, wylosuję szczęśliwca, jednego spośród tych którzy mnie przekonali, że powinni wygrać proponowany tytuł. Książki będą prezentowane jeszcze przez kilka dni, a ich losowanie odbędzie się po zaprezentowaniu ostatniej. Potem wszystkie zostaną wysłane do swoich nowych domów.

Zapraszam!

 

Lekka lektura na ciężką zimę IV (3)

bookfa

Albo raczej lekka lektura na bardzo lekką zimę? Za oknem prawie wiosna. W tej chwili jest PLUS 11 stopni. Sprawdziłam pomiary z tego samego dnia i okazuje się, że przez ostatnich 30 lat nie było nigdy tak wysokiej temperatury.

Ale co tam!

 

Jest kolejna książka. Dziś propozycja dla fanów Johna Irvinga. Do wzięcia jest Świat według Garpa wydany przez wydawnictwo Czytelnik. Egzemplarz mimo, że pochodzi z 1990 roku jest w stanie idealnym.

IMG_00091

Zasady udziału w losowaniu można znaleźć w poprzednim wpisie.

Zapraszam serdecznie!

Lekka lektura na ciężką zimę IV (2)

bookfa

Jak ten czas leci. Już po raz czwarty pomagam Mikołajowi choć trochę uprzyjemnić Wam święta. To edycja akcji dla fanów bloga i jednocześnie miłośników pożółkłych kartek i książek z duszą. Nie będzie żadnych nowości, które okupują pierwsze miejsca wydawniczych list przebojów.

W najbliższych dniach będą pojawiać się na blogu książki, które można będzie sobie wygrać. Dziś druga propozycja.

Jeżeli ktoś nabierze ochoty na którąś z prezentowanych może się po nią zgłosić w komentarzu pod wpisem na blogu lub na fejsie. Motywacja niekonieczna, ale mile widziana, może się zdarzyć, że to pomoże wygrać. Zgłoszenie dotyczy prezentowanego we wpisie tytułu. Jeżeli chętnych będzie więcej niż jedna osoba, wylosuję szczęśliwca, jednego spośród tych którzy mnie przekonali, że powinni wygrać proponowany tytuł. Książki będą prezentowane jeszcze przez kilka dni, a ich losowanie odbędzie się po zaprezentowaniu ostatniej. Potem wszystkie zostaną wysłane do swoich nowych domów.

Oto dzisiejsza propozycja, Przesłuchanie Ryszarda Bugajskiego. Dla czytelników o silnych nerwach zainteresowanych naszą mroczną historią. Jest to egzemplarz (stan idealny) z filmową okładką, wydany przez Niezależną Oficynę Wydawniczą w 1990 roku. Na podstawie wasnego scenariusza Ryszard Bugajski w kierowanym przez Andrzeja Wajdę Zespole Filmowym X nakręcił w 1982 film pod tym samym tytułem, który po burzliwej kolaudacji (wypowiedzi uczestników kolaudacji znajdują się na końcu książki) w Ministerstwie Kultury i Sztuki został objęty zarazem publicznego wyświetlania. Film wszedł do oficjalnej dystrybucji dopiero w 1990 roku. Według mnie to najlepszy film reżysera i najlepsza rola w karierze Krystyny Jandy.

IMG_00102

Zapraszam.

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci