Menu

Lost.In.The.Library

I tak nie zdążę przeczytać wszystkiego co bym chciała zanim umrę...

Wpisy otagowane : Johan-Theorin

Bukiet na Dzień kobiet

bookfa

Jest to ułożony starannie bukiet z… mężczyzn. I to jakich!

Wybrałam do niego tych, którzy pojawiali się w moich blogowych wpisach. To pisarze, moim skromnym zdaniem, prawdziwi mistrzowie pióra: Johan Theorin, Jussi Adler-Olsen, Zbigniew Białas, Ian Rankin i Ian Sansom. Warto ich poznać, bo nie są gwiazdy tylko jednej książki. Niektórzy z nich piszą od lat, inni krócej, ale wszyscy są niezwykle utalentowani i mają swój niepowtarzalny styl.

Johan Theorin ma na swoim koncie kilka książek, z których najbardziej znany jest kwartet olandzki. Po przeczytaniu tej serii wyspa Oland stała się dla mnie zupełnie innym miejscem niż wcześniej. Autor ją po prostu zaczarował, częściowo z pomocą swoich powieściowych bohaterów. Trudno jednoznacznie sklasyfikować to co pisze Theorin. Przy każdej kolejnej książce na nowo wybuchała w bibliobusie gorąca dyskusja, czy powinien rezydować na półce z kryminałami, czy też nie.

Jussi Adler-Olsen to niekwestionowany mistrz nietypowego kryminału. Wymyślony przez niego, po kilku wcześniejszych powieściach Departament Q, to strzał w dziesiątkę. Bohaterowie, których powołał do życia w tej serii nie mają swoich odpowiedników nigdzie indziej. Mistrzostwo świata! Do tej pory napisał pięć książek o Departamencie Q i czytając je nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że może to być barrrrdzo długa seria. I bardzo mnie to cieszy! Nie rozumiem jednak dlaczego wydawanie ich po polsku utknęło w martwym punkcie.

Zbigniew Białas to prawie debiutant. Ma na swoim koncie dopiero dwie powieści. Ale jakie! Niewielu jest zdolnych snuć swoją opowieść bez „gwałtownych zwrotów akcji” tak jak on, że trudno się od niej oderwać. Sosnowiec, dość niepozorne miasteczko nabiera zupełnie innego wymiaru i staje się już dzięki tylko tym dwóm powieściom bardziej widoczne na mapie Polski. Jeżeli każdy, kto przeczytał powieści Białasa nabierze takiej samej ochoty jak ja, żeby tam pojechać, to będą tam tłumy oglądające zwłaszcza… kafelki!

Ian Rankin i jego Rebus oraz Edynburg. Fantastyczna seria, która zaczęła powstawać jeszcze w latach 80-tych. I nie zestarzała się ani trochę. Myślę, że fabułę tych powieści do dziś można uznać za nowatorską. Mam też wrażenie, że sporo kreowanych później przez innych pisarzy bohaterów jest wzorowanych (mniej lub wiecej) właśnie na komisarzu Rebusie. Na serię składa się kilkanaście powieści, z których część została także sfilmowana. To zupełnie przyzwoity serial, zwłaszcza od momentu, kiedy w rolę Rebusa wcielił się Ken Stott. Niestety twórcy serialu kompletnie się nie przejęli chronologią, i tak pierwszy tom powieściowy Supełki i krzyżyki, jest ostatnim odcinkiem serialu.

Ian Sansom to północnoirlandzki pisarz, który zadebiutował w 2002 roku. Cztery lata później wydał pierwszy tom z serii Bibliobus. Pewnie bym Sansoma nie odkryła gdyby nie wymyślił Israela Armstronga, bibliobusowego bibliotekarza. Na znajomy mi język przełożono niestety na razie tylko dwa z czterech tomów przygód ofermowatego bibliotekarza. Polecam tę serię wszystkim miłośnikom najwyższej próby angielskiego humoru. W ubiegłym roku autor wydał The Norfolk Mysteries, co najprawdopodobniej jest początkiem nowej fantastycznej serii. W takich momentach żałuję, że znam angielskiego.

 

Zmierzch czyli o trudnej sztuce godzenia się z losem

bookfa

Pierwszy tom kwartetu olandzkiego został sfilmowany przez Yellow Bird, który to producent zekranizował między innymi Millennium Stiega Larssona. Chciałoby się krzyknąć: nareszcie! Ale jak mówią Szwedzi, gdy się czeka na coś dobrego, nigdy nie czeka się zbyt długo.

Przypadkowo obejrzałam Zmierzch o zmierzchu i miało to swój dodatkowy urok. 95 minut świetnego kina, z zaskakująco dobrymi rolami Leny Endre jako Julia i Torda Petersona jako Gerlof.

Nawet jeżeli Lena gra ostatnio dosłownie we wszystkich filmach, to jest to aktorka, która potrafi udźwignąć każdą rolę i w każdej potrafi być zupełnie inna. Jako Julia, matka zaginionego przed laty Jensa jest doskonała. Oto uosobienie kobiety samotnej i zaniedbanej, niepogodzonej z losem, mimo upływu ponad 20 lat od tragedii, która ją spotkała.

Gerlof to zamknięty w sobie, zdruzgotany nieszczęściem dziadek i obwiniany przez córkę współsprawca nieszczęścia. Też bardzo wiarygodny w tej roli Tord Peterson, którego niestety nie kojarzę z żadnym innym filmem. Akcja filmu skupia się na próbie wybaczenia i pojednania, które okazuje się być możliwe jednak tylko dzięki wyjaśnieniu zagadki, która od ponad 20 lat kładła się cieniem na na relacjach ojca i córki.

Film jest wierny oryginałowi, czyli powieści pod tym samym tytułem. Przypomnę, że pierwszy tom kwartetu to jesień na Oland i jest ona wyraźnie widoczna w filmie. Tak naprawdę jesień, sama wyspa i Alvaret grają w filmie ważne role.

Udało mi się nawet rozpoznać na ekranie niektóre znajome miejsca. Bywam na Oland jednak tylko wiosną lub latem, a ostatnio byłam kiedy przecudnie kwitły bzy, więc wyspa wydawała mi się wtedy dużo mniej tajemnicza niż ta jesienna z filmu.

Film doskonały, ale powinien być trochę dłuższy, żeby bardziej udało się oddać atmosferę wyspy i samej książki. Podobnie było z Millenium Larssona, wersja telewizyjna była dużo lepsza od kinowej. Aż się nie chce wierzyć, że pół godziny ekstra może mieć takie znaczenie. A jednak!

Teraz pozostaje tylko czekać na ekranizacje kolejnych cześci kwartetu olandzkiego, a jeżeli się czeka na coś dobrego, to przecież nigdy nie czeka się zbyt długo. Hm...

9/10

 

fotos ze strony SF.SE

Wywiad bez pytań. Johan Theorin

bookfa

 

Oto drugi wywiad bez pytań, czyli autor ma głos, a ja nie przeszkadzam zadawaniem pytań. Mam nadzieję, że dzięki temu dowiem się czegoś, o co nikt nigdy nie pyta, a o co autor chciałby być zapytany i co może zainteresować czytelników. Tym razem na „ofiarę” wybrałam Johana Theorina. Niezmiernie się ucieszyłam, że odniósł się do mojego pomysłu z entuazjazmem i bardzo, ale to bardzo mu za ten entuzjazm dziękuję.

Miałam przyjemność kilka razy być na spotkaniach autorskich Johana i za każdym razem zamienić z nim kilka słów. Jest to przesympatyczny i niezwykle skromny człowiek. Zrobił błyskawiczną karierę jako pisarz powieści, które można chyba zaliczyć do thrillerów z pogranicza. Od debiutu powieściowego mija właśnie siedem lat i w tym czasie zdążył dotrzeć na sam szczyt. W Szwecji jest obecnie jednym z najbardziej lubianych i najchętniej czytanych autorów. Mówi, że ma ten komfort, że obecnie może utrzymać się z pisania. To nie udaje się zbyt wielu. Pisząc swoją ostatnią powieść Kurhan w pewnym momencie „ugrzązł”, zrobił sobie przerwę i napisał w tym czasie Świętego Psychola.

Można było wygrać tu na blogu książki z dedykacją autora. Był tak miły, że wysłał mi kilka egzemplarzy autorskich polskiego wydania, które z kolei ja wysłałam do szczęśliwców, którym udało się je wygrać. Johan bardzo się cieszy, że jest chętnie czytany w Polsce i za moim pośrednictwem pozdrawia wszystkich swoich fanów czytających bookfowy blog.

To, że Johan jest moim fawo-pisarzem numer jeden wiedzą wszyscy czytelnicy  bloga. Tego, że oczekuję jego kolejnych książek równie niecierpliwie jak kania dżdżu też wiedzą chyba wszyscy? Cieszę się, że zarażam swoim entuzjazmem do czytania powieści Theorina kolejne osoby.

 

**Dossier**

urodzony w Göteborgu,

rocznik 1963,

dorastał w Göteborgu i Nora w Bergslagen, wakacje i ferie spędzał na Öland,

dziennikarz, od niedawna pisarz na cały etet, chociaż czasem pisze też artykuły do gazet, ostatnio latem 2013 dla Aftonbladet,

kiedy nie pisze, biega i sporo żegluje,

1985 zadebiutowal opowiadaniem Vägryttaren, które ukazało się w antologii wydanej przez wydawnictwo Prisma,

2007 Zmierzch,

2008 Nocna zamieć,

2010 Smuga krwi,

2011 Święty Psychol,

2012 Pa stort Alvar (prawdopodobny polski tytuł: Na wielkim Alwarze),

2013 Rörgast (prawdopodobny polski tytuł: Kurhan),

2013 premiera filmu na podstawie pierwszej części kwartetu olandzkiego Zmierzch.

 

A teraz żadnych pytań, same odpowiedzi…

 

Ja i Polska. Polska była chyba pierwszym obcym krajem, do którego pojechałem jako mały chłopiec. Możliwe, że wcześniej byłem w Norwegii, ale w takim razie tego nie pamiętam. Jako dziewięcioletni chłopiec popłynąłem z tatą statkiem do Polski. Pierwszą noc w Polsce spędziliśmy w małym pensjonacie w Gdańsku. To było niesamowite przeżycie, obudzić się rano w obcym kraju, jeść zupełnie inne niż zwykle śniadanie w towarzystwie dziwnie mówiących ludzi. Później byłem w Polsce jeszcze kilkakrotnie na wakacjach, a ostatnio we Wrocławiu na targach literatury kryminalnej. Było bardzo sympatycznie. Nawet kiedy nie jestem w Polsce, to chętnie jem golonkę i piję polskie piwo w restauracji Krakow w Göteborgu.

Polskie inspiracje w Kurhanie. Powodem dla którego pojechałem z tatą do Polski jako dziewięciolatek był zakup dynamitu, a dokładniej składników do jego produkcji. Mój tata pracował w firmie Nitro Nobel, którą założył szwedzki wynalazca Alfred Nobel. Tata pracował przy produkcji dynamitu w celach pokojowych, czyli do prac kopalnianych i przy budowie dróg. Sporą część potrzebnych składników znalazł właśnie w Polsce. Jako nastolatek pracowałem sezonowo w Nitro Nobel i wiem nieco o tym jak się produkuje środki wybuchowe i jak się je odpala przy pomocy lontu. Te umiejetności przydały mi się przy pisaniu ostatniej części kwartetu olandzkiego.

Kwartet olandzki. Öland to wyspa, z której pochodzi moja mama. Jako dziecko spędzałem u dziadków dużo czasu. Obserwowałem jak wyspa zmienia się w zależności od pory roku. Kiedy więc zacząłem pisać zdecydowałem się umieścić akcję powieści na Öland. Zdecydowałem też napisać cztery opowieści, każdą związaną z inną porą roku, jesień, zima, wiosna i w końcu lato, kiedy wyspa jest pełna turystów, a życie nabiera zupełnie innego tempa niż w pozostałych porach roku. W letniej opowieści p.t. Kurhan jest chyba najszybsze tempo i dzieje się więcej niż w pozostałych.

Plany na przyszłość. Kiedy już się zaczęło pisać ksiązki, to trudno jest przestać, więc na pewno będę pisał dalej. W tej chwili piszę powieść dla młodzieży, szwedzkie fantasy, stylem trochę przypominające książki JRR Tolkiena.

Czy napiszę jeszcze jakieś powieści z Öland w tle? Na razie nie mam pomysłu na nic takiego, ale nie mówię, że Kurhan jest ostatnią. Wielu szwedzkich pisarzy mówiło, że napisali absolutnie ostatnią powieść jakiejś swojej serii, a potem po latach znów piszą kolejną. Nie chcę być kimś takim. Jeżeli przyjdzie mi do głowy jakiś pomysł na powieść, której akcja będzie pasować do Öland, to oczywiście ją napiszę.

 

Pożegnania nadszedł czas

bookfa

Johan Theorin

Rörgast

Wahlström&Widstrand, 2013, stron 453

 

Wyjątkowo gorące lato na Öland. Zbliża się najbardziej ulubione święto Szwedów, Midsommar. Most na Öland aż się ugina od ilości turystów zmierzających na wyspę. Szwedzi kochają tradycje, więc chyba trudno byłoby znaleźć lepsze miejsce jednocześnie na letni urlop i do świętowania Midsommar. Öland to niezwykła wyspa. Jeżeli nie można powiedzieć, że czas stanął tam w miejscu, to na pewno płynie innym trybem.

 

Gerlof patrzył na zatokę.

- Czasami tak sobie myślę John… Czy chociaż jedna rzecz stała się lepsza na Öland w ciągu ostatnich stu lat? Czy naprawdę chociaż jedna?

Wydawało się, że John się zastanawia.

- Nikt teraz nie głoduje… I ściany są równe.

- No tak – zgodził się Gerlof – Ale czy jest nam weselej?

- Kto wie – powiedział John – Ale żyjemy. Z tego powinniśmy się cieszyć.

- No tak.

 

Wśród przybyłych na wyspę letników jest Aron, który po wielu latach powraca w rodzinne strony, żeby rozliczyć się z przeszłością i wyrównać rachunki.

Gerlof cieszy się aparatem słuchowym, latem i wnukami, ale gdy pewnej nocy do jego szopy rybackiej, w której akurat nocuje dobija się przerażony chłopiec, nagle kończy się leniwa kanikuła. Wystraszony nastolatek opowiada o dryfującym statku, umierających marynarzach i mężczyźnie z siekierą w ręku. Gerlof słucha historii chłopca bardziej ze zrozumieniem niż zdumieniem. To przecież Öland, tu wszystko jest możliwe. Przypomina sobie, że kiedy sam był niewiele starszy od przestraszonego chłopca i pracował jako grabarz, to raz podczas pogrzebu wyraźnie słyszał pukanie z trumny, którą akurat przysypywano ziemią.

Późniejsze wydarzenia, których świadkami będą letnicy i mieszkańcy wyspy zmuszą Gerlofa do sięgnięcia do kolejnych wspomnień z młodości, bo to właśnie tam może tkwić klucz do zagadki. Niedosłyszący, poruszający się niemrawo o lasce staruszek, powoli i cierpliwie będzie prowadzić swoje własne śledztwo i choć nie będzie potrafił zapobiec lawinie tragicznych wydarzeń, to jednak odegra w nich swoją rolę.

Nadszedł czas czytelniczego pożegnania z wyspą. Oto Rörgast *, ostatnia część kwartetu olandzkiego, która zaskoczyła mnie swoim dramatyzmem i prostotą stylu. Czytałam zapominając chwilami o oddychaniu, ale jak widać „można żyć bez powietrza”. Wątki z przeszłości jak zwykle zgrabnie splatają się z teraźniejszością. Tym razem autor sięgnął do tragicznych czasów, które są nam Polakom szczególnie dobrze znane. I choć postać Arona jest fikcyjna, to na historię jego życia składają się fakty historyczne jak najbardziej prawdziwe.

Powieść ma kilku interesująco naszkicowanych bohaterów i każdy z nich ma swoje istotne w powieści pięć minut. Lisa – Lady Summertime, mały Jonas, rodzeństwo Kloss i jeszcze kilku innych. Powieść składa się z wielu krótkich akapitów, napisanych wyjątkowo oszczędnym stylem.

Żeby nie zepsuć lektury muszę na tym zakończyć . Element zaskoczenia jest w przypadku lektury czwartego tomu bardzo istotny. Co prawda istnieje pewne ryzyko, że wszyscy ci co przeczytają ten wpis zdążą o nim zapomnieć zanim książka trafi do polskich księgarń. Święty psychol potrzebował prawie dwóch lat.

Szwedzi mają takie powiedzenie, że jeżeli się czeka na coś dobrego, to nigdy nie czeka się zbyt długo.

 10/10

 

* Rörgast  to określenie zjawy wynurzającej się z olandzkiego kurhanu pochodzącego z epoki brązu.

kursywą fragment powieści w moim tłumaczeniu

 

fbfbfb39

Urodzinowy egzemplarz z dedykacją od autora...

bookfa

...miało ochotę przygarnąć trzynaście osób.

Na listę do losowania wpisałam wszystkich, którzy wyraźnie wyrazili chęć wzięcia udziału w losowaniu według kolejności zgłoszeń:

1. Agnieszka Kalus

2. fiiki

3. z.w.l.

4. sesolello

5. Ala

6. Beata Kobierowska

7. grendella

8. Agata

9. ebooki4u

10. lirael

11. wyspa

12. Agnes

13. Marta

Cieszę się, że było aż tylu chętnych i oto wynik losowania:

Numer 5 dostał się Ali. Gratuluję! Poproszę o kontakt na adres mejlowy widoczny w lewej szpalcie.

Wszystkim uczestnikom losowania bardzo dziękuję i korzystając z okazji chciałabym (nieśmiało) poinformować, że poddałam blog fejsbukowemu eksperymentowi i można go tam odwiedzać, a nawet polubić. Jest już nawet aż jeden fan bloga. Ha!

 

Tłumy i książki

bookfa

Najbardziej pożądana impreza roku jest już wspomnieniem. Teraz będę zajęta czekaniem na następną w 2014. A czekając będę wspominać tegoroczne targi. W centrum uwagi była tego roku literatura rumuńska. Aż dziw brał ile książek pisarzy rumuńskich udało się zebrać w jednym miejscu! Dla przeciwwagi, polskich nie było wcale. W zeszłym roku wypadliśmy bardzo żałośnie, więc może lepiej, że nas tym razem w ogóle nie było? W tym roku pojechałam na targi prywatnie, więc wybrałam sobie dzień, który wydał mi się najbardziej atrakcyjny, czyli sobotę. Tak samo wybrało jeszcze kilka tysięcy osób. Miałam wrażenie, że zbity tłum próbował przesuwać się we wszystkich kierunkach jednocześnie.

Jako pierwszy, już w drzwiach, rzucił mi się w oczy szwedzki Egmont…

Potem mój wzrok przykuły książki, masa nowości, dosłownie całe stosy…

I pełne półki…

Na targach roiło się od mistrzów pióra. Udzielali wywiadów, brali udział w dyskusjach, podpisywali książki, pozowali z fanami do zdjęć, rozdawali uśmiechy na prawo i lewo. Hennig Mankell pojawił się z nieco odświeżonym Wallanderem...

 Żeby uniknąć chaosu, kolejki do niektórych pisarzy były monitorowane przez pracowników wydawnictw…

 Miałam rozpisany plan gdzie muszę koniecznie być. Niestety musiałam wszystko zweryfikować, bo przedarcie się przez te tłumy graniczyło z cudem. Łatwiej było po prostu dać się porwać tłumowi . I tak zrobiłam. Program każdego z wydawnictw był dosłownie naszpikowany sławnymi nazwiskami. Oto co proponowało np. wydawnictwo Pirat w sobotę...

Tym sposobem trafiłam dwa razy na Camillę Läckberg, zamiast na Jana Guillou i Leifa G.W. Perssona. Za drugim razem w towarzystwie Viveci Sten...

Bardzo mnie ucieszył widok niektórych nowości. Emmy Abrahamson napisała kontynuację doskonałej powieści dla młodzieży Only vag is upp, którą kiedyś opisałam na blogu…

Jest kolejna książeczka dla dzieci o Super-Charlim. Jest też kolejna powieść dla dzieci Susanny Alakoski...

Ulubieniec dzieci, Martin Widmark był bardzo oblegany przez fanów w każdym wieku…

Na targach nie zabrakło też reprezentanta bibliobusów. Ten jest z Borås...

Jedna z dyskusji o kulturze na scenie dziennika Aftonbladet. Panowie mieli bardzo smętne miny, bo dzieci coraz mniej czytają...

Udało mi się jednak trafić i zdążyć na przesłuchanie przez Deckarakademin  Johana Theorina. Na koniec moderatorka spotkania podziękowała „chłopcom” za przybycie…

Po przesłuchaniu „chłopcy” podpisywali swoje książki. Do Johana ustawiła się długa kolejka…

Udało mi się później zamienić z nim kilka słów. Prosił, żeby pozdrowić w jego imieniu czytelników bloga i podziękować za to, że czytamy jego książki. Pozdrawiam więc i dziękuję w imieniu autora.

Mam nadzieję, że macie ochotę na więcej targów. Zapraszam jeszcze TU.

Najtrudniejszy pierwszy krok zrobiony

bookfa

 

Doszlifowaną do połysku próbkę tekstu, którą umiem już na pamięć wysłałam do pierwszego z osobiście ułożonej listy potencjalnych wydawców. Nauczona doświadczeniem z Zakamarkami nie spodziewałam się odpowiedzi w tym kwartale, zwłaszcza, że wysłałam mejla bardzo późno wieczorową porą. Ku mojemu najwyższemu zdziwieniu uprzejma odpowiedź przyszła po mniej więcej godzinie. Sympatyczne podziękowanie i informacja, że moja propozycja poszła dalej, do dwóch pań zajmujących się wydawaniem przekładów. Okazuje się, ze mimo starań nie dotarłam od razu do właściwej osoby. Oczywiście to, że mi podziękowano jeszcze nic nie znaczy i może się zdarzyć, że wydawnictwo nie zauważy jaki proponuję im diament. Ale to zawsze jakiś początek.

Wydawnictwo, które posiada prawa autorskie uwinęło się migiem ze wszystkimi formalnościami i nawet oferuje pomoc w poszukiwaniu wydawcy, bo też ma swoje kontakty. W sobotę wybieram się na targi do Goeteborga, gdzie może osobiście poznam sympatyczną panią z wydawnictwa, z którą do tej pory tylko wymieniałam się mejlami. Te targi to świetna rzecz! No i znów dopadnę ulubionego autora numer jeden, który będzie promował i podpisywał swoją nową powieść, czyli ostatnią część kwartetu olandzkiego. Rozmowa promocyjna z autorem będzie super krótka, ale stanę na głowie, żeby na czas odnaleźć scenę biblioteczną.

 

Święty Psychol z autografem autora został wylosowany

bookfa

 

Nie było łatwo wybrać. Motywacje były różne, ale wszystkie przekonujące. No bo jak nie dać babie w ciąży? Albo jak nie dać tym, które sama zaraziłam theorinizmem? Albo jak nie skorzystać z szansy, żeby zarazić tym wirusem kolejną ofiarę? Albo nie pocieszyć kogoś komu smutno?

No nie dałam rady wybrać sama. Skorzystałam więc z losowarki netowej LOSOWE.PL. Ponumerowałam wszystkich chętnych w kolejności pojawiania się zgłoszeń w komentarzach i oto:

Rezultat

Oto wylosowane liczby:

4

 

Czas wygenerowania:  2013-09-08 20:02:13 772

Podaj parametry i uruchom generator liczb losowych:

Ilość liczb do wygenerowania (1-1000)
Przedział (zamknięty) z jakiego mają być generowane liczby:
Min: Max:

Jako czwarta zgłosiła się DOFI.

Gratuluję i proszę o kontakt mejlowy.

 

Wszystkich zawiedzionych uspokajam, że będą kolejne okazje do wygrania książek z autografem autora.

 

 

P.S. Znacie inne losowarki on line? Będę wdzięczna za namiary.

Wygraj najnowszą powieść Johana Theorina czyli...

bookfa

Kilka dni temu przyszła paczka ze Sztokholmu...

Od...

Tak, tak, dobrze widzicie. Od Johana Theorina. A w niej...

Ten egzemplarz najnowszej powieści autora może być Twój. Żeby ją sobie wygrać wystarczy przekonać mnie, że ta książka powinna zamieszkać właśnie u Ciebie. Na dodatek jest to jedyny w swoim rodzaju egzemplarz tej powieści, bo z pozdrowieniami od autora...

 

Moi Drodzy, do klawiatur!

Zwycięską motywację wybiorę w najbliższą niedzielę (8 września), w godzinach późnowieczornych.

 

Spotkanie (numer trzy) z Johanem Theorinem

bookfa

Ostatni sezon jesienno-zimowy w mojej bibliotece nie obfitował specjanie w spotkania z pisarzami. Jednak wczoraj przyjechał do sąsiedniej mieściny na zaproszenie naszej filii bibliotecznej Johan Theorin. Miałam więc kolejną okazję posłuchać co ma do powiedzenia mój Absolutny Faworyt. Jako Samozwańcza Fanka Numer Jeden oczywiście pojechałam na to spotkanie, siedziałam w pierwszym rzędzie i nie spuszczałam wzroku z ulubionego pisarza. Tym razem wyciągnęłam na spotkanie także męża, który potem wyznał, że cieszy się, że dał się na nie namówić.

Johan niemal się spóźnił, co wprawiło organizującą spotkanie koleżankę w stan przedzawałowy. Pisarz wybrał się w podróż z przesiadką pociągiem, który się spóźnił, więc ten na który miał się przesiąść zdążył odjechać. Dojechał jednak ostatnie sto kilometrów taksówką i przybył pięć minut przed wyznaczoną godziną. Wolę nie wiedzieć ile to kosztowało.

Tym razem Johan rozdawał uśmiechy, żartował i w ogóle był w świetnym humorze. Mam wrażenie, że wreszcie przywykł do spotkań z czytelnikami i przestały go stresować tak jak to było kiedyś. Opowiadał o wszystkich swoich książkach i robił to tak ciekawie, że nabrałam ochoty, by je natychmiast znów przeczytać. Jest ich już pięć, więc miał o czym opowiadać. Szósta, czyli czwarta z serii olandzkiej już jest na finiszu. Mogliśmy nawet zobaczyć okładkę. Jest na niej cudny olandzki wiatrak, tak naprawdę dla mnie to symbol tej wyspy. Takie przenośne wiatraki można zobaczyć chyba tylko tam. Obejrzałam ich kilkanaście będąc na Oland, niektóre nawet od środka.

Nie byłabym sobą gdybym nie spytała Johana, co będzie pisał jak już skończy tę. Odpowiedział dość wyczerpująco, że Rörgast, czyli ostatnia z kwartetu ukaże się jesienią (mogę się założyć, że będzie promowana z wielką pompą na targach w Göteborg). Wydawnictwo czeka niecierpliwie na rękopis, okładka już gotowa, a pisze się właśnie końcówka. Następną  będzie najprawdopodobniej powieść dla młodzieży. Johan jest ciągle w szoku, po tym co się stało w Norwegii, kiedy to tyle młodych ludzi zupełnie bez sensu straciło życie. Zainspirowany tą tragedią chciałby napisać powieść, która dałaby młodym ludziom do myślenia.

Na kolejną powieść prawdopodobnie nie będziemy chyba czekać dłużej niż rok, bo autor od jakiegoś czasu, nareszcie, jak sam to określił, może żyć z pisania, czyli pisze teraz na cały etat i potrzebuje mniej więcej rok na napisanie kolejnej powieści. Biorąc pod uwagę, że napisanie pierwszej zabrało mu siedm lat, to obecne tempo można nazwać zawrotnym.

Zmierzch jest właśnie w końcowej fazie ekranizacji, a premiera filmu przewidziana jest na jesień tego roku. Ponieważ reżyser filmu ma już na koncie udaną ekranizację Millenium Stiega Larssona, można spodziewać się, że film będzie trzymał poziom. Od siebie jako ciekawostkę dodam, że w filmie zagrała żółta Kallemo-szafka przeznaczona dla kolekcjonerów roczników National Geografic, która stoi teraz w domu koleżanki mojej córki. Stąd wiedziałam, że film się kręci. Kolejną ciekawostką jest fakt, że część zdjęć do filmu kręcono na Kubie. Trzecią i ostatnią, że na ekranie mignie przez moment Johan Theorin we własnej osobie. Widzom polecam wytężanie wzroku. Johan, gdzieś w tle, jako pacjent szpitala będzie się przechadzał w piżamie korytarzem z kroplówką zawieszoną na stojaku. O ile tej sceny nie wytną, jak sam powiedział. Na fotce filmowy Gerlof z córką Julią…

Kiedy podsunęłam autorowi do podpisu polskie wydanie Smugi krwi, westchnął patrząc na okładkę i napisał, że „miło zobaczyć się znowu”. Miło z jego strony, że napisał, że mu miło. Zapytał czy wiem coś o polskiej premierze jego kolejnej powieści, kiedy się ukaże i jak będzie wyglądać okładka i co w ogóle sądzę o wydaniach i przekładach poprzednich tytułów. Pochwaliłam wydawnictwo, że na tle innych, to i tak się bardzo stara, tylko ta okładka…

Jak miło było zobaczyć później na stronie Czarnego okładkę Sankta Psyko czyli Świętego Psychola. Koniec koszmaru! Oczywiście zaraz wysłałam autorowi link, żeby ją  zobaczył.

 

Seria „Ze strachem” zmieniła szatę graficzną. Nie wiem komu konkretnie za to dziękować, więc po prostu ogólnie dziękuję całemu Wydawnictwu Czarne.

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci