Menu

Lost.In.The.Library

ma nowy adres: www.bookfa.se

John Rebus, kolekcjoner nieprzeczytanych ksiazek

bookfa

Ian Rankin

Supelki i krzyzyki

Wydawnictwo Zysk i S-ka 2003, stron 219

Na cykl o Johnie Rebusie szkockiego pisarza Iana Rankina trafilam zupelnie przypadkiem (przypadkowosc wyboru lektur jest w moim przypadku dosc czestym zjawiskiem). Dlatego tez zaczelam czytac te serie mniej wiecej od srodka.

Ian Rankin to mistrz nietypowego kryminalu i od razu przypadl mi do gustu sposob jego narracji. Mozna wiec smialo powiedziec, ze pierwsza historie z Rebusem polknelam i od razu nabralam ochoty na jeszcze. Sprawdzilam ile ich w sumie napisal i okazalo sie, ze az siedemnascie sztuk! Do tej pory weszlam w szczesliwe posiadanie siedmiu ale udalo mi sie dostac cos co jest prawie nieosiaglane czyli poczatek rebusowej historii czyli Supelki i krzyzyki. Trafilam na nia przypadkiem w ksiegarni Matras na polce z przecenionymi ksiazkami! Stal tam sobie tylko jeden egzemplarz a ja nie wierzylam wlasnemu szczesciu biorac go do reki! Nie dosc, ze w ogole byl to jeszcze pol darmo!

Supelki i krzyzyki to nie dzielo sztuki. Rankin napisal te powiesc w 1987 roku i moge o niej powiedziec, ze jest napisana poprawnie. I chyba nic wiecej. Zwlaszcza jak porownam z napisana dwanascie lat pozniej Martwe dusze, ktora przez przypadek przeczytalam jako pierwsza.

W Supelkach i krzyzykach mozna jednak poznac troche dokladniej Rebusa. Detektyw sierzant John Rebus to facet dosc nietuzinkowy. Ma za soba kilka lat w komandosach, nieudane malzenstwo i corke nastolatke. Lubi zagladac do kielicha, ukrasc czasem na sniadanie bulki i mleko oraz ma zbior ksiazek, ktorych nie ma za bardzo kiedy przeczytac. W salonie leza porozrzucane te, ktorych nie da sie przeczytac do konca bo sa niezbyt ciekawe, w sypialni zas leza te, ktore naprawde chce przeczytac tylko jakos czasu nie starcza. Jest jednak jedna ksiazka do ktorej wraca regularnie, przynajmniej raz w roku ( nie zdradze tytulu). Rebus jest typem malo socjalnym, lekko zlosliwym, nieobojetnym na wdzieki kobiet, czesto kolezanek z pracy. Nie stroni od przypadkowego seksu.

Rebus mieszka w Edynburgu i Edynburg Rankina to nie to miasto, ktore znaja turysci. Rankin opisuje to miasto i jego mieszkancow w sposob szczegolny. Jest smrod, brud i ubostwo...

Pierwsza powiesc z Rebusem, chociaz niewysokich lotow, serwuje dosc sprytna intryge kryminalna i dosc sporo szczegolow z zycia detektywa Rebusa. Zacheca mimo wszystko zeby siegnac po nastepne.

Ponizej lista wszystkich chronologicznie. Niestety z tego co wiem to chyba nie wszystkie zostaly do tej pory wydane w Polsce, wiec mimo najszczerszych checi nie uda mi sie ich przeczytac we wlasciwej kolejnosci.

  • Książki o inspektorze Rebusie
    • Supełki i krzyżyki (Knots and Crosses, 1987)
    • Hide and Seek (1991)
    • Tooth and Nail (1992 - pierwsze publikacja pod tytułem Wolfman)
    • Strip Jack (1992)
    • Czarna księga (The Black Book, 1993)
    • Mortal Causes (1994)
    • Let it Bleed (1996)
    • Black and Blue (Black and Blue, 1997)
    • Wiszący ogród (The Hanging Garden, 1998)
    • Martwe dusze (Dead Souls, 1999)
    • Z głębi mroku (Set in Darkness, 2000)
    • Kaskady (The Falls, 2001)
    • Odrodzeni (Resurrection Men, 2002)
    • Próba krwi (A Question of Blood, 2003)
    • Zaułek szkieletów (Fleshmarket Close, 2004)
    • Memento Mori (The Naming of the Dead, 2006)
    • Pożegnalny Blues (Exit Music, 2007)
  • 5/10

    Mocna rzecz o mobbingu.

    bookfa

    Antonina Kozlowska

    Czerwony rower

    Wydawnictwo Otwarte 2009, stron 232

    Mialam szczescie albo los tak chcial. Albo jedno i drugie. Ksiazka Antoniny Kozlowskiej wpadla mi w rece zupelnie przypadkowo na moim ulubionym stoliczku taniej ksiazki w Gdyni. Lubie to miejsce i zakreconego mola ksiazkowego, ktory przed swoja ksiegarnia ma ten stoliczek z ksiazkami. Kiedy jestem w Gdyni szperam na nim miedzy ksiazkami i daje szanse sobie i ksiazkom zupelnie mi nieznanych autorow. Tak wlasnie wpadl mi w rece Czerwony rower, tytul od razu skojarzyl mi sie z czytanym kiedys Niebieskim rowerem.

    Czerwony rower byl wakacyjnym zakupem, ktory teraz przeczytalam i przyznam sie, ze po zakonczeniu lektury nie moglam zasnac miotana emocjami.

    Bohaterki powiesci sa mlodsze ode mnie mniej wiecej 10 lat. Mimo to czytajac o ich wczesnomlodzienczych latach mialam wrazenie, ze pochodza z zupelnie innej epoki. Nie wiem czy to dlatego, ze Polska od lat 70-tych zaczela tak gnac do przodu czy dlatego, ze one wychowywaly sie na peryferiach wielkiego miasta a ja wlasnie w duzym miescie. Emocjonalnie sa mi odlegle cale lata swietlne. Gdyby byly nastolatkami dzisiaj to moze latwiej byloby mi przelknac cala te historie. To dzis mlodziez potrafi  nawet zamordowac zeby zrobic tym prezent kumplowi na urodziny. Czy bylo tak wtedy tez?

    Moje nastoletnie lata to raczej kolezenstwo oparte na prawdziwej przyjazni. Jedyna dziewczyna w klasie, ktora nie miala za bardzo z kim pogadac na przerwie byla corka marynarza, ktora ubierala sie w Pewexie i odswiezala oddech na przerwie tic-tacami. Nikt jej tego nie zazdroscil o ile dobrze pamietam. Bylismy pokoleniem w jeansach Odry i tenisowkach ze Stomila. Marynarzowna byla inna, wiec wszyscy jej unikali, nikt nie zabiegal o jej przyjazn. Nie miala lekko.

    Bohaterki powiesci sa inne. Imponuje im dziewczyna pelna kompleksow ukrytych pod maska wystudiowanego luzu i wulgarnosci. Godza sie na wiele w imie "przyjazni". Pisze to slowo w cudzyslowiu bo naprawde nie rozumiem jaka relacja je laczy. Ani w czasach gdy byly nastolatkami ani tym bardziej pozniej, kiedy sa doroslymi kobietami. Jezeli jeszcze moge zrozumiec te nastoletnia "przyjazn" to tej w wieku doroslym juz zupelnie nie. Zwlaszcza, ze tajemnica, ktora nie daje im spokoju powinna je raczej na zawsze rozdzielic. Dziwi mnie fakt, ze jedna z nich, ktora zna szczegoly tej tajemnicy od lat, mowi o nich dopiero po mniej wiecej 20 latach choc regularnie sie spotykaja.

    Chociaz prawde mowiac to co mnie dziwi i denerwuje w tej ksiazce tak naprawde jest jej zaleta. To nie jest grzecznie opowiedziana historia, to historia, ktora daje do myslenia.

    Na okladce pisze, ze autorka potrafi ubrac w slowa skomplikowane relacje miedzyludzkie. Taki sobie frazes, pomyslam, czytajac to. Ale nie. Jest to najprawdziwsza prawda. Byly fragmenty, ktore czytalam po kilka razy, oszolomiona wlasnie ta umiejetnoscia autorki. To jak np. w kilku slowach scharakteryzowala rodzine Marciniakow i zycie zlotowlosego Arka powinno sie studiowac na kursach creative writing. Genialne!

    Przyczepic moge sie tylko do dziecinnych ubranek (wole jednak dzieciece) i aparatu do prostowania zebow. Weronika prostowala sobie zeby raczej aparatem ortodontycznym a nie ortopedycznym (strona 114).

    Wiem, ze autorka ma na koncie jeszcze jedna powiesc, ktora po prostu MUSZE gdzies znalezc i MUSZE przeczytac, tak samo jak MUSZE przeczytac wszystkie nastepne, ktore napisze.

    9/10

     

    Przerazajaco prawdziwa lektura o polskiej mentalnosci.

    bookfa

    Dmitrij Strelnikoff

    Ruski miesiac

    Wydawnictwo WAB 2009, stron 315

    Zmylily mnie troche uwagi lektorskie na okladce i opinia pana Stommy. Myslalam, ze kupilam do poczytania cos wesolego. A tu od poczatku zamiast wesolo bylo straszno. I denerwujaco.

    O autorze powiesci nic nie wiem choc wyglada na dosyc znanego w Polsce, jak sie wczytac w jego CV. Trojki nie slucham ze zrozumialych wzgledow, TVP2 ogladam rzadko jako zacmienia slonca, Europa da sie lubic to program nie dla mnie. A wszedzie tam mozna sie bylo ewentualnie natknac na Strelnikoffa.

    Juz po paru stronach historia opisywana przez autora wydala mi sie dziwnie bliska i znajoma. W moim przypadku nie chodzilo co prawda o slub a o chrzciny, ale problemy byly podobne. Chcialam dokonac czegos co z gruntu bylo skazane na niepowodzenie czyli wychodzac za maz za rozwodnika po slubie katolickim i rodzac mu dziecko zachcialo mi sie je ochrzcic. A takich zachcianek kosciol katolicki nie spelnia bo prawo kanoniczne i naturalne nie przewiduje chrzczenia bekartow(!!) za jakie uznal nasze dziecko proboszcz mojej parafii. Po tym stwierdzeniu resztki mojej sympatii do tej instytucji wygasly na wieki i odechcialo mi sie chrzczenia dzieci na dobre. Gdyby przyszla chrzestna sie nie uparla i nie "zalatwila" chrzcin w bazylice w centrum miasta to niewykluczone, ze moja corka do dzis bylaby poganka.

    Podobne problemy mialam z urzedami kiedy wydzial paszportow wreczyl mi swistek pt. karta obiegowa emigranta i kazal mi ja zwrocic wypelniona przez wszystkie wymienione na swistku urzedy (a bylo ich kilkanascie). Zalatwienie tego bylo przedsiewzieciem na pograniczu cudu! Reakcje urzednikow byly miedzy innymi takie:

    - Co pani mi tu przynosi??? Ja nic takiego nie podpisze!

     - Co to w ogole jest? Kto pani to dal?

    - Nie moge tego podpisac bo co bedzie jak po pani wyjezdzie pani rodzice przestana placic za prad?

    - Czemu ja mam to podpisac pierwsza? Niech pani ktos inny najpierw podpisze i potem niech pani tu wroci.

    itd...itp...

     

    I oto ja, kobieta z takimi doswiadczeniami wzielam do reki ksiazke Strelnikoffa! Rozdrapalam tym stare rany a od potakiwania nad prawdziowoscia spostrzezen Piotra Smirnoffa rozbolala mnie glowa. Jak on w ogole godzil sie na to wszystko i wytrzymal ten ruski miesiac z hakiem? Ja bym zrezygnowala juz po pierwszej klodzie rzuconej pod nogi.

    Podziwiam autora, ze bylo go stac na tak humorystyczne potraktowanie tematu (choc dla mnie to raczej czarny humor) perypetii urzedniczo-koscielnych, antysemityzmu, rusofobii, zwyklej ludzkiej glupoty i bezmyslnosci. We mnie to wszystko budzi tylko agresje...

    Kafka i Gogol w jednym.

    6/10

    Wojna polsko-ruska czyli szok totalny.

    bookfa

    Zaczne od tego, ze ksiazki nie przeczytalam do tej pory. Czeka w kolejce ale poniewaz nie ma dostatecznie szerokich lokci to ciagle wpycha sie przed nia cos innego. Rozne opinie na jej temat tez pewnie zrobily swoje. Straszenie wulgarnym jezykiem tez. Akurat to potrafi odstraszyc mnie dosc skutecznie bo nie jest to srodek przekazu, ktory trafialby do mnie szczegolnie latwo.

    Obejrzalam wiec najpierw film, ktory tez nie moze pochwalic sie jezykiem salonowym. Roi sie od kurew, ktore sa nie tylko przecinkami i kropkami w zdaniu, sa tez podmiotami i orzeczeniami.

    Nie wiem jak okreslic ten film. Kino eksperymentalne czy koszmarny sen cpuna? Film bez akcji, zbior szokujacych obrazow i totalna beznadziejnosc. Mocny i szokujacy. Zagrany brawurowo przez Borysa Szyca (reszta jest dla niego tylko tlem), ktory w roli Silnego jest po prostu rewelacyjny.

    Gorzej wypadly panie czyli Sonia Bohosiewicz, ktora jest kompletnie nieprzekonywujaca jako demolition woman, Maria Strzelecka bladziutka nie tylko na twarzy i Roma Gasiorowska, ktora chwilami przypomina za bardzo Mariole z Londynczykow.

    Dorota Maslowska jako aktorka wypadla w tym towarzystwie calkiem niezle!

    No szok!

    (fotki z film.onet.pl)

    7/10

    Trzy pytania...

    bookfa

    ...które zadała mi eire:

    1. Jakie trzy powieści poleciłabyś koleżance idącej na patologię ciąży z informacją, że będzie musiała tam spędzić miesiąc do porodu?

    Wszystko zależy od tego co kto lubi czytać. Gdyby to była koleżanka o podobnych upodobaniach do moich to poradziłabym jej wziąć to co czeka u niej od dawna w kolejce, lub całą Agathę Christie. Ja co prawda nie leżałam na patologii ostatni miesiąc, ale i tak kilka miesięcy ciąży spędziłam na leżąco i właśnie Agathą się raczyłam. Do dziś mile to wspominam. Przeczytałam wtedy kilkadziesiąt jej powieści. Trzecia możliwość, to wziąć książki, które juz czytała i zamierzała kiedyś do nich wrócić. I to mógłby być taki seans wspomnień.

    2. Jaka książkę chciałabyś zobaczyć zekranizowaną, a która powinna zostać tylko na papierze, bo jej ekranizacja tylko by ją spłyciła?

    Na papierze powinna zostać większość tego co czytałam. Ekranizacje zwykle mnie rozczarowują. Wydaje mi się nawet, że książek nie da się wiernie przenieść na ekran, zawsze będzie to tylko "na motywach".

    Jest jedna rzecz, ktora chciałabym jednak zobaczyć na ekranie, musieliby to zrobić Amerykanie. Jest to Całe zdanie nieboszczyka Joanny Chmielewskiej. Porwali się na nią Rosjanie, ale niestety wyszło jak zwykle, czyli beznadziejnie.

    3. Jaka powieść poleciłabyś mężczyźnie, a jaką kobiecie, osobom, które nigdy nie czytały nic oprócz lektur, a teraz chcą zacząć swoją przygodę z książką? (staję przed takim pytaniem często w tej bibliotece, którą prowadzę społecznie, ale mam ograniczony wybór do tych, które tam dostępne, ale wy możecie oczywiście wybrać ze wszystkich, nawet tych nie tłumaczonych na polski.

    Oprócz tytułów w odpowiedziach do tych pytań proszę o kilka słow dlaczego?

    To jest bardzo trudne pytanie, bo kiedyś doradzałam tak znajomej, która nigdy nie czytała nic oprócz lektur i widząc moją bibliotekę poprosiła o coś do czytania, żeby złapać bakcyla. Pomyślałam wtedy o czymś takim lekkim dla relaksu co by ją mogło oderwać od codzienności. Zaproponowałam Fleszarową, Shawa i coś tam jeszcze. Nawet już nie pamiętam dokładnie. Nic jej nie przypadło do gustu. Pomyślałam, że mam do czynienia z przypadkiem beznadziejnym i zaczęłam ją wypytywać co z lektur utkwiło jej w pamięci, albo co ją zainteresowało na ekranie telewizora. I wtedy zaproponowałam jej Gombrowicza. I to było to! Przeczytala całego. Potem rzuciła się na Mrożka, Stachurę...

    Tak wiec nauczona doświadczeniem próbowałabym najpierw wypytać co komuś zapadło w pamięci z obojętnie jakiej przyczyny i poszłabym tym tropem. Choć w obecnej sytuacji, kiedy ukazało się Millennium Larssona, to chyba śmiało proponowałabym to zupełnie w ciemno.

    Rewers, czyli do czego są zdolne zasuszone, stare panny.

    bookfa

    Rewers mnie zaskoczył.

    Oczekiwań miałam wiele, ale film dostarczył mi wrażeń, które wręcz trudno ubrać w słowa. Jestem zachwycona. Oto kino światowej klasy produkcji polskiej. Bart wymyślił świetną historię, a Lankosz jeszcze lepiej ją sfilmował.

    Dramat, komedia, suspens i czarny humor. Alfred Hitchcock i Woody Allen w jednym. Jeżeli oczywiście duet Bart-Lankosz wzorowali się na kimkolwiek. Scenariusz to podstawa dobrego filmu, choć kiepska reżyseria i słabe aktorstwo potrafią położyć nawet najlepszy. Tu się nic takiego nie zdarzyło. Świetny pomysł poparty jeszcze lepszymi dialogami zagrany po mistrzowsku przez trzy gwiazdy polskiego kina: Jandę, Polony i Buzek.

    Polony jako babcia Sabiny, bezkompromisowa przedstawicielka minionej epoki błyszczy na ekranie. Dzielnie sekunduje jej Janda, jako matka Sabiny. Muszę się przyznać, że Janda mnie zaskoczyła tą rolą. Przyzwyczaiłam się, że Janda gra pewien typ kobiet, które mają jedną cechę wspólną: niekontrolowaną emocjonalną nerwowość. Matka Sabiny taka nie jest. To kobieta z poprzednej epoki, która jednak godzi się ze stalinowską rzeczywistością i stara się dopasować do otaczającego ją świata. Sabina, córka i wnuczka, traktowana jako pilnie potrzebująca zamążpójścia starzejąca się panna nie ma łatwego życia. Z jednej strony nie chce zawieść oczekiwań mamy i babci, ale z drugiej strony nie zamierza się wydać za mąż bez miłości. I właśnie ten opór prowadzi do nieoczekiwanego biegu zdarzeń. Sabinę gra Agata Buzek. Gra genialnie. Jeżeli jeszcze miałam jakieś wątpliwości, czy w plotkach, że karierę zawdzięcza pozycji tatusia jest coś z prawdy, to teraz mogę powiedzieć zdecydowanie: NIE. Buzek ma talent, który rozbłysnął w tym filmie jasnym blaskiem. To ona i świetnie przez nią grane emocje są siłą napędową tego filmu. Sabina to uosobienie przysłowiowej, zasuszonej starej panny, zahukanej przez dominującą matkę i babkę. Sabina wydaje się zupełnie bierna i pozbawiona własnej woli. Takie sprawia wrażenie. Jednak w sytuacji krytycznej zaskakuje chyba nawet samą siebie. Mnie jako widza też.

    Dawno żaden film tak mnie nie zaskoczył. Od śmiechu, przez przerażenie, po niedowierzanie. Nawet poczciwy Pałac Kultury nabrał dla mnie po tym filmie zupełnie innego, symbolicznego znaczenia. Nie zdradzę czemu, żeby nie psuć przyjemności oglądania tym, którzy jeszcze go nie widzieli.

    Na podstawie własnego scenariusza i zapewne dzięki świetnemu przyjęciu filmu Andrzej Bart zdecydował się napisać powieść, którą po prostu MUSZĘ przeczytać. To numer jeden letniej listy książkowych zakupów!

    11/10

    21, czyli nie wolno lekceważyć geniuszy.

    bookfa

    Generalnie nie oglądam filmów gdzie motywem przewodnim jest hazard, na dodatek karciany. Zakładam, że taki film na pewno mnie nie wciągnie. No i mam za swoje!

    Sfilmowana powieść Bena Merzicha pt. Bringing Down the House jest naprawdę warta obejrzenia. Nie wiem jak film ma się do pierwowzoru książkowego i nie wiem nawet, czy wydano tę książkę w Polsce (na pewno sprawdzę). Niemniej jednak nie były, to na pewno dwie zmarnowane godziny.

    Jim Sturgess grający Bena Campbella jest po prostu świetny w roli ubogiego, acz genialnego studenta. Zajęło mi mniej więcej godzinę, żeby odkryć kto ma podobny do niego uśmiech i mogę zdradzić, że chodzi o Ashtona Kutchera (to wyznanie nie ma najmnieszego znaczenia dla całej akcji i nie zdradzę w ten sposób nic, co mogłoby zepsuć czytajacym niniejsze slowa ewentualną przyjemność oglądania).

    Do obejrzenia filmu zachęciła mnie informacja, że hazard, który uprawia się w tym filmie ma miejsce w Las Vegas i to tego byłam najbardziej ciekawa. Tak się składa, że moja córka była tam zaledwie kilka tygodni temu i parę dni temu oglądałam jej zdjęcia i filmy właśnie tam nagrane. Dzieki 21 mialam okazję zobaczyć te same miejsca raz jeszcze, tyle, ze sfilmowane hm... bardziej profesjonalnie.

    Okazało się, że oprócz Vegas film opowiadał też dość interesującą historię, podobno prawdziwą. Jeżeli istnieje gdzieś taki Ben Campbell naprawdę, to jest on dowodem na to, ze Ci co nazywają Lisbeth Salander wymyślonym przez Larssona cyborgiem, nie mają racji. Geniusze są wsród nas i nie należy ich lekceważyć, bo nawet kiedy nie mają szczęścia, to i tak mają szczęście.

    Historyjkę, która opowiada 21 nazwano by prawdopodobnie lekceważąco bajka, gdyby nie to, że zdarzyła się naprawdę, nawet jeżeli Hollywood podrasował pewnie trochę jej elementy.

    Swietnie gra w tym filmie też Kevin Spacey, co mnie specjalnie nie zaskoczyło, bo jeszcze nie widziałam go, żeby grał kiepsko w czymkolwiek.

    Żeby nie streszczać filmu powiem tylko, że udowadnia on twierdzenie, że pieniądze szczęścia nie dają, ale mogą ułatwić życie. No i są świetnym środkiem do osiagnięcia celu, o ile się nie straci kontroli nad sytuacją.

    Lekko przydługi wstęp filmu może zmylić widza, ale jak sie już rozkręci...

    7/10

    Definitywny koniec (genialnego) Larssona

    bookfa

    Stieg Larsson

    Zamek z piasku, który runął.

    Wydawnictwo Czarna owca, 2009, stron 784

    Rozciągałam czytanie tej książki w nieskończoność, delektując sie każdą stroną. Niestety dłużej się nie dało. Nawet czytanie w żółwim tempie ma swój koniec.

    Ponad dwa tysiące stron historii Lisbeth i Mikaela nieodwolalnie sie skończyło. Na otarcie łez została mi jeszcze filmowa odsłona ostatniej części, która właśnie skończyłam czytać.

    Trudno się pogodzić z faktem, że Larsson już nigdy nic nie napisze. Spodziewam się jednak, że znajdą się wkrótce naśladowcy jego stylu i będzie można choć mieć poczucie, że czyta się coś bardzo podobnego. Jak jednak ogólnie wiadomo "prawie" stanowi wielką różnicę...

    Trzeci tom nie zawiódł moich oczekiwań. Ciekawym jest, że każda z części to jakby inna odmiana powieści kryminalnej. Pierwsza, to jakby detektywistyczny kryminał oparty na dedukcji identyfikowanej z Sherlockiem Holmesem, druga to już kryminał typu "action", a trzecia to typowy political fiction. A mimo wszystko nie brak tej trylogii spójności, wręcz wskazane jest przeczytanie wszystkich trzech tomów i to w kolejności, od pierwszej do trzeciej.

    W zachwyt wpadłam juz po kilkudziesięciu stronach tomu pierwszego i tak zostało do końca. W pierwszym tomie było mi trochę za mało Lisbeth, w drugim i trzecim było już w sam raz.

    Cieszy mnie "szczęśliwe" zakończenie całej historii, choć oczywiście wyobrażam sobie, że można by pisać dalej o życiu Lisbeth i wiadomo od razu, że nudno by nie było.

    Trzeci tom, to oprócz dawnych bohaterów spotkanie z nowymi, równie interesującymi jak poprzedni. Postacie dokładnie sportretowane w tej powieści mają w sobie "coś". Wszystkie bez wyjątku. Na pierwszym planie jest jak zwykle Mikael z pogmatwanym życiem osobistym i dość nietypowymi "zasadami układów męsko-damskich" (fajnie w dwóch zdaniach określiła osobowość emocjonalną Mikaela jego siostra) oraz bezkompromisową uczciwością. Jest także Lisbeth z własnym systemem wartości, co sie jej opłaca, a co nie, jednocześnie nie szkodząc innym bez potrzeby, tolerancyjna dla ludzkich słabości do granic zdrowego rozsądku, używająca niekonwencjonalnych metod, żeby osiągnąć swój cel. Lisbeth nie rozumie tylko jednego, że w pojedynkę nie ma szans i ma szczęście, że wzbudza mimo swej najeżonej pozy tyle sympatii, że ludzie mimo wszystko chcą jej pomagać bez względu na koszty.

    Trzeci tom, to walka "na śmierć i życie" z systemem. Jedni walczą ze względu na Lisbeth, inni ze względu na zasady. Gdzieś przeczytałam, że gdyby akcja tej powieści toczyła się w Polsce, to finał sprawy byłby zupelnie inny. I tak by pewnie było, bo nie ma tu jednego elementu, tak dobrze nam znanego w polskim krajobrazie politycznym: kolesiostwa.

    Kto lubi thrillery prawnicze i political fiction będzie ekstra zadowolony, bo jest tu minimum action (tak samo jak w tomie pierwszym) i maximum całej reszty. Jest to też książka o potędze dobrego dziennikarstwa. I ten właśnie wątek podoba mi się najbardziej.

    10/10

    2009, grudzień

    bookfa

    Oto nowa kategoria, która będzie się nazywać GRZBIETY. Powstaje właściwie na żądanie eire, ale jak się zastanowić, to to jest całkiem dobry pomysł. Będę mogła sobie "w razie czego" sprawdzić co kupiłam i kiedy.

    Parę dni temu wróciłam z Polski z siatą książek, z których większość jest na fotkach. Brakuje początku Ani z Zielonego Wzgórza, czyli tego co się zdarzyło zanim Ania znalazła się u Maryli, pięciu tomów Charlie Bone Jenny Nimmo, trylogii o dziewicach Szwaji, Miłości nad rozlewiskiem Kalicińskiej, oraz nowej Weisberger o Harrym Winstonie.

    Brakuje też kilku pozycji, ktore zostawiłam mamie do przeczytania i dojadą do domu dopiero latem.

    Kocham Rebusa Rankina; kolejne dwa kupione teraz, dwa wcześniej latem. Latem zamówiłam sobie cztery, korzystając z uprzejmosci nicki, w Świecie książki. Kupiła mi dwa, bo reszty chyba akurat nie było. Teraz dokupiłam trzeciego z listy letniej i zupełnie mi wczesniej nieznany tytuł: Kryptonim "Wiedźma". To jedna z pierwszych powieści Rankina (wydana po raz pierwszy pod pseudonimem), zanim jeszcze wymyślił Rebusa.

    Jest też nowy Aksionow podpatrzony u eire, którego musiałam mieć i zdesprowana udałam się do księgarni firmowej Świata książki w Gdyni, gdzie, nie będąc członkiem klubu, byłam zdecydowana na śmierć i życie walczyć o prawo zakupu, bo nigdzie indziej nie jest jeszcze dostępna. Udało się.

    Szczerze oddany Szurik Ulickiej to kolejna pozycja dla rusofili. Trochę się nad nią wahałam, ale zachęciła mnie cena (połowa detalicznej). Kolejne dwie tanie książki to chic lity: Pływanie w negliżu i Sammy w Waszyngtonie.

    Papierowy motyl to dzieło chińskiej pisarki. Mam jeszcze dwie (kupione latem) chińskich pisarzy, które grzecznie czekają w kolejce.

    Kolejne dwie, to Corby Flood i Jezioro Samotnia. To nabytki mojej młodszej córci, która po polsku czyta już bez żadnych problemów i uwielbia buszować ze mną po księgarniach. Jej kolejka książek do czytania tez rośnie. Udało nam się skompletować już całego Charlie Bone'a (dwa latem, jeden jesienią i dwa teraz) w fantastycznie niskiej cenie: 6,99 za tom. Nie było to bez znaczenia, bo dziecko nabyło wszystkie części za własne pieniądze.

    Zaklęci w czasie to prawdziwy sejensfikszyn (sic!). Normalnie nie kupuję takich książek, ale ta wydała mi się tak nietypowa, że mnie skusiło i mam ;D

    Policjantkę Uhnak kupiłam teraz choć widziałam ją latem. Nie byłam pewna, czy tego nie czytałam i nie mam we własnych zbiorach. Wróciłam po wakacajach do domu, rzuciłam się do półki i okazało się, że owszem czytałam i mam, ale Policjantów! Byłam bliska apopleksji z wrażenia, że przegapiłam coś takiego! Ale większego szoku doznałam zjawiając się w księgarni w grudniu i odnajdując ten sam egzemplarz na półce!

    Mikołajek, czyli nie da się nie śmiać!

    bookfa

    Mikołajek jest po prostu świetny! Kto czytał książki, wie o kogo chodzi, a kto nie czytał, po obejrzeniu filmu na pewno po nie sięgnie.

    Poszliśmy do kina w pierwsze święto z dziećmi. Myślałam, że kino będzie puste, bo kto chodzi do kina w święta? Okazało się, że sala kinowa byla wypełniona po brzegi. Ciekawe, czy wszyscy myśleli to samo co my, że będzie pusto? A może wreszcie zmieniają się swiąteczne nawyki rodaków?

    Myślę, że mało kto się zawiódł. Salwy smiechu słychać było na okrągło.

    Film swietnie zrobiony, dubbing też, choć Agata Kulesza w roli mamy trochę mi nie pasowała.

    Sam Mikołajek i jego koledzy, genialni. Nie wiem jak długo trwały poszukiwania odtwórców ról kolegów szkolnych Mikołaja, ale wszyscy bez wyjątku byli rewelacyjni, pasujący do ról z wyglądu i świetni jako aktorzy.

    Świetne dialogi, francuska szkoła, mundurki, cała "epoka" przedstawiona bardzo realistycznie. Dziecięca logika w najlepszym wydaniu. Aż trudno uwierzyć, że coś takiego potrafili stworzyć dorośli. Imiona dzieci tez kapitalne!

    Kiedy coś czytam, to oczywiście zawsze sobie wyobrażam jak wyglądają bohaterowie i muszę przyznać, że Ci filmowi (mam na mysli dzieci) przerośli nawet moją wyobraźnię.

    Nabrałam ochoty, żeby znów sięgnąć po Mikołajka i kupić te pozycje, które wyszły ostatnio. Jest już nawet wydanie z filmowymi urwisami na okładce.

    Polecam film, zwłaszcza zestresowanym. Śmiech gwarantowany.

    8/10

    © Lost.In.The.Library
    Blox.pl najciekawsze blogi w sieci