Menu

Lost.In.The.Library

ma nowy adres: www.bookfa.se

Wpisy otagowane : Helene-Hanff

Wyjątkowa przyjemność czytania cudzej korespondencji

bookfa

Helene Hanff

84. Charing Cross Road

The Duchess of Bloomsbury Street

En bok for alla, 2009, stron 223

 

Nigdy nie myślałam, że napiszę o jakiejś książce, „urocza”. A jednak to pierwsze określenie, które przychodzi mi do głowy po jej przeczytaniu. Moje wydanie 84. Charnig Cross Road, zawiera także kontynuację, czyli The Duchess of Bloomsbury Street.

Helene Hanff, amerykańska pisarka i krytyk literacki, urodzona w Filadelfii mieszkanka Nowego Jorku, musiała być niezwykłą osobą. Świadczą o tym jej listy do londyńskiego antykwariatu Marks & Co, zebrane w tomie 84. Charing Cross Road. W jednym z listów do Londynu pisze o sobie tak:

 (...)jestem tak kiepsko wykształcona, że nie ukończyłam żadnej uczelni. Po prostu przypadkiem, mam dosyć specyficzny gust, jeżeli chodzi o książki, a to, dzięki jednemu profesorowi z Cambridge, o nazwisku Quiller-Couch, zwanym także Q. Kiedy miałam 17 lat, wpadłam na niego w jednej z bibliotek. (...) Jestem mniej więcej tak samo elegancka, jak żebrak z Broadway'u. Noszę zjedzone przez mole swetry i długie wełniane spodnie, ponieważ w ciągu dnia mój dom nie jest ogrzewany. Mieszkam w pięciopiętrowym budynku, którego wszyscy mieszkańcy wychodzą do pracy przed dziewiątą, a wracają po szóstej. Dlaczego więc właściciel domu miałby go ogrzewać dla jednej pisarki, która pracuje w swoim mieszkaniu na parterze?

 Pewnego dnia, 1949 roku znalazła mały anons tego antykwariatu, specjalizującego się w sprzedaży książek już nie wznawianych, w Saturday Rewiew of Literature. 5 października napisała pierwszy list do Londynu. Otrzymała zamówione książki, rachunek i kilka uprzejmych słów skreślonych przez zarządzającego antykwariatem, Franka Doela. I tak to się zaczęło, a potem trwało przez dwadzieścia kolejnych lat. Helene Hanff uważała, że wygodniej zamawiać książki w Londynie niż przejść kilka przecznic, żeby poszukać ich w antykwariatach Nowego Jorku. Poza tym nigdy nie kupowała książek, których wcześniej nie czytała, pożyczając je w bibliotece.

Uprzejma wymiana korespondencji nabiera dość szybko przyjacielskiego charakteru, zwłaszcza gdy Helene Hanff dowiaduje się o racjonowaniu żywności w Anglii i wysyła pracownikom antykwariatu szynkę na święta.

Przez lata planuje podróż do Londynu, która jednak dochodzi do skutku dopiero w czerwcu 1971 roku. The Duchess of Bloomsbury Street, to dziennik z tej podróży. Trzeba mieć wielki talent, żeby pozbawioną nadzwyczajnych wydarzeń, trwającą kilka tygodni wizytę w Londynie, opisać w tak zajmujący sposób. Czytałam ten dziennik z prawdziwą przyjemnością. Przeraziła mnie jednocześnie moja niewiedza, slash, ignorancja. Autorka sypie jak z rękawa nazwiskami wielu angielskich pisarzy, a ja o większości z nich nawet nie słyszałam. Pocieszające, że autorka myślała o sobie podobnie:

 Wstyd mi za każdym razem, kiedy odkrywam jak ludzie są oczytani i jak ja jestem kiepsko wykształcona, w porównaniu z nimi. Gdybyście zobaczyli, jak długa jest lista znanych książek i autorów, których nie czytałam, to nie uwierzylibyście własnym oczom. Mój problem polega na tym, że kiedy inni przeczytali pięćdziesiąt książek, ja przeczytałam jedną książkę pięćdziesiąt razy.

 

8/10

© Lost.In.The.Library
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci