Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

Rewers, czyli do czego są zdolne zasuszone, stare panny.

bookfa

Rewers mnie zaskoczył.

Oczekiwań miałam wiele, ale film dostarczył mi wrażeń, które wręcz trudno ubrać w słowa. Jestem zachwycona. Oto kino światowej klasy produkcji polskiej. Bart wymyślił świetną historię, a Lankosz jeszcze lepiej ją sfilmował.

Dramat, komedia, suspens i czarny humor. Alfred Hitchcock i Woody Allen w jednym. Jeżeli oczywiście duet Bart-Lankosz wzorowali się na kimkolwiek. Scenariusz to podstawa dobrego filmu, choć kiepska reżyseria i słabe aktorstwo potrafią położyć nawet najlepszy. Tu się nic takiego nie zdarzyło. Świetny pomysł poparty jeszcze lepszymi dialogami zagrany po mistrzowsku przez trzy gwiazdy polskiego kina: Jandę, Polony i Buzek.

Polony jako babcia Sabiny, bezkompromisowa przedstawicielka minionej epoki błyszczy na ekranie. Dzielnie sekunduje jej Janda, jako matka Sabiny. Muszę się przyznać, że Janda mnie zaskoczyła tą rolą. Przyzwyczaiłam się, że Janda gra pewien typ kobiet, które mają jedną cechę wspólną: niekontrolowaną emocjonalną nerwowość. Matka Sabiny taka nie jest. To kobieta z poprzednej epoki, która jednak godzi się ze stalinowską rzeczywistością i stara się dopasować do otaczającego ją świata. Sabina, córka i wnuczka, traktowana jako pilnie potrzebująca zamążpójścia starzejąca się panna nie ma łatwego życia. Z jednej strony nie chce zawieść oczekiwań mamy i babci, ale z drugiej strony nie zamierza się wydać za mąż bez miłości. I właśnie ten opór prowadzi do nieoczekiwanego biegu zdarzeń. Sabinę gra Agata Buzek. Gra genialnie. Jeżeli jeszcze miałam jakieś wątpliwości, czy w plotkach, że karierę zawdzięcza pozycji tatusia jest coś z prawdy, to teraz mogę powiedzieć zdecydowanie: NIE. Buzek ma talent, który rozbłysnął w tym filmie jasnym blaskiem. To ona i świetnie przez nią grane emocje są siłą napędową tego filmu. Sabina to uosobienie przysłowiowej, zasuszonej starej panny, zahukanej przez dominującą matkę i babkę. Sabina wydaje się zupełnie bierna i pozbawiona własnej woli. Takie sprawia wrażenie. Jednak w sytuacji krytycznej zaskakuje chyba nawet samą siebie. Mnie jako widza też.

Dawno żaden film tak mnie nie zaskoczył. Od śmiechu, przez przerażenie, po niedowierzanie. Nawet poczciwy Pałac Kultury nabrał dla mnie po tym filmie zupełnie innego, symbolicznego znaczenia. Nie zdradzę czemu, żeby nie psuć przyjemności oglądania tym, którzy jeszcze go nie widzieli.

Na podstawie własnego scenariusza i zapewne dzięki świetnemu przyjęciu filmu Andrzej Bart zdecydował się napisać powieść, którą po prostu MUSZĘ przeczytać. To numer jeden letniej listy książkowych zakupów!

11/10

21, czyli nie wolno lekceważyć geniuszy.

bookfa

Generalnie nie oglądam filmów gdzie motywem przewodnim jest hazard, na dodatek karciany. Zakładam, że taki film na pewno mnie nie wciągnie. No i mam za swoje!

Sfilmowana powieść Bena Merzicha pt. Bringing Down the House jest naprawdę warta obejrzenia. Nie wiem jak film ma się do pierwowzoru książkowego i nie wiem nawet, czy wydano tę książkę w Polsce (na pewno sprawdzę). Niemniej jednak nie były, to na pewno dwie zmarnowane godziny.

Jim Sturgess grający Bena Campbella jest po prostu świetny w roli ubogiego, acz genialnego studenta. Zajęło mi mniej więcej godzinę, żeby odkryć kto ma podobny do niego uśmiech i mogę zdradzić, że chodzi o Ashtona Kutchera (to wyznanie nie ma najmnieszego znaczenia dla całej akcji i nie zdradzę w ten sposób nic, co mogłoby zepsuć czytajacym niniejsze slowa ewentualną przyjemność oglądania).

Do obejrzenia filmu zachęciła mnie informacja, że hazard, który uprawia się w tym filmie ma miejsce w Las Vegas i to tego byłam najbardziej ciekawa. Tak się składa, że moja córka była tam zaledwie kilka tygodni temu i parę dni temu oglądałam jej zdjęcia i filmy właśnie tam nagrane. Dzieki 21 mialam okazję zobaczyć te same miejsca raz jeszcze, tyle, ze sfilmowane hm... bardziej profesjonalnie.

Okazało się, że oprócz Vegas film opowiadał też dość interesującą historię, podobno prawdziwą. Jeżeli istnieje gdzieś taki Ben Campbell naprawdę, to jest on dowodem na to, ze Ci co nazywają Lisbeth Salander wymyślonym przez Larssona cyborgiem, nie mają racji. Geniusze są wsród nas i nie należy ich lekceważyć, bo nawet kiedy nie mają szczęścia, to i tak mają szczęście.

Historyjkę, która opowiada 21 nazwano by prawdopodobnie lekceważąco bajka, gdyby nie to, że zdarzyła się naprawdę, nawet jeżeli Hollywood podrasował pewnie trochę jej elementy.

Swietnie gra w tym filmie też Kevin Spacey, co mnie specjalnie nie zaskoczyło, bo jeszcze nie widziałam go, żeby grał kiepsko w czymkolwiek.

Żeby nie streszczać filmu powiem tylko, że udowadnia on twierdzenie, że pieniądze szczęścia nie dają, ale mogą ułatwić życie. No i są świetnym środkiem do osiagnięcia celu, o ile się nie straci kontroli nad sytuacją.

Lekko przydługi wstęp filmu może zmylić widza, ale jak sie już rozkręci...

7/10

Definitywny koniec (genialnego) Larssona

bookfa

Stieg Larsson

Zamek z piasku, który runął.

Wydawnictwo Czarna owca, 2009, stron 784

Rozciągałam czytanie tej książki w nieskończoność, delektując sie każdą stroną. Niestety dłużej się nie dało. Nawet czytanie w żółwim tempie ma swój koniec.

Ponad dwa tysiące stron historii Lisbeth i Mikaela nieodwolalnie sie skończyło. Na otarcie łez została mi jeszcze filmowa odsłona ostatniej części, która właśnie skończyłam czytać.

Trudno się pogodzić z faktem, że Larsson już nigdy nic nie napisze. Spodziewam się jednak, że znajdą się wkrótce naśladowcy jego stylu i będzie można choć mieć poczucie, że czyta się coś bardzo podobnego. Jak jednak ogólnie wiadomo "prawie" stanowi wielką różnicę...

Trzeci tom nie zawiódł moich oczekiwań. Ciekawym jest, że każda z części to jakby inna odmiana powieści kryminalnej. Pierwsza, to jakby detektywistyczny kryminał oparty na dedukcji identyfikowanej z Sherlockiem Holmesem, druga to już kryminał typu "action", a trzecia to typowy political fiction. A mimo wszystko nie brak tej trylogii spójności, wręcz wskazane jest przeczytanie wszystkich trzech tomów i to w kolejności, od pierwszej do trzeciej.

W zachwyt wpadłam juz po kilkudziesięciu stronach tomu pierwszego i tak zostało do końca. W pierwszym tomie było mi trochę za mało Lisbeth, w drugim i trzecim było już w sam raz.

Cieszy mnie "szczęśliwe" zakończenie całej historii, choć oczywiście wyobrażam sobie, że można by pisać dalej o życiu Lisbeth i wiadomo od razu, że nudno by nie było.

Trzeci tom, to oprócz dawnych bohaterów spotkanie z nowymi, równie interesującymi jak poprzedni. Postacie dokładnie sportretowane w tej powieści mają w sobie "coś". Wszystkie bez wyjątku. Na pierwszym planie jest jak zwykle Mikael z pogmatwanym życiem osobistym i dość nietypowymi "zasadami układów męsko-damskich" (fajnie w dwóch zdaniach określiła osobowość emocjonalną Mikaela jego siostra) oraz bezkompromisową uczciwością. Jest także Lisbeth z własnym systemem wartości, co sie jej opłaca, a co nie, jednocześnie nie szkodząc innym bez potrzeby, tolerancyjna dla ludzkich słabości do granic zdrowego rozsądku, używająca niekonwencjonalnych metod, żeby osiągnąć swój cel. Lisbeth nie rozumie tylko jednego, że w pojedynkę nie ma szans i ma szczęście, że wzbudza mimo swej najeżonej pozy tyle sympatii, że ludzie mimo wszystko chcą jej pomagać bez względu na koszty.

Trzeci tom, to walka "na śmierć i życie" z systemem. Jedni walczą ze względu na Lisbeth, inni ze względu na zasady. Gdzieś przeczytałam, że gdyby akcja tej powieści toczyła się w Polsce, to finał sprawy byłby zupelnie inny. I tak by pewnie było, bo nie ma tu jednego elementu, tak dobrze nam znanego w polskim krajobrazie politycznym: kolesiostwa.

Kto lubi thrillery prawnicze i political fiction będzie ekstra zadowolony, bo jest tu minimum action (tak samo jak w tomie pierwszym) i maximum całej reszty. Jest to też książka o potędze dobrego dziennikarstwa. I ten właśnie wątek podoba mi się najbardziej.

10/10

2009, grudzień

bookfa

Oto nowa kategoria, która będzie się nazywać GRZBIETY. Powstaje właściwie na żądanie eire, ale jak się zastanowić, to to jest całkiem dobry pomysł. Będę mogła sobie "w razie czego" sprawdzić co kupiłam i kiedy.

Parę dni temu wróciłam z Polski z siatą książek, z których większość jest na fotkach. Brakuje początku Ani z Zielonego Wzgórza, czyli tego co się zdarzyło zanim Ania znalazła się u Maryli, pięciu tomów Charlie Bone Jenny Nimmo, trylogii o dziewicach Szwaji, Miłości nad rozlewiskiem Kalicińskiej, oraz nowej Weisberger o Harrym Winstonie.

Brakuje też kilku pozycji, ktore zostawiłam mamie do przeczytania i dojadą do domu dopiero latem.

Kocham Rebusa Rankina; kolejne dwa kupione teraz, dwa wcześniej latem. Latem zamówiłam sobie cztery, korzystając z uprzejmosci nicki, w Świecie książki. Kupiła mi dwa, bo reszty chyba akurat nie było. Teraz dokupiłam trzeciego z listy letniej i zupełnie mi wczesniej nieznany tytuł: Kryptonim "Wiedźma". To jedna z pierwszych powieści Rankina (wydana po raz pierwszy pod pseudonimem), zanim jeszcze wymyślił Rebusa.

Jest też nowy Aksionow podpatrzony u eire, którego musiałam mieć i zdesprowana udałam się do księgarni firmowej Świata książki w Gdyni, gdzie, nie będąc członkiem klubu, byłam zdecydowana na śmierć i życie walczyć o prawo zakupu, bo nigdzie indziej nie jest jeszcze dostępna. Udało się.

Szczerze oddany Szurik Ulickiej to kolejna pozycja dla rusofili. Trochę się nad nią wahałam, ale zachęciła mnie cena (połowa detalicznej). Kolejne dwie tanie książki to chic lity: Pływanie w negliżu i Sammy w Waszyngtonie.

Papierowy motyl to dzieło chińskiej pisarki. Mam jeszcze dwie (kupione latem) chińskich pisarzy, które grzecznie czekają w kolejce.

Kolejne dwie, to Corby Flood i Jezioro Samotnia. To nabytki mojej młodszej córci, która po polsku czyta już bez żadnych problemów i uwielbia buszować ze mną po księgarniach. Jej kolejka książek do czytania tez rośnie. Udało nam się skompletować już całego Charlie Bone'a (dwa latem, jeden jesienią i dwa teraz) w fantastycznie niskiej cenie: 6,99 za tom. Nie było to bez znaczenia, bo dziecko nabyło wszystkie części za własne pieniądze.

Zaklęci w czasie to prawdziwy sejensfikszyn (sic!). Normalnie nie kupuję takich książek, ale ta wydała mi się tak nietypowa, że mnie skusiło i mam ;D

Policjantkę Uhnak kupiłam teraz choć widziałam ją latem. Nie byłam pewna, czy tego nie czytałam i nie mam we własnych zbiorach. Wróciłam po wakacajach do domu, rzuciłam się do półki i okazało się, że owszem czytałam i mam, ale Policjantów! Byłam bliska apopleksji z wrażenia, że przegapiłam coś takiego! Ale większego szoku doznałam zjawiając się w księgarni w grudniu i odnajdując ten sam egzemplarz na półce!

Mikołajek, czyli nie da się nie śmiać!

bookfa

Mikołajek jest po prostu świetny! Kto czytał książki, wie o kogo chodzi, a kto nie czytał, po obejrzeniu filmu na pewno po nie sięgnie.

Poszliśmy do kina w pierwsze święto z dziećmi. Myślałam, że kino będzie puste, bo kto chodzi do kina w święta? Okazało się, że sala kinowa byla wypełniona po brzegi. Ciekawe, czy wszyscy myśleli to samo co my, że będzie pusto? A może wreszcie zmieniają się swiąteczne nawyki rodaków?

Myślę, że mało kto się zawiódł. Salwy smiechu słychać było na okrągło.

Film swietnie zrobiony, dubbing też, choć Agata Kulesza w roli mamy trochę mi nie pasowała.

Sam Mikołajek i jego koledzy, genialni. Nie wiem jak długo trwały poszukiwania odtwórców ról kolegów szkolnych Mikołaja, ale wszyscy bez wyjątku byli rewelacyjni, pasujący do ról z wyglądu i świetni jako aktorzy.

Świetne dialogi, francuska szkoła, mundurki, cała "epoka" przedstawiona bardzo realistycznie. Dziecięca logika w najlepszym wydaniu. Aż trudno uwierzyć, że coś takiego potrafili stworzyć dorośli. Imiona dzieci tez kapitalne!

Kiedy coś czytam, to oczywiście zawsze sobie wyobrażam jak wyglądają bohaterowie i muszę przyznać, że Ci filmowi (mam na mysli dzieci) przerośli nawet moją wyobraźnię.

Nabrałam ochoty, żeby znów sięgnąć po Mikołajka i kupić te pozycje, które wyszły ostatnio. Jest już nawet wydanie z filmowymi urwisami na okładce.

Polecam film, zwłaszcza zestresowanym. Śmiech gwarantowany.

8/10

Flickan som lekte med elden czyli Dziewczyna, która igrała z ogniem.

bookfa

Najkrótsza recenzja mogłaby brzmieć: ekszyn bez klimatu.

Spokojnie. Napiszę więcej.

Dla miłośników powieści Larssona jest to na pewno interesująca ekranizacja. Okrojona z klimatu powieści (niestety), ograniczone do granic możliwości, filmowe streszczenie książki. Noomi jest dalej świetna jako Lisbeth, po prostu mnie zachwyca. Reszta postaci jest pokazana na tyle na ile to jest konieczne. 

Mikael gra poprawnie, Paolo Roberto gra samego siebie, choć jego rola dużo odbiega od powieściowego pierwowzoru, Erika Berger po prostu jest, a reszta to tło dla głównych bohaterów.

Powtórzę znów: książka jest zdecydowanie materiałem na serial, a nie dwugodzinny film.

Tym razem miejscem akcji nie jest senna wiejska idylla. Jest Sztokholm. Z miejscami znajomymi mi osobiście, co mnie wręcz rozczula, bo jestem zachwycona tym miastem.

Warto obejrzeć mimo, że scenariusz jest właściwie tylko zbiorem momentów, które są niezbędne, żeby popchnąć akcję do przodu, czyli główny wątek powieści jest, resztę trzeba doczytać.

Oglądałam jednak z przyjemnością i fanom Millennium gorąco polecam. Polecam też samą powieść, bo film jest po prostu tylko jej dopełnieniem, ale zastąpić jej nie może.  Za żadne skarby świata.

700 stron, od których nie można się oderwać.

bookfa

Stieg Larsson

Dziewczyna, która igrała z ogniem.

Wydawnictwo Czarna owca, 2009, stron 700

O tomie pierwszym napisałam: genialny, więc na opis drugiego brak mi już określenia. Jest jeszcze lepszy.

Minął mniej więcej rok od czasu kiedy wydarzyła się historia opisana w tomie pierwszym. Lisbeth trochę się zewnętrznie zmieniła, ale wewnątrz pozostała tą samą Lisbeth zmagającą się z tymi samymi zmorami. Tym razem, to jej komplikuje się życie i w związku ze zbiegiem kilku okoliczności policja poszukuje wariatki, która popełniła trzy zbrodnie. Tą wariatką ma być Lisbeth Salander. Niektórzy są z góry przekonani o jej winie, inni nie i do tych drugich zalicza się oczywiście Mikael.

W tym tomie oprócz starych znajomych pojawiają się nowi bohaterowie. Ich sylwetki są nakreślone przez Larssona tak sugestywnie, że nie przeszkadzał mi nawet Polak o dziwnym nazwisku: Bublanski. Pofatygowałam się sprawdzić, czy istnieje choć jeden Bublanski w Polsce i oczywiście nie istnieje. Wsród tych wszystkich fikcyjnych postaci pojawia się jedna prawdziwa, Paolo Roberto. Znany szwedzki bokser odgrywa nawet dość kluczową rolę w całej tej historii. Ciekawe, czy zagra w filmie sam siebie?

 

Czyta się jednym tchem. Fabuła świetna i trzymająca w napięciu. Dla miłośników Lisbeth Salander (czyli mnie) nareszcie jest duuuuużo Lisbeth.

Polecam po raz kolejny Larssona wszystkim tym, którzy lubią kryminały gdzie zbrodnia nie jest wątkiem pierwszoplanowym.

Znów jest okazja zrobić sobie wycieczkę w głąb szwedzkiego społeczeństwa, choć tym razem akcja toczy się w zupełnie innym środowisku niż w tomie pierwszym.

Tom drugi kończy się w dość nieoczekiwanym momencie i odetchnęłam z prawdziwą ulgą, kiedy cała w nerwach chwyciłam tom trzeci i zobaczyłam, że zaczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym kończy się tom drugi.

P.S. Widziałam trailer filmu. Paolo Roberto gra samego siebie.

Män som hatar kvinnor czyli Mężczyzni, którzy nienawidzą kobiet.

bookfa

Po książce przyszła kolej na film.

Jeżeli książkę mogłam bez mrugnięcia okiem nazwać genialną, to o filmie mogę powiedzieć tylko: świetny.

Nie dlatego, że jest źle zrobiony. Wręcz przeciwnie. Bardzo dobrze. Wyjątkowo zgodny z treścią, lecz zabrakło w nim całej tej psychologicznej "nadbudowy", która czyni książkę wyjątkową. Postacie są okrojone do niezbędnego minimum, choć mimo wszystko zgodne z oryginałem.

Noomi Rapace jest świetna. To dokładnie Lisbeth z powieści Larssona. W życiu nie widziałam aktorki, ktora potrafiłaby tak odtworzyć pierwowzór książkowy. Noomi to po prostu Lisbeth.

Mikael książkowy i filmowy to nie do końca ten sam facet. To co pisalam o nim w recenzji ksiażki tu w filmie jest w zasadzie niewidoczne.

To, co w książce oddawało dokładnie szwedzki klimat postaci i miejsc, w filmie jest mało zauważalne. No, ale w film kinowy nie da się zmieścić prawie 700 stron powieści. Ta powieść to raczej materiał na świetny serial psychologiczny z zagadką kryminalną w tle. W filmie kinowym jest akurat odwrotnie. Intryga zajęła miejsce pierwsze i reszta jest o tyle widoczna, o ile jest niezbędna dla samej intrygi.

Pewne wątki powieściowe są pominięte, pewne skrócone, a rodziny Vangerow nie poznajemy prawie wcale.

Film warto jednak obejrzeć. Gra w nim plejada doskonałych szwedzkich aktorów, choć prawda jest taka, ze Noomi (właściwie nieznana nikomu) ukradła im cały ten film. Jest najlepsza!

Niedługo będzie można obejrzeć kolejny film z parą Salander & Blomkvist. Właśnie czytam jego pierwowzór książkowy czyli: Dziewczyna, która igrała z ogniem.

Tak zwane uczucia mieszane.

bookfa

Rafał Dębski

Labirynt von Brauna

Żelazne kamienie

Krzyże na rozstajach

Wydawnictwo Dolnośląskie 2008, stron 228, 246, 240.

 

Empik proponował te książki w pakiecie, trzy sztuki razem, zafoliowane. Kupiłam więc wszystkie trzy za jednym zamachem. Gdybym kupowała pojedynczo skończyłoby się pewnie na pierwszym tomie tej szpiegowsko-przygodowej trylogii. Po przeczytaniu wszystkich trzech muszę przyznać, że część ostatnia jest chyba najlepsza tzn. "najstraszniejsza". Nie będę ukrywać: jest strasznie i miejscami strasznie nudno.

Główny bohater Michał Wroński to facet z zasadami, które w otaczajacym go świecie przysparzają mu tylko wrogów i same kłopoty.

W pierwszym tomie Wroński zmaga się z własną żoną i z historią, czyli pozostałościami II wojny światowej. Skomplikowana fabuła, gdzie potomkowie III Rzeszy, wywiady obcych państw i jeszcze parę innych podejrzanych typów kotłuje się w małym miasteczku koło Wroclawia. Kiedy miałam lat naście lubiłam czytać takie historie, teraz jednak dużo mniej.

W tomie drugim miejsce akcji mniej więcej to samo, bohater też ten sam, choć gra w barwach wywiadu, a nie zwykłego policjanta z małej dziury. Tym razem chodzi o tajemnice bursztynowej komnaty, afery PRL-u i skomplikowane życie uczuciowe bohatera, które chwilowo nabiera rumieńców.

We wszystkich tomach jest sporo okrucieństwa, bo jak wiadomo, ani przestępcy, ani wywiady nie bawią się w piaskownicy.

Trzeci tom aż zatyka.  Zbrodnia, tortury i bezpardonowa walka o wpływy i duże pieniądze, a także sekta. Jej działalność opisana w tym tomie jest przerażająca! A do tego wszystkiego polityka i politycy. Znów wywiad, znów bandyci i bardzo zakamuflowana akcja powieści. Trzeba się czasem nieźle nagłowić, żeby zrozumieć kto z kim rozmawia w kolejnym akapicie i na jaki temat.

Mam nadzieję, że cała ta historia to tylko wybujała fantazja autora, bo gdyby rzeczywistość wyglądała podobnie, strach byłoby się bać! A pewnie tak wygląda...

 

Żadne pochwały nie były przesadzone!

bookfa

Stieg Larsson

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

Wydawnictwo Jacek Santorski, 2008, 634 strony

Fenomenalna i osobliwa.

Stieg Larsson zadebiutowal tą powieścią w 2004 roku, ale niestety nie dożył momentu kiedy ukazała się drukiem. Zmarł nagle, na atak serca, w wieku lat 50.

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" to pierwsza cześć trylogii Millennium. Wszystkie trzy zrobiły zawrotną karierę nie tylko w Szwecji. Dwie pierwsze są już nawet sfilmowane. Niestety filmu jeszcze nie widziałam, więc nie mogę ocenić jak się ma do powieści. Obawiam się jednak, że chyba nie da się zrobić z ponad 600-stronicowej powieści filmu kinowego, który odda wszystkie walory książki.

Co mogę napisać po lekturze? Że jest świetna, ma "szwedzką" atmosferę i nietuzinkowych bohaterów. I że mało kto potrafi napisać powieść, która ma tyle stron i nie nudzić ani przez chwilę.

Lisbeth to zupelnie nowy typ powieściowej bohaterki. Nigdy jeszcze nie spotkałam się z podobnym asocjalnym typem w literaturze, który na dodatek wzbudzałby tyle symapatii.

Mikael to facet z zasadami i pozytywnym nastawieniem do świata. Uczciwy, solidny, oddany przyjaciel z zasadami, honorowy i... beznadziejny w relacjach z bliskimi mu ludźmi. Nieszweda może trochę zdziwić jak da się pogodzić te wszystkie elementy w jedno. Da się... jak się jest Szwedem! To dość typowy Szwed, upośledzony uczuciowo i emocjonalnie.

Powieść ma tyle stron, ze zmieściło się w niej wszystko. Oprócz kryminalnej intrygi, świetna charakterystyka szwedzkiego stylu życia. Larsson umiejscowił większość akcji na wyspie, w małym zamkniętym świecie, który z pozoru jest jedną wielką idyllą.

Otwierając książkę jesteśmy przekonani, że będziemy czytać historię poszukiwań mordercy Harriet Vanger. Po kilkuset stronach okazuje się, że czytamy coś zupełnie innego. Punkt ciężkości nagle się przesuwa i historia Harriet okazuje się być całkiem inna historia. Jak dla mnie, to dodatkowy walor tej powieści.

Przede mną jeszcze dwa kolejne tomy Millennium i ci sami bohaterowie, czyli Mikael i Lisbeth. A mimo to już zazdroszczę wszystkim, którzy jeszcze nie czytali części pierwszej, że mają to jeszcze przed sobą.

 

 

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci