Menu

Lost.In.The.Library

ma nowy adres: www.bookfa.se

Wpisy otagowane : Johanna-Thydell

W oparach piżma

bookfa

Rok temu wybierałam się na spotkanie autorskie z Johanną Thydell, ale coś się wydarzyło i spotkanie odwołano. Rok później, czyli wczoraj wreszcie się odbyło. Może z resztą to i lepiej, bo Johanna zdążyła w międzyczasie wydać nową książkę i w związku z tym sporo o niej wczoraj mówiła. Nasz miejscowy szef od kultury zachował się już na dzień dobry niezbyt elegancko, bo na przywitanie odczytał ze sceny, z której od czasu do czasu zalatywało intensywnie piżmem, listę nadchodzących wydarzeń kulturalnych i brzmiało to jak niekończąca się litania. Nie miałam pojęcia, że tyle się dzieje w mojej mieścinie.

Johanna siedziała na scenie w fotelu stojącym na okrągłym czerwonym dywanie czekając cierpliwie na swoją kolej. Po zareklamowaniu imprez wszelakich moderator przystąpił do rzeczy. Fakt, że Johanna pochodzi z naszego miasta i połowa widowni znała ją osobiście nie miał znaczenia i przedstawił jej dość szczegółowy zawodowy życiorys, a potem zapytał, dlaczego zażyczyła sobie spotkania w formie dialogu zamiast zwyczajowego monologu i czy odpowiadając na pytania będzie kłamać. Uspokoiła go, że nie będzie, bo wszyscy ją tu znają, więc musi się pilnować i trzymać fantazję na wodzy.

 johanna

Przeczytała kilka fragmentów z (M)ornitologen i nie wiem, czy wybrała najlepsze momenty, czy po prostu jej kolejna powieść (pisana prawie pięć lat) jest równie doskonała jak poprzednie. Wpisałam (M)ornitologen na listę gwiazdkowych życzeń i mam nadzieję, że Mikołaj mnie nie zawiedzie.

MornitologenJohannaThydell

Słuchając Johanny i obserwując ją z widowni zdałam sobie sprawę, że od jej debiutu minął szmat czasu i z młodej dziewczyny zmieniła się w dojrzałą kobietę, która zdążyła przeżyć to i owo, a jej twórczość ewoluuje razem z nią. Nie mam na myśli warsztatu, bo ona po prostu urodziła się z wyjątkową umiejętnością pisania i już debiut dał jej prestiżową nagrodę Augustpriset, o której niektórzy pisarze marzą całe życie, a mimo to marzenie to nigdy się nie spełnia. Jej się spełniło zanim jeszcze zdążyła zacząć marzyć. Szczęściara!

Miałam kiedyś nadzieję, że przetłumaczę jej debiutancką powieść Gwiazdy świecą na suficie, ale niestety poległam. Nie przebiłam się przez ten mur i nie udało mi się nikogo tą powieścią zainteresować. Siedziałam więc sobie w oparach piżma z poczuciem porażki, które zawsze powraca kiedy tylko pomyślę o Johannie.

Thydell pisze powieści dla młodzieży, które chętnie czytają też dorośli. Planuje kolejną. Doszła jednak do, jak to określiła, punktu w którym narrację powieści przekaże osobie dorosłej, czyli dołączy do tzw. autorek cross over, co jest ostatnio dość częstym zjawiskiem, żeby nie powiedzieć modne.

Moderator prowadził spotkanie jak dialog towarzyski na kanapie we własnym pokoju stołowym, zakończył wywiad pytaniem jakim ptakiem jest Johanna, a potem wręczył jej w prezencie słoik miodu z pobliskiej pasieki.

Takie to było spotkanie z pisarką Johanną Thydell.

 

Zalety nieumiejętności czytania

bookfa

Johanna Thydell

Han tänkte på dem som färger (Myślał o nich jak o barwach)

Novellix, 2011, stron 28

Johanna Thydell to moja ulubiona pisarka młodego pokolenia, od samego debiutu a nawet wcześniej. Pochodzi z mojej miesciny i dzieki temu, przez kilka lat, miałam przyjemność czytać jej felietony w naszej lokalnej gazecie. Wpadła mi w oko świetnym stylem i nieczęsto spotykaną gietkością pióra. Biorąc pod uwagę jej młody wiek, od razu mój nos mi podpowiedział, że oto pojawił się wielki talent. Przepowiadałam jej błyskotliwą karierę i nie pomyliłam się. Jej debiutancka powieść „I taket lyser stjärnorna” zgarnęła najbardziej pożądaną szwedzką nagrodę literacką, Augustpriset. Do tej pory przetłumaczono tę powieść na dwanaście języków a także przeniesiono ją na ekran.

Z dnia na dzień stała się sławna a nie była na to wcale przygotowana. Po debiucie, powieści dla młodzieży z wątkami autobiograficznymi, nastąpiła dość długa przerwa. Następna powieść „Det fattas en tärning” to kolejny sukces. Nad jedną i drugą wylewałam łzy, choć nad pierwszą jednak więcej. Trzecia powieść „Ursäkta att man vill bli lite älskad” to kolejna niespodzianka. Nareszcie żadnego powodu do łez. Powieść z życia zakochujących się po raz pierwszy nastolatków. Tą powieścią udowodniła sobie (bo czytelnikom wcale nie musiała), że potrafi sprostać oczekiwaniom, że sukces jej debiutu to nie kwestia szcześcia i przypadku.

foto Mia Carlsson

Miałam okazję spotkać ją kilka razy. Przesympatyczna, wrazliwa dziewczyna, której smakowało moje ciasto czekoladowe. Prowadziła kiedyś w naszej bibliotece wakacyjny kurs kreatywnego pisania dla młodzieży, do dziś ciepło wspominany przez moją starszą córkę.  To są zalety małych mieścin, pisarze na wyciągnięcie ręki.

Teraz zaskoczyła mnie (i pewnie nie tylko mnie) po raz kolejny.  Krótkie opowiadanie „Han tänkte på dem som färger” zaskoczyło mnie intensywnością uczuć. Na dwudziestu ośmiu stronach, które  czytałam od poczatku kilka razy bo za każdym razem kiedy brałam je do ręki żeby dokończyć, stwierdzałam, że jest tak krótkie, że mogę je przeczytać całe naraz i zaczynałam od początku. Potem po raz kolejny okazywało się, że znów nie zdążę przeczytać całości i tak w kółko. Po prostu nie umiem czytać opowiadań. Jednak dzięki temu odkryłam więcej istotnych szczegółów, na które nie zwróciłabym pewnie większej uwagi, czytając je tylko raz. Narratorem jest nieznany nawet z imienia młody, utalentowany plastycznie chłopak, skazany na utratę bliskiej osoby, skupiony na wspomnieniach z dzieciństwa i unikaniu budowania bliższych relacji z kimkolwiek. Całość napisana fantastycznie mistycznym językiem, niejednoznaczna na tyle, że za każdym razem trochę inaczej smakuje się niektóre szczegóły. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że autorka po raz kolejny próbuje rozliczyć się z bolesną przeszłością mimo, że głównym bohaterem jest bezimienny on, nazywany pieszczotliwie w dzieciństwie przez matkę ”Ettan”. Jak widać, niektóre rany goją się wyjątkowo długo i opornie.

7/10

Targi ksiazki 2010

bookfa

Wreszcie wybralam sie na targi ksiazki. Bylam tam pierwszego dnia czyli w dniu dla ludzi z branzy, chociaz do branzy za bardzo sie nie zaliczam. Wejsciowki zafundowalo nam wydawnictwo, w ktorym pracuje moja starsza corcia. Pojechalysmy z mlodsza wczesnie rano pociagiem do Geteborga na caly dzien. Dotarlysmy na miejsce zaraz po otwarciu ale i tak byl tam juz wielki tlum, ktory gestnial z kazda kolejna godzina. Setki boksow roznych wydawnictw i innych firm zwiazanych mniej lub bardziej posrednio z rynkiem wydawniczym robilo wrazenie.

 

Z planem targow w reku udalo nam sie wszedzie trafic na czas zeby nie przegapic spotkan z pisarkami, na ktorych szczegolnie nam zalezalo. Bonnier, ktory goscil Sofi Oksanen ulozyl cale stosy jej powiesci "Oczyszczenie" w centrum swojego boksu rozmiaru XXXL. Spotkanie z pisarka trwalo krotko bo okolo kwadransa ale potem Sofi byla do dyspozycji czytelnikow sygnujac swoja powiesc.

Strategicznie stalam w poblizu stolika, przy ktorym miala podpisywac czytelnicze egzemplarze w wiekszosci zakupione tuz obok. Bonnier wydal "Oczyszczenie" w dosc duzym formacie, na grubym papierze i z wlasna okladka. Moj polski egzemplarz rzucil sie jej wiec natychmiast w oczy i pewnie dzieki temu udalo mi sie z nia nawet zamienic pare slow. Za komplement, ze napisala swietna powiesc, jedna z najlepszych jakie kiedykolwiek czytalam grzecznie podziekowala.

Jednak pierwszym zdobywca autografu okazal sie maly facecik, ktory pojawil sie nagle znikad i zrecznie wepchnal sie przed ustawiajaca sie za mna kolejke. W reku trzymal puszke sardynek. Zazyczyl sobie wpisu do ksiazki Niech zyje Estonia! w jezyku francuskim a potem wreczyl Sofi te puszke, na widok ktorej wdziecznie sie rozesmiala. Mialam wiec przez chwile okazje przyjrzec sie jej i pierwsze co nasunelo mi sie na mysl to to, ze ta filigranowa kobieta kojarzy mi sie z rajskim ptakiem. Sceniczny makijaz, perlowy, prawie bialy puder i wyrazna szminka tylko potegowaly to wrazenie. Calosci dopelniala burza rozowo-czarnych dredow, elegancki stroj i czerwone zamszowe buty na niebotycznych obcasach.

Druga pisarka, ktora miala spotkanie z czytelnikami tego dnia byla Johanna Thydell (blondynka z prawej na fotce ponizej). Promowala swoja trzecia ksiazke "Ursäkta att man vill bli lite älskad" ( Przepraszam, ze chcialoby sie byc troche kochanym).

 

Sledze jej "pisarskie losy" juz od wielu lat. Pochodzi z mojego miasta i zanim zadebiutowala (brawurowo zgarniajac od razu prestizowa nagrode Augusta za najlepszy debiut) pisala felietony w lokalnej gazecie. Tym sposobem wpadla mi w oko jako niezwykle utalentowana mloda osoba, o ktorej (bylam pewna) swiat na pewno kiedys uslyszy. Mialam tez szczescie poznac ja kiedys osobiscie, kiedy to pewien krakowski oszust (podac jego nazwisko?) niby probowal wydac jej pierwsza powiesc w moim tlumaczeniu. Zdazylam przeltumaczyc jakies 50 stron zanim oszustwo sie wydalo. Ciagle mam nadzieje, ze kiedys trafi mi sie powazny wydawca, ktory zechce wydac jej powiesc i, ze to ja ja przetlumacze. Johanna byla w swietnej formie, opowiadala o nowej powiesci i obiecala, ze nie bedzie przy niej wylewania lez. Kiedy podpisywala moj egzemplarz zazartowalam, ze trzymam ja za slowo i te powiesc uda mi sie przeczytac na sucho.

Nazbieralam na targach mase roznych broszur i katalogow z nowosciami, ktore ciagle czekaja na przejrzenie. Zakupy targowe udaly sie mojej corci, wrocila z siedmioma nowymi ksiazkami.

Bylo cudnie! Za rok tez sie wybieramy!

 A na koniec zupelnie nie na temat: od przyszlego tygodnia zaczynam prace w bibliotece!

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci