Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

Lekka lektura na ciężką zimę IV (1)

bookfa

Oto rusza czwarta edycja zimowego rozdawania książek fanom bloga.

Nie wiem jak u Was, ale u mnie i tym razem nie ma śniegu, właściwie w ogóle nie ma zimy, jednak jak zwykle o tej porze roku są długie zimowe wieczory sprzyjające czytaniu. Pora więc znowu wygrać sobie książkę. Tym razem jest to propozycja dla fanów bloga i jednocześnie miłośników pożółkłych kartek i książek z duszą. Nie będzie żadnych nowości, które okupują pierwsze miejsca wydawniczych list przebojów.

misnaksiazkach

W najbliższych dniach będą pojawiać się na blogu książki, które można będzie sobie wygrać. Jeżeli nabierzecie ochoty na którąś z prezentowanych proszę się po nią zgłosić w komentarzu pod wpisem lub na fejsie. Motywacja niekonieczna, ale mile widziana, może pomóc wygrać. Zgłoszenie dotyczy prezentowanego we wpisie tytułu. Jeżeli chętnych będzie więcej niż jedna osoba, wylosuję szczęśliwca, jednego spośród tych którzy mnie przekonali, że powinni wygrać proponowany tytuł. Książki będą prezentowane przez kilka najbliższych dni, a ich losowanie odbędzie się po zaprezentowaniu ostatniej. Potem wszystkie zostaną wysłane do swoich nowych domów.

Oto pierwsza propozycja dla miłośników płaszcza i szpady i innych awantur. Klasyk gatunku Aleksander Dumas (ojciec) i jego powieść Czarny tulipan wydany przez Iskry w 1983 roku.

Serdecznie zapraszam!

Ze wspomnień utkane

bookfa

Barbara Piórkowska

Utkanki

Instytut Kultury Miejskiej, 2014, stron 103

Satynowa w dotyku różowiutka okładka, niewielki format i objętość, a ile nieoczekiwanych treści! Prawdziwa niespodzianka.

utkanki

Utkanki to zbiór myśli pełnych wspomnień utkanych z słów. Książka Barbary Piórkowskiej pięknie wydana przez mój ulubiony Instytut Kultury Miejskiej to dość niezwykły kawałek prozy miejscami gniewnej i pełnej niespodzianek. To trudna i zaskakująca lektura. Kreatywny język, bogactwo przemyśleń, metafor i neologizmów, a także często szokujących porównań zrobiły na mnie wrażenie.

Historia nie lubi kobiet, ich brzuchów, ich opowieści o dzieciach i obieraniu cebuli, o tym co już napisałam wcześniej, a co przemilczane i nieopowiedziane na moim osiedlu, pośród piaskownic, w których na pewno leżą gdzieś pod spodem czyjeś kości, takich kobiet też, może drobniejsze niż te w podręcznikach, z szerszymi miednicami, ale cały czas obecne. I piersi, którymi nakarmiły dzieci idące na wojnę – też tam leżą.

Autorka pisze o Gdańsku i ludziach, którzy tam przybyli, o tym jak ich geny oraz doświadczenia wplotły się w klimat tego miasta. Czytając trzynaście rozdziałów, z których każdy traktuje o małym odrębnym fragmencie życia nie mogłam się oprzeć spojrzeniu wstecz, we własną przeszłość związaną z innym miastem o równie skomplikowanej historii, pełnym podobnych przybyszów, o których pisze Barbara Piórkowska.

Znajomego nie chcę już znać, chcę porzucić moją przeszłość, nie przyznawać się do niej, jest mi niepotrzebna, obca, wzięłam tylko kilka naprawdę niezbędnych mi rzeczy i zostawiłam jej pazury tam, gdzie nie wracać chcę.

I tak dzięki niej, mimo, że myślałam, że porzuciłam własną przeszłość, spojrzałam nagle wstecz, na Szczecin, w którym też byłam przybyszem. I na swoje jakby poprzednie życie. Zrobiłam nieoczekiwanie dość osobliwy rachunek sumienia i zrozumiałam, że chociaż ja może nie wniosłam w życie mego miasta niczego szczególnego, to właśnie Szczecin, ten tygiel różności odcisnął na mnie na zawsze swoje piętno.

Warto!

Mdłości

bookfa

Niedobrze mi się robi. Ostatnio przewala się przez net kolejna fala analiz fenomenu czytelniczego w Szwecji.
TO NIE JEST ŻADEN FENOMEN!
Fenomenem jest nieczytająca Polska, te tabuny pseudointelektualistów i pseudointeligentów, którzy nie czytają niczego poza instrukcjami obsługi.

czytelnictwo
W Szwecji czytanie, obok oddychania, spania i jedzenia należy od najzwyklejszych czynności życiowych i nie ma w tym niczego nadzwyczajnego.

Czytają WSZYSCY.

O literaturze rozmawia się tu tak często i chętnie jak w Polsce o polityce. Do radia zaprasza się (nawet kilka razy w tygodniu) pisarzy, prezentuje i omawia nowości. Podobnie jest w telewizji, prawie każdy kanał telewizyjny ma własny program o literaturze, a jeśli nie cały program to przynajmniej cykliczne rozmowy o książkach w ramach bloków programowych. Każda szanująca się gazeta przynajmniej raz w tygodniu poleca coś do czytania, od kryminałów, bajek po dzieła naukowe.
Biblioteki są dla wszystkich, a nie dla wybranych. Kupują to co ludzie chcą czytać, nie mają ambicji zmuszać do czytania dzieł z najwyższej półki. Obowiązuje zasada, że każdy czyta co chce, najważniejsze, żeby czytał i korzystał w tym celu z biblioteki.


Czemu mi się robi niedobrze? Przede wszystkim dlatego, że niektórzy autorzy i blogerzy, którzy piszą o "szwedzkim fenomenie" oburzają się, że Polacy jeżeli już czytają, to czytają byle co. A przecież to właśnie niektórzy z nich piszą byle co lub polecją byle co. Może więc warto przestać krytykować CO ludzie czytają, bo dla każdego dobre jest co innego. Może dowolność w doborze lektury to jest jest pierwszy krok, żeby Polacy zaczęli czytać?

 

Na ulicy Rybnej pod numerem ósmym

bookfa

Zbigniew Białas

Tal

Wydawnictwo MG, 2015, stron 304

Tak naprawdę to co się tam wydarzyło pozostaje zagadką do dziś. Trzy zbrodnie w ciągu kilkunastu miesięcy, które miały miejsce w ponurym domostwie na Rybnej do dziś nie znalazły wyjaśnienia.

Grzeszolscy.JoteSfoto: JoteS

Tal  Zbigniewa Białasa oparta na często sprzecznych informacjach prasowych z lat trzydziestych to jednak bardziej opowieść o emocjach i ludzkiej naturze, niż dokument czy kryminał. Powieść jest pełna emocji, obnaża ciemne strony ludzkiej natury, mistrzowsko odzwierciedla realia życia codziennego i stosunki polsko-żydowskie przedwojennego Sosnowca.

 "Jeśli się komuś wydaje, że lata trzydzieste w Polsce to był czas meloników, kabaretów i strusich piór, należy takiej osobie uzmysłowić, że lata trzydzieste w Polsce to był dość ponury czas procesów, apelacji, kasacji, pieniactwa i ogólnego szwendania się po sądach."

 tal1

 

Tal to kolejna po Korzeńcu i Pudrze i pyle świetnie skonstruowana opowieść o Sosnowcu napisana wyjątkowo barwnym językiem. Mam nadzieję, że autor nie weźmie mi za złe, że porównam tę powieść do jednego z dzieł Trumana Capote. Jeżeli ktoś czytał Z zimną krwią to będzie wiedział, co mam na myśli.

Intryganci i ich ofiary, śmiertelna trucizna jakby rodem z powieści Agathy Christie, nietuzinkowy znany warszawski adwokat, mroczny krakowski hotelik, to elementy tej mieszanki wybuchowej.

"Atmosfera jest czysta jak łza! Zięć jest porządnym człowiekiem. Przykładny ojciec, przykładny mąż, głowa rodziny! – A w desperackim przypływie inwencji rzuciła jeszcze argument najsilniejszy: - Żarliwy katolik!"

Autor sprawnie manewrując faktami i fikcją literacką buduje nastrój pełen niepewności i grozy, niepozbawiony jednak momentów humorystycznych, a jednocześnie z prawdziwym kunsztem... manipuluje czytelnikiem.

Początkowo wydawało mi się, że tylko obserwuję życie codzienne jednej z wielu przeciętnych sosnowieckich rodzin. Kiedy doszło do tragedii z każdym kolejnym rozdziałem byłam coraz bardziej pewna, że wiem kto jest winowajcą i tak jak cały ten sosnowiecki tłum spodziewałam się ukarania winnego. Autor jednak skutecznie sprowadził mnie na ziemię uzmysławiając mi, że rozwiązanie nie zawsze jest takie proste jakby się mogło wydawać, że trzeba spojrzeć na fakty także z innej strony. Może zachowanie Pawła Grzeszolskiego, głównego bohatera dramatu spowodowane było strachem, że dla tłumu żądnego niezdrowej sensacji nie jest istotne kto jest naprawdę winny, a sam proces sądowy ma drugorzędne znaczenie, bo tłum niezależnie od sądu i tak wyda własny wyrok?

 "Tak paliła się do składania zeznań, że ledwie zdążyła powiedzieć, że urodziła się dziewiątego czerwca 1902 roku w Sosnowcu i z drugiego męża nazywa się Niemczakowa. Od razu przystąpiła do frontalnego ataku (…) - To był wielki błąd nasz, Wysoki sądzie, że myśmy tego tchórza ukrywali, z tego się wszystkie nasze utrapienia zaczęły."

 Z każdą kolejną przeczytaną stroną pojawia się coraz więcej niewiadomych. Ponieważ trudno jest stwierdzić gdzie kończą się fakty a zaczyna fikcja, po zakończeniu tej pasjonującej lektury pozostanie wiele znaków zapytania związanych z tą jedną z najbardziej zagadkowych zbrodni II Rzeczypospolitej. I według mnie jest to dodatkową zaletą tej znakomitej powieści.

 

10/10

Przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa MG

 

Trzy ofiary, w tym jedna całkiem martwa

bookfa

Alek Rogoziński

Ukochany z piekła rodem

Melanż, 2015, stron 270

Czytając tę powieść obiecywałam sobie, że pisząc o niej nie wspomnę o Joannie Chmielewskiej z dwóch względów. Po pierwsze nie lubię porównywać, bo każdy autor jest niepowtarzalny, a po drugie, bo to sugeruje naśladownictwo, co w przypadku debiutu absolutnie nie jest wskazane.

Kiedy jednak dotarłam do końca powieści przeczytałam, że Alek dziękuje mamie za to, że gdy miał osiem lat wręczyła mu Wszystko czerwone Joanny Chmielewskiej. Zgaduję, że ta lektura zrobiła na przyszłym pisarzu już wtedy duże wrażenie.

 

ukochanyzpieklarodem

Bohaterką powieści jest popularna autorka romansów, Joanna. Do szczęścia nie brakuje jej właściwie niczego poza wielką, dozgonną miłością. Wygląda na to, że w Zakopanem los jej sprzyja, bo stawia na jej drodze sporo młodszego przystojnego fotografa. Joanna z miejsca traci dla niego głowę. Szybko zostają parą i zamieszkują razem. Sielanka nie trwa jednak zbyt długo. Pewnego dnia Joanna (wchodząc po drabinie do domu przez okno w łazience) natyka się na zwłoki swojego amanta. Zszokowana zbrodnią razem ze swoją menedżerką Betty rozpoczyna własne śledztwo, ponieważ nie bardzo wierzy w skuteczność policji.

Nie wykluczam, że wybór imienia i profesji głównej bohaterki jest ukłonem autora w stronę jedynej i absolutnie niepowtarzalnej Joanny Chmielewskiej. Fascynacja ośmiolatka! Ja sama, jako wielbicielka literatury sensacyjnej od zawsze, czytałam w tym wieku takie kryminały jak Uwaga czarny parasol i Kapelusz za sto tysięcy Adama Bahdaja. I do dziś wspominam je z wielkim sentymentem. Na marginesie dodam, że Wszystko Czerwone Joanna Chmielewska miała napisać dopiero za pięć lat.

Alek Rogoziński wziął udział w tegorocznej edycji A może nad morze? Z książką. Miałam więc okazję poznać go osobiście i mam wrażenie, że Ukochany z piekła rodem to „cały” Alek Rogoziński. Wierzcie mi, Alek to niezwykła osobowość!

"Urodziłem się w czasach, kiedy cały nasz kraj żył na kredyt, władzy nikt nie kochał (a i tak jedyna słuszna partia zdobywała 99% głosów w "wyborach"), ale ludzie byli dla siebie o wiele bardziej serdeczni niż teraz. Wychowałem się na samych tylko niedozwolonych lekturach. Gdy inne - normalne! - dzieci czytały "Abecadło" i obowiązkową lekturę "Timur i jego drużyna", tudzież oglądały w telewizji "Przygody Bolka i Lolka", ja zaczytywałem się w powieściach Joanny Chmielewskiej i Agathy Christie, w kucki z przedpokoju (żeby rodzice nie wiedzieli, choć mam wrażenie, że i tak podejrzewali, że tam jestem) podglądałem kolejne odcinki serialu "Ja, Klaudiusz...", nakręconego na podstawie znakomitej powieści Roberta Gravesa, a potem, już w latach 80., chodziłem na wagary do kina "Moskwa" na "Pokój z widokiem" Jamesa Ivory, czyli ekranizację genialnie napisanej książki E.M. Forstera. Obejrzałem ten film kilkanaście razy (kiedyś repertuar zmieniał się w kinach o wiele rzadziej niż dzisiaj!), ale to i tak nie jest mój rekord, bo więcej razy widziałem "12 prac Asterixa" i "Powrót do przyszłości". Dzisiaj nadal mam w sobie wiele z dzieciaka. Znakomicie bawię się na komediach (i to, niestety, nie tylko tych Woody'ego Allena, co jeszcze jako tako by uszło w oczach intelektualistów), chętnie wracam do komediowego cyklu powieści śp. Sue Townsend o Adrianie Mole'u albo pamiętnika Bridget Jones, no i niezmiennie od czasu, gdy miałem 12 lat kocham Madonnę (pewnie mi już nie przejdzie). I nadal - tak jak w czasach młodości - moim idolem jest dobry wojak Szwejk. A ponieważ jestem zodiakalnym Wodnikiem, więc mam też i drugą - bardziej ponurą stronę natury, która kocha mroczne powieści historyczne, twórczość Petera Greenaway'a i melancholijną muzykę barda francuskiego variete - Jean-Louisa Murata. To tyle. I tak wyszło tego zdecydowanie za dużo..."

Ukochany z piekła rodem to lekka i przyjemna powieść kryminalna z nieoczekiwanym zakończeniem. Czyta się świetnie dzięki dowcipnym dialogom oraz barwnym postaciom pierwszo- i drugoplanowym. Podejrzewam, że tworząc osoby dramatu autor inspirował się postaciami ze świata realnego i dla nich jest to jeszcze bardziej rozrywkowa lektura. Niestety nie jestem z branży, więc nie rozszyfrowałam who is who.

Jedyne co mi nieprzyjemnie zgrzytnęło w lekturze to scena w windzie, czyli rozdział XVI. Żeby ukryć tożsamość jednej z osób autor posługuje się określeniem „osoba”. Cały ten rozdział wypada, delikatnie mówiąc, drętwo i psuje mi efekt całości. Zrezygnowałabym z tej sceny bez żalu.

Powieść kończy się wprowadzeniem do kolejnej dostępnej już w księgarniach Morderstwo na Korfu. Na pewno przeczytam. I mam nadzieję, że to będzie wcześniej niż później!

8/10

Czwarty tom trylogii

bookfa

David Lagerkrantz

Co nas nie zabije

Czarna Owca, 2015, stron 608

Kiedy się dowiedziałam, że historia opisana przez Stiega Larssona będzie miała swój ciąg dalszy prawie umarłam z zachwytu. Larssonowska trylogia bardzo mi się podobała, ze szczególnym naciskiem na tom pierwszy. Wyrazisty duet, Lisbeth Salandner i Mikael Blomkvist, zrobił na mnie duże wrażenie. Bardzo ciekawy wątek kryminalny przeplatał się z mega ciekawymi wątkami społeczno-politycznymi. A ja to bardzo lubię.

co_nas

David Lagerkrantz miał z jednej strony ułatwione zadanie, bo miał już bohaterów i pewne sugestie w jakim kierunku ma podążyć akcja powieści. Z drugiej jednak strony dużym utrudnieniem była popularność trylogii i oczekiwania związane z kwestią ewentualnego podobieństwa do oryginału. Jestem pełna podziwu jak dobrze sobie poradził z tym wyzwaniem. Dla mnie jest to powieść jak najbardziej oryginalna, jeżeli chodzi o język i styl. Czytałam jednak opinie, że Lagerkrantz świetnie imituje styl Larssona. Jak to możliwe???

Co nas nie zabije jest udaną kontynuacją pierwowzoru. Lisbeth i Mikael trochę się zmienili, co nie wydaje się być wcale dziwne po tym wszystkim co przeżyli dzięki wyobraźni Stiega Larssona. Lisbeth wspięła się na kolejne szczyty jako hakerka, Mikael znów popadł w niełaskę i węszy za nowym tematem, który da mu szansę ponownie zabłysnąć. Dzięki profesorowi Balderowi, ekspertowi od badań nad sztuczną inteligencją, który odkrył szokujące fakty na temat działalności amerykańskich służb specjalnych drogi Blomkvista i Salander znów się zejdą.

Bardzo interesujący, według mnie, jest wątek o autystycznym chłopcu Auguście. Jest to od jakiegoś czasu bardzo modny element skandynawskich powieści, nie tylko kryminalnych. W powieściach nagminnie pojawiają się dzieci cierpiące na różne rzadkie przypadłości.

"Czasem odnosił wrażenie, że trzy prace, które zdążył już stworzyć August, dowodzą, nie tylko artystycznego i matematycznego talentu, lecz również szczególnej mądrości. Wydawały się tak dojrzałe i złożone w swej matematycznej precyzji, że nie potrafił ich połączyć z obrazem swojego syna – upośledzonego dziecka. (…) Jako ojciec autystycznego dziecka wcześnie zetknął się z pojęciem sawanta. Wiedział, że to ktoś o mocno ograniczonych możliwościach poznawczych, jednocześnie wybitnie uzdolniony w jakiejś dziedzinie."

Wątki te prowadzone są z reguły bardzo starannie i ze znajomością tematu. Nie tylko komplikują one akcję w nieoczekiwany sposób, ale też w sposób trudny do przewidzenia popychają ją do przodu.

 Zaletą Co nas nie zabije jest to, że autor zgrabnie wplata w akcję to co działo się w poprzednich trzech tomach, więc jeśli ktoś zacznie swoją przygodę z Millennium od tej powieści, to i tak bez problemu się w niej odnajdzie.

Prawie równie interesujące jest to co się działo w związku z wydaniem najpierw trylogii, a teraz kolejnego tomu o tandemie Salander & Blomkvist. Śmierć Stiega Larssona, walka o prawa autorskie jego partnerki życiowej z ojcem i bratem autora, to temat na kolejną powieść sensacyjną. Jak wiadomo z powodów nieuregulowanej sytuacji prawnej partnerów prawa autorskie i tantiemy przypadły w końcu ojcu i bratu autora. Nie mnie oceniać ile jest w tym sprawiedliwości, a ile zwykłej pazerności, jednak bardzo podoba mi się decyzja spadkobierców, którzy wszystkie zyski związane z wydaniem kontynuacji Millennium postanowili przekazać antyrasistowskiemu periodykowi EXPO, którego jednym z założycieli był właśnie Stieg Larsson.

9/10

 

Po dwóch rozdziałach Millennium 4

bookfa

Zdaję sobie sprawę, że po przeczytaniu kilkunastu stron nie jestem zbyt wiarygodnym źródłem opiniotwórczym, o samej książce będzie więc na razie niewiele. Skupię się tym razem na tym, co się dzieje wokół książki, a dzieje się sporo.

Jestem zaskoczona medialnym szumem jaki wywołała kontynuacja Millennium. Temperatura w kręgach okołoliterackich wyraźnie się podniosła. Od premiery książki minęło zaledwie kilka dni, a już pojawiła się masa, często sprzecznych opinii na jej temat. Wygląda na to, że recenzenci w tempie, jak dla mnie trudnym do ogarnięcia, zdążyli przeczytać, przeanalizować ponad 500 stron Millenium 4 oraz napisać dogłębne recenzje, które wynoszą książkę na szczyt, lub kompletnie pogrążają. New York Times, USA Today, Guardian zachwycają się Co nas nie zabije. Washington Post stoi natomiast po przeciwnej stronie barykady, czyli po stronie wdowy po pisarzu, która chyba zanim jeszcze przeczytała dzieło Lagerkrantza wydała wyrok: Larsson zasługuje na coś lepszego, niż to.

 Millenium_4

W szwedzkim dzienniku Expressen Jens Liljestrand napisał o książce: Mimo niedociągnięć stylistycznych Stiega Larssona - teraz to widać wyraźnie - jest niemożliwe, żeby kopia choć trochę zbliżyła się do oryginału.

Stało się coś niesłychanego. David Lagerkrantz, pisarz o sporym dorobku, który debiutował jako pisarz w 1997, ma na koncie 11 książek i był nominowany do prestiżowej szwedzkiej nagrody literackiej Augustpriset w 2012 za książkę Ja, Ibra (o piłkarzu Zlatanie Ibrahimowiću) stał się nagle obiektem dosyć niezdrowego zainteresowania. Jedni nazywają go miernym naśladowcą, inni wychwalają.

david_lagerkrantz_ricard_erikssonfoto Ricard Eriksson

W świecie literackim chyba prawie wszyscy znają dziś to nazwisko. To nie debiutant, ale dopiero teraz trafił na usta wszystkich. Nie wiem i nie rozumiem skąd wziął się trend nazywania go naśladowcą Larssona. Wiadomo, że trylogia Millennium jest złotą kurą i ze względu na to, wydawcy nie chcą, żeby ot tak sobie zdechła. Mnie jako fankę Lisbeth bardzo to cieszy. Kiedy kończyłam czytać trzeci tom Millennium popadłam niemal w czarną rozpacz, że to już koniec. Miałam jednak cichą nadzieję, że może gdzieś leży jakiś brudnopis z dalszymi losami bohaterów tej trylogii...

Nie znam kulisów wyboru autora kontynuacji, ale już teraz mogę stwierdzić, że wcale nie wybrano źle. W Millennium 4 pojawiają się wcześniejsi bohaterowie (niech żyje Lisbeth!), ale oprócz nich także sporo nowych postaci i całkiem nowa historia napisana bardziej zaawansowanym językiem, gdzie zdania złożone nie należą do rzadkości. Lagerkrantz nie kopiuje stylu swojego poprzednika, wręcz przeciwnie, pisze własnym. Dzięki temu miłośnicy Lisbeth i Mikaela (ja! ja! ja!) mogą śledzić dalsze losy swoim ulubionych bohaterów. Nie widzę w tym nic złego. No bo co w tym złego???

No cóż... to, że się wszystkim nie dogodzi powszechnie wiadomo.

Do pisania potrzebuję (świętego) spokoju

bookfa

Do czytania z resztą też.

Tegoroczne wakacje były tak wypełnione atrakcjami wszelakimi i spotkaniami towarzyskimi, że tym razem książki po raz pierwszy w moim dość długim życiu zeszły na tak zwany dalszy plan. Wyrzuty sumienia gniotły mnie jednak przez cały urlop jak niewygodne buty. Nie mogłam się ich pozbyć choć na chwilę nawet wtedy, gdy jadłam przepysznego miętusa w sosie agrestowo-imbirowym w gdyńskim Mondo, którego smak na pewno będę pamiętać do końca życia.

Powoli wszystko wraca do normy, tzn. ostatni goście wczoraj wyjechali. Zanim zrobiło się ciemno zdążyłam jeszcze przytulić wszystkie książki razem i każdą z osobna, a także wszystkie obfotografować. Jednymi zostałam obdarowana (tych jest najwięcej!), inne pochodzą ze spotkaniowej wymiany, a jeszcze inne kupiłam.

Nie będę opisywać historii każdego tytułu, po prostu popatrzcie na wszystkie moje zdobycze...

IMG_0137IMG_00082IMG_00101IMG_0014IMG_00161

Spotkaliśmy się już po raz trzeci

bookfa

Najkrócej można o spotkaniu napisać tak: kilka miesięcy przygotowań dla kilku godzin wielkiej przyjemności.

Wybiorę jednak nieco dłuższą wersję relacji, chociaż pominę okres ponad dwóch miesięcy bardzo intensywnych przygotowań.

Sam dzień spotkania zaczął się dla niektórych z nas wcześnie rano. Ogrodowy wystrój Sali Morskiej trochę nas zaskoczył, ale po niewielkim przemeblowaniu okazał się bliski ideału. Książki mają z resztą tę właściwość, że wszędzie czują się dobrze. Podobnie jest też z uczestnikami naszych spotkań.

07.07.2015_002

Około godziny 14.00 sala zaczęła się zapełniać. Blogerzy książkowi, ludzie pióra i komentatorzy blogów książkowych w jednym miejscu. W sopockiej Zatoce Sztuki. Gościliśmy tam już po raz trzeci, wcześniej w ogólnodostępnej sali na parterze, w tym roku po raz pierwszy na piętrze, w sali konferencyjnej z własnym tarasem, a z niego z wyjątkowym widokiem na morze.

Zatoka Sztuki poczęstowała nas napojami, Sopot słynnymi już babeczkami od Fajnych Bab, a anonimowy fan spotkań paterami pełnymi owoców.

IMG_0057

IMG_0052

Pogoda dopisała, humory uczestników spotkania też. Wielu z nas spotkało się już po raz trzeci! To dla mnie najlepszy dowód, że formuła imprezy się podoba. Każdy może porozmawiać do woli z każdym, a autorki i autorzy są po prostu na wyciągnięcie ręki.

Mnie się udało pogawędzić z Joasią Marat, między innymi o jej najnowszej powieści (a nawet zdobyć ją w ramach wymiany książek), z Basią Piórkowską i Małgosią Wardą o powieściowych trendach, wakacjach i wydawaniu książek, z Alkiem Rogozińskim o upale, przedzieraniu się przez sopockie tłumy, jego powieści wydanej (to jedyna z tegorocznych zdobyczy, którą mam z autografem!) i tej następnej, którą z powodu zbyt powolnego czytania tej pierwszej pewnie dostanę później niż szybciej. O ile w ogóle dostanę!

baner61

Czuję jednak pogawędkowy niedosyt (bo ja okropna gaduła jestem), ale jak się lepiej zorganizuję następnym razem, to może zdążę więcej? Ania Klejzerowicz obiecała, że to nadrobimy.

Karol Kłos obdarował wszystkich swoimi powieściami. Moja mama przeczytała Latarnika, kończy właśnie Latarniczkę i jest zachwycona tym co czyta.

Był tradycyjny quiz integracyjny, którego wynik mnie zaskoczył, bo okazało się, że ludzie nie tylko czytają, ale także pamiętają autorów i nawet okładki! Była tradycyjna wymiana książek, ciężkie goodiebags od zaprzyjaźnionych wydawnictw, losowania książek i … okrzyki radości.

 quizzatoka2

 IMG_0038

Wydawnictwo Egmont, wspierające hojnie nasze spotkania od samego początku obdarowało nas tym razem serią miętową Ewy Nowak. Właśnie ukazała się kolejna powieść z tego cyklu. Miałam ochotę na wszystkie, bo słyszałam wiele pochlebnych opinii o tej serii. Mam jednak tylko tę najnowszą. Będzie to więc pierwszy przypadek gdy jakiś cykl zacznę czytać od końca!

IMG_0035

W tym roku wzięło udział w spotkaniu wyjątkowo dużo ludzi pióra. Można więc było nie tylko wrócić do domu z ich książkami, ale także dostać bardzo osobiste dedykacje.

Zrobiliśmy także coś pożytecznego. Zebraliśmy książki dla hospicjum dziecięcego Bursztynowa Przystań w Gdyni. Dzięki hojności uczestników imprezy oraz Literackiego Egmonta, IUVI i Repliki zrobił się z tego dość pokaźny zbiór, który mamy nadzieję, ucieszy dzieci i młodzież będącą pod opieką hospicjum.

 BPzbior

Gorzej poszło w tym roku z naszą spotkaniową książką. W ferworze zdarzeń jakoś wyleciała mi z głowy i zaczęliśmy ją pisać wyjątkowo późno i pewnie gdyby nie zaangażowanie zuz, nie napisalibyśmy zbyt dużo.

Wiele się działo na spotkaniu. Mole książkowe miewają także inne hobby, Karol prawie nie odrywał oka od aparatu i pracowicie utrwalał chwile, Ana zaimprowizowała ściankę i zrobiła furę zdjęć pojedynczych i grupowych, a zerr filmował imprezę (czekamy jeszcze na efekt końcowy).

Bardzo dziękuję:

wszystkim uczestnikom spotkania. To Wy stworzyliście ten absolutnie wyjątkowy klimat zjeżdżając się do Sopotu nie tylko z całej Polski, ale także i zza granicy,

obecnym na spotkaniu autorkom i autorom: Annie Klejzerowicz, Małgorzacie Wardzie, Barbarze Piórkowskiej, Annie Sakowicz, Piotrowi Senderowi, Joannie Marat, Alkowi Rogozińskiemu, Karolowi Kłosowi, Ewie Formelli i Agnieszce Szczepańskiej za wszystkie Wasze książki, które trafiły w ręce uczestników spotkania,

Beacie, Aleksandrze, dofi i janince za pomoc w zorganizowaniu spotkania. Pomysł to jedno, ale efekt końcowy nigdy nie byłby możliwy bez Waszej wszechstronnej pomocy,

organizatorki1

wydawnictwom zaprzyjaźnionym za wszystkie książki, które spowodowały tyle okrzyków radości, szczególne podziękowania należą się Literackiemu Egmontowi i wydawnictwu IUVI za niezwykle hojne wsparcie naszej akcji „Zróbmy coś pożytecznego”,

 Wydawnictwa_wersja171

Zatoce Sztuki za wyjątkową gościnność,

 IMG_00691

miastu Sopot, Literackiemu Sopotowi za patronat, babeczki od Fajnych Bab i zorganizowanie nam wizyty na budowie nowej sopockiej biblioteki,

IMG_00421

Romanowi Wojciechowskiemu, dyrektorowi sopockiej biblioteki, człowiekowi z pasją za niezwykle interesujące i inspirujące rozmowy o przyszłości bibliotek ze szczególnym uwzględnieniem Sopoteki,

IMG_0044

anonimowemu fanowi spotkania za patery owoców,

oraz za wszystkie przesympatyczne wpisy i komentarze o spotkaniu, które ukazały się na blogach i fejsowych profilach uczestników imprezy. To one są dla nas największą zachętą, żeby zorganizować następne spotkanie.

Do widzenia, do jutra

bookfa

2015__2__bez_wydawnictw__tylko_sopot1

 

Wszystkim uczestnikom jutrzejszego spotkania, którzy otrzymali potwierdzenie udziału w sobotniej imprezie przypominamy, że TA sobota jest już jutro. Czekamy na Was w Sali Morskiej w Zatoce Sztuki przy ulicy Mamuszki 14 o godzinie 14.00

 Zatoka_Sztuki__pion1

sala_morska__przestrze2

Będzie się działo… Ana szykuje aparat fotograficzny na sesje zdjęciowe dla chętnych sfotografowania się w towarzystwie książek. Zuz i Zerr będą okiem kamery filmowej obserwować „dynamiczny rozwój wydarzeń” sobotniego spotkania.

Pierwsze książki już są na miejscu i korzystając z pięknej pogody wylegują się na plaży.

 07.07.2015_024

wydwanictwa_2015__wersja_161

 

P.S. Babeczki zjawią się punktualnie. Jak zwykle.

 

Do zobaczenia!

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci